- Nie, dam sobie radę, a co ty tu robisz? - odwróciła się, w drzwiach stał Allan
- Przyszedłem cię odwiedzić.
- A skąd wiedziałeś, że jestem w domu?
- Nel mi powiedziała, mogę wejść?
- No jasne, wchodź - obaj usiedli na kanapie i nastała cisza, po chwili przerwała ją Noemi
- Więc?
- Co?
- Co cię tu sprowadza, w dodatku w trakcie lekcji?
- Nic... Chociaż... Muszę iść, pa - zerwał się z kanapy i poszedł w kierunku drzwi.
- Ej, czekaj! - zawołała za nim
- Nie, na prawdę się spieszę - rzucił tylko i wyszedł, pobiegł w stronę szkoły, wbiegł do klasy w połowie lekcji.
- Dzień Dobry! Przepraszam za spóźnienie... - powiedział zdyszany wchodząc do klasy i usiadł w ławce z Amy, pod stolikiem chwycił ją za rękę i powiedział
- Przepraszam, nie chciałem żeby tak to wyszło. Przyjdź do mnie po lekcjach to pogadamy, wszystko ci wytłumaczę - Nelly siedząca za nimi była więcej niż zbulwersowana cała sytuacją i chciała wiedzieć o co chodzi. Kiedy tylko lekcje dobiegły końca Nel wybiegła ze szkoły z prędkością światła, pognała w stronę domu Noemi, dziewczyna w tym czasie robiła porządek w swojej szafie. Do drzwi zadzwonił dzwonek, Noemi zjechała na tyłku po schodach, żeby było szybciej i poszła otworzyć drzwi.
- Hej kochanie! - Nelly rzuciła się Noe na szyję
- Stęskniłam się za tobą, wchodź i mów, bo umieram z ciekawości!
- Więc... najlepiej, żebyśmy najpierw usiadły - Nel spoważniała, przyjaciółki bez zbędnych pytań usiadły na kanapę, nastała cisza.
- Mów, bo umieram z ciekawości!
- No bo... Wiesz jak to jest, jak ktoś się w kimś zakocha, później ze sobą chodzą. Ale czasem jest tak, że osoba którą kochamy nie odwzajemnia naszych uczuć i ma kogoś innego, czasem nawet kogoś bardzo nam bliskiego i...
- Do czego zmierzasz? - Noemi przerwała przyjaciółce, ta tylko ze świstem wypuściła powietrze i powiedziała
- No dobra... Amy chodzi z Allanem
- Aha - tylko tyle zdołała wydusić z siebie Noemi, nie wiedziała co ma o tym myśleć. W głowie panowała istna wojna, biła się z myślami. Nelly zaniepokojona pomachała jej ręką przed oczami.
- Nic nie powiesz? - zapytała
- Szczęścia im życzę... A teraz chodź ze mną na górę, bo muszę uporządkować rzeczy w szafie.
- Noemi! - Nelly pociągnęła ją za rękę - ALLAN CHO-DZI Z A-MAN-DĄ!!! - wykrzyczała Nel
- Wiem, chodź - tym razem to Noe pociągnęła przyjaciółkę za rękę i powoli wchodziła po schodach - Allan był tu dzisiaj i podejrzewam, że chciał mi coś powiedzieć, ale tak jakby uciekł i to chyba dobrze... przynajmniej dla mnie.
- Wbiegł w środku lekcji do klasy, rzucił się w stronę Amy, a potem poszli razem do niego...
- Nel! Błagam, zamknij się już! Chodź ze mną posprzątać ten burdel w szafie, bo inaczej zwariuję przez Ciebie i to twoje gadanie!
środa, 20 października 2010
piątek, 24 września 2010
[011]
Noemi była już w swoim domu i leżała przed telewizorem oglądając jakiś nudny serial.
- Idę do sklepu, chcesz coś? - zawołał tata
- Orzeszki solone, chipsy, cole, gumy do żucia, gazetę i lody
- Nie zapamiętałem! - rzucił tata wychodząc z domu
- To napiszę ci SMS-a - zaśmiała się dziewczyna
- Cwana jesteś, to pewnie po tatusiu - zaśmiał się i wyszedł, Noemi sięgnęła po telefon
- Zapomniałam go włączyć - powiedziała sama do siebie i włączyła komórkę, na ekranie wyświetliły się komunikat "Otrzymałeś 2 nowe wiadomości", bez namysłu nacisnęła klawisz "Odczytaj".
- O Nelly coś napisała - znowu powiedziała do siebie i zaczęła czytać "Hej! Nie uwierzysz co się stało, tzn nie mogę ci napisać, bo za bardzo się zdenerwujesz, ale napisz jak będziesz miała telefon to do ciebie zadzwonię i pogadamy", Noemi zmarszczyła brwi i jeszcze raz dokładnie przeczytała SMS-a, wzruszyła tylko ramionami i odczytała drugą wiadomość "Ej! Bo nie wytrzymam!" - znowu pisała Nel. Noemi nie zastanawiając się wybrała jej numer i zdzwoniła
- Noe!!! Wreszcie! - odebrała Nelly
- O co chodziło w tych SMS-ach?
- Teraz ci nie mogę powiedzieć, bo jestem jeszcze w szkole, ale jak lekcje się skończą to na pewno oddzwonię.
- A może do mnie skoczysz?
- Nie mam jak się dostać do szpitala.
- Ale ja już jestem w domu!
- Aha! No to przyjdę!
- Weź Amy.
- Lepiej nie - powiedziała po cichu Nelly i dodała - Musze kończyć, będę jak najszybciej! - rozłączyła się, Noemi nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć i z niecierpliwością czekała na przyjście przyjaciółki.
- Gdzie idziesz!? - Nie odwrócił się, zbiegł szybko po schodach i zwrócił się do wyjścia, Amy pobiegła za nim.
- A panna gdzie? - ktoś chwycił ją za ramię kiedy była już przy drzwiach, był to nauczyciel dyżurujący.
- No... - próbowała się wytłumaczyć - Bo ja...
- Wracaj na górę, tym razem nie powiem nikomu, ale następnym razem już nie będę taki łaskawy.
- Dziękuję - powiedziała z sarkazmem i poszła powoli na górę, wyjęła z kieszeni telefon i wybrała numer Allana, odezwała się sekretarka, kiedy po raz kolejny wybrała jego numer, telefon był już wyłączony. Zrezygnowana usiadła pod klasą, po chwili zadzwonił dzwonek, kręcąc głową wstała, zabrała swoją torbę i stanęła pod klasą opierając się o ścianę.
- Idę do sklepu, chcesz coś? - zawołał tata
- Orzeszki solone, chipsy, cole, gumy do żucia, gazetę i lody
- Nie zapamiętałem! - rzucił tata wychodząc z domu
- To napiszę ci SMS-a - zaśmiała się dziewczyna
- Cwana jesteś, to pewnie po tatusiu - zaśmiał się i wyszedł, Noemi sięgnęła po telefon
- Zapomniałam go włączyć - powiedziała sama do siebie i włączyła komórkę, na ekranie wyświetliły się komunikat "Otrzymałeś 2 nowe wiadomości", bez namysłu nacisnęła klawisz "Odczytaj".
- O Nelly coś napisała - znowu powiedziała do siebie i zaczęła czytać "Hej! Nie uwierzysz co się stało, tzn nie mogę ci napisać, bo za bardzo się zdenerwujesz, ale napisz jak będziesz miała telefon to do ciebie zadzwonię i pogadamy", Noemi zmarszczyła brwi i jeszcze raz dokładnie przeczytała SMS-a, wzruszyła tylko ramionami i odczytała drugą wiadomość "Ej! Bo nie wytrzymam!" - znowu pisała Nel. Noemi nie zastanawiając się wybrała jej numer i zdzwoniła
- Noe!!! Wreszcie! - odebrała Nelly
- O co chodziło w tych SMS-ach?
- Teraz ci nie mogę powiedzieć, bo jestem jeszcze w szkole, ale jak lekcje się skończą to na pewno oddzwonię.
- A może do mnie skoczysz?
- Nie mam jak się dostać do szpitala.
- Ale ja już jestem w domu!
- Aha! No to przyjdę!
- Weź Amy.
- Lepiej nie - powiedziała po cichu Nelly i dodała - Musze kończyć, będę jak najszybciej! - rozłączyła się, Noemi nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć i z niecierpliwością czekała na przyjście przyjaciółki.
*** (tymczasem w szkole)
- Nel, czekaj! - Allan biegł przez korytarz za dziewczyną, ta zatrzymała się i zwróciła w jego stronę
- Co? - zapytała
- Pójdziesz dziś ze mną do Toma i do Noemi do szpitala?
- Dlaczego nie zabierzesz Amy?
- Miga się, nie wiem dlaczego. To co pójdziesz?
- Jestem już umówiona z Noemi...
- A jak do niej idziesz?
- Na piechotę?
- Przecież to szmat drogi!
- Ale ona jest już w domu! - Nelly nerwowo przebierała nogami
- Spieszysz się gdzieś? - zapytał Allan
- Do sklepiku - rzuciła i popatrzyła na niego pytającym wzrokiem - Jeszcze jakieś pytania?
- Nie, idź.
- Dzięki za pozwolenie - uśmiechnęła się i poszła w stronę sklepiku. Nadbiegła Amanda
- Co ona od ciebie chciała? - zapytała chłopaka zarzucając mu ręce na szyję
- Nic - Allan lekko ją odepchnął i poszedł kręcąc głową.- Gdzie idziesz!? - Nie odwrócił się, zbiegł szybko po schodach i zwrócił się do wyjścia, Amy pobiegła za nim.
- A panna gdzie? - ktoś chwycił ją za ramię kiedy była już przy drzwiach, był to nauczyciel dyżurujący.
- No... - próbowała się wytłumaczyć - Bo ja...
- Wracaj na górę, tym razem nie powiem nikomu, ale następnym razem już nie będę taki łaskawy.
- Dziękuję - powiedziała z sarkazmem i poszła powoli na górę, wyjęła z kieszeni telefon i wybrała numer Allana, odezwała się sekretarka, kiedy po raz kolejny wybrała jego numer, telefon był już wyłączony. Zrezygnowana usiadła pod klasą, po chwili zadzwonił dzwonek, kręcąc głową wstała, zabrała swoją torbę i stanęła pod klasą opierając się o ścianę.
***(u Noemi)
- Córciu, spotkałem kolegę idę do niego na kawę, dasz sobie radę? - ojciec Noemi wbiegł do domu
- Mhm - mruknęła dziewczyna - Idź
- Będę za około godzinę, jeżeli chcesz zajdę do sąsiadki, żeby do ciebie przyszła.
- Tato...
- Dobra, dobra. Idę, jakby coś się działo dzwoń, mam telefon ze sobą.
- Ok, idź już! - ojciec wyszedł, po chwili słychać było pukanie do drzwi. Dziewczyna powoli zwlekła się z kanapy i na jednej nodze doskoczyła do drzwi.
- Czego zapomniałeś? - drzwi otworzyła z rozmachem, nie patrząc kto przyszedł odwróciła się tyłem i pokuśtykała w stronę sofy.
- Pomóc ci? - odezwał się ktoś zza drzwi, zastygła.
czwartek, 23 września 2010
[010]
Noemi obudziła się bardzo wcześnie i nie potrafiła już zasnąć, żwawo wstała z łóżka, ostrożnie wsunęła na nogi cieplutkie kapcie i podeszła do okna. Na dworze było szaro i ponuro, no tak... już czuć jesień, gdzieniegdzie słońce, które przedarło się przez chmury rzucało swoje blade światło. Westchnęła tylko i poszła do łazienki, gdzie się przebrała, uczesała i umyła.
- Już nie śpisz? - zapytał Tom, kiedy dziewczyna wyszła z łazienki, Noemi usiadła na łóżku i powiedziała
- Jak widać... Cieszę się, że już dzisiaj wychodzę
- Ale wypisy są dopiero od 15!
- Wiem, ale i tak nie mogę spać - nastała cisza - Popatrz za okno - przerwała ją Noemi - Już czuć i widać jesień, w tym roku jakoś szybko, dopiero dwa tygodnie temu szliśmy do szkoły.
- Zaraz spadnie śnieg, a potem święta, Nowy Rok, później już przyjdzie wiosna, a potem lato i wakacje i znów wszystko od nowa. Czas leci stanowczo zbyt szybko...
- No... - westchnęła dziewczyna
- Już nie śpisz? - zapytał Tom, kiedy dziewczyna wyszła z łazienki, Noemi usiadła na łóżku i powiedziała
- Jak widać... Cieszę się, że już dzisiaj wychodzę
- Ale wypisy są dopiero od 15!
- Wiem, ale i tak nie mogę spać - nastała cisza - Popatrz za okno - przerwała ją Noemi - Już czuć i widać jesień, w tym roku jakoś szybko, dopiero dwa tygodnie temu szliśmy do szkoły.
- Zaraz spadnie śnieg, a potem święta, Nowy Rok, później już przyjdzie wiosna, a potem lato i wakacje i znów wszystko od nowa. Czas leci stanowczo zbyt szybko...
- No... - westchnęła dziewczyna
*** (tymczasem w szkole)
- Amanda łap!
- No gdzie mi rzucasz ten zeszyt!?
- Mówiłem, że masz łapać! - Amanda i Allan jak zawsze dokuczali sobie, zadzwonił dzwonek
- Dobra chodź - Amy uśmiechnęła się i chwyciła chłopaka za rękę, weszli do klasy jako ostatni.
- Dobrze, dobrze gołąbeczki, możecie już zostać na środku do odpowiedzi - powiedziała pani z historii
- Ale dlaczego? - dziewczyna nie była przygotowana, nauczycielka nic nie odpowiedziała tylko zadawała pytania dotyczące II Wojny Światowej. Po odpowiedzi usiedli razem w pierwszej lepszej, wolnej ławce.
- Ej, uśmiechnij się, co ty taka smutna? - zapytał Allan Amandy szeptem
- Byłbyś wesoły gdybyś dostał 2 z odpowiedzi?
- Poprawisz, nie bój żaby. Skoczymy dzisiaj odwiedzić Allana i Noe w szpitalu?
- Ymm... wiesz, ja mam dużo roboty w domu, lepiej pojedź sam.
- Ale dlacz... - chłopak nie dokończył, ponieważ nauczycielka zadała mu pytanie.
- Dobrze, dobrze gołąbeczki, możecie już zostać na środku do odpowiedzi - powiedziała pani z historii
- Ale dlaczego? - dziewczyna nie była przygotowana, nauczycielka nic nie odpowiedziała tylko zadawała pytania dotyczące II Wojny Światowej. Po odpowiedzi usiedli razem w pierwszej lepszej, wolnej ławce.
- Ej, uśmiechnij się, co ty taka smutna? - zapytał Allan Amandy szeptem
- Byłbyś wesoły gdybyś dostał 2 z odpowiedzi?
- Poprawisz, nie bój żaby. Skoczymy dzisiaj odwiedzić Allana i Noe w szpitalu?
- Ymm... wiesz, ja mam dużo roboty w domu, lepiej pojedź sam.
- Ale dlacz... - chłopak nie dokończył, ponieważ nauczycielka zadała mu pytanie.
*** (szpital)
- Współczuję nam tego żarcia tutaj- Noemi zrzucała z kanapki zwiędły listek sałaty
- Ciesz się, że nie ma zupy mlecznej.
- O... bądź cicho, obrzydziłeś mi teraz jedzenie do końca!
- Mmm... te kożuchy na mleku i rozgotowany makaron mmm... Palce lizać.
- Jesteś ohydny! - dziewczyna rzuciła w niego listkiem sałaty, które przed momentem zdjęła z kanapki.
- Jesteś ohydny! - dziewczyna rzuciła w niego listkiem sałaty, które przed momentem zdjęła z kanapki.
- Witam, widzę, że dobry humorek dopisuje! - wszedł doktor dyżurujący - Panna Noemi? - zwrócił się w stronę dziewczyny
- Tak, to ja.
- Wypis już gotowy, rodzice czekają na korytarzu, proszę spakować swoje rzeczy - wyszedł, a Noemi usiadła na łóżku wrzucając niedbale do torby wszystko po kolei.
- No to opuszczasz mnie? - zapytał Tom, kiedy zmierzała o kulach w stronę drzwi.
- Niestety... - rzuciła i wystawiła głowę na korytarz krzycząc - Tato! Pomóż! - jakaś pielęgniarka skarciła ją wzrokiem, ale ta nic sobie z tego nie robiąc wróciła na łóżko, do sali weszła mam oraz tata Noemi.
- Tato, weź proszę torbę z rzeczami - ojciec posłusznie zabrał bagaż
- Pomóc ci wstać, kochanie? - zapytała mama
- Nie, dam sobie radę - Rodzice wyszli z sali, a Noemi pożegnała Toma - Odwiedzę cię, jak tylko noga wyzdrowieje - wychodząc z sali jeszcze mu pokiwała i wyciągnęła z kieszeni telefon, był wyłączony.
- Noe szybciej, nie mamy całego dnia, jeszcze musieliśmy przekonać doktora, że dał nam wypis teraz - mama ponaglała córkę
- Czy ja mam motorek w tyle?
- Oj, nie przesadzaj. Chodź winda przyjechała.
- Noe szybciej, nie mamy całego dnia, jeszcze musieliśmy przekonać doktora, że dał nam wypis teraz - mama ponaglała córkę
- Czy ja mam motorek w tyle?
- Oj, nie przesadzaj. Chodź winda przyjechała.
poniedziałek, 23 sierpnia 2010
[009]
Niedziela minęła bardzo szybko. Składała się głównie z wizyt rodziny i doktorów. Ostatni odwiedzający wynieśli się po 22.
- Idę do łazienki - Noemi wzięła kosmetyczkę i poczłapała do łazienki, Tom w tym czasie wyciągnął spod poduszki telefon i pisał SMS-y.
- Z kim piszesz? - dziewczyna dosyć szybko wyszła z łazienki i widząc Toma z telefonem nie mogla się oprzeć by zadać mu to pytanie.
- Napisałem do Nelly, ale mi nie odpisała
- O! Do Nelly!?
- No, ale powoli zaczynam tego żałować, w tym szpitalu to już mi odbija... - pokręcił głową i położył telefon na szafkę
- Nie znasz jej? Na pewno położyła gdzieś telefon i zapomniała o nim albo po raz kolejny wylądował w lodówce - Noemi zaśmiała się i usiadła na łóżku Toma - Wiesz, że ona wcale nie chciała z tobą zerwać i że nadal cię kocha, prawda?
- Właśnie, że o tym nie wiem.
- To się dowiedz, nie chcę żeby dłużej cierpiała...
- Ona nie może cierpieć, a ty możesz?
- Co?
- Przecież wiem, że go kochasz - Tom spojrzał na dziewczyną, a ta wstała i położyła się do swojego łóżka
- Niby kogo, Świętego Mikołaja? - zakpiła
- Jeżeli Allan to dla ciebie Święty Mikołaj, to tak o niego mi chodzi.
- A jeżeli nawet to co z tego, jeżeli ona ma tą swoja "stabilizację"?
- Nie udawaj, wiem że wczoraj nie spałaś i wszystko słyszałaś...
- Skąd wiesz? - zapytała i aż usiadła na łóżku
- Zawsze śpisz na boku, a nie na plechach tym bardziej, że głowę miałaś odwróconą w stronę okna, jeżeli tak miałaś zamiar "przespać" cała noc to rano obudziła byś się ze zdrętwiałym karkiem, jak nic - zaśmiał się, a Noemi dołączyła do niego śmiejąc się z własnej głupoty.
- Nie wiedziałam, że przyglądasz mi się jak śpię- znowu się zaśmiała
- Tak mi się rzuciło w oczy, bo co noc tak śpisz...
- Czegoś tutaj nie rozumiem - spoważniała - Dlaczego mówiłeś Allanowi, ze śpię?
- Chciałem żebyś usłyszała to od niego, nie ode mnie.
- I tak zbytnio nic nie wiem, słyszałam coś, że nie chce być z Jasmine.
- Usłyszałabyś więcej, gdybyś się nie "obudziła".
- Czułam się źle podsłuchując was, więc.. "obudziłam się" - pokazała Tomowi język i położyła się, ziewając.
- Zmęczyły mnie te wizyty, pogaduszki i ogólnie cały ten dzisiejszy dzień. - Noemi znów ziewnęła
- Mnie też i to jak... Masz się fajnie, bo wiesz że to twoja ostatnia noc tutaj, a ja... będę tutaj miesiąc, dwa, a może nawet trzy miesiące kompletnie SAM.
- Allan będzie cię odwiedzał średnio dwa dni dziennie i klasa będzie przychodzić i ja tez MOŻE kiedyś się przyczołgam, chociaż szczerze powiedziawszy nie będzie mnie tutaj ciągnęło.
- Ehh... Musze jakoś dać radę, a teraz wybacz ale idę spać, bo dłużej już nie dam rady nawet mówić, jestem... - przerwało mu ziewnięcie - padnięty na maxa, dobranoc
- Ja też, dobranoc
- Idę do łazienki - Noemi wzięła kosmetyczkę i poczłapała do łazienki, Tom w tym czasie wyciągnął spod poduszki telefon i pisał SMS-y.
- Z kim piszesz? - dziewczyna dosyć szybko wyszła z łazienki i widząc Toma z telefonem nie mogla się oprzeć by zadać mu to pytanie.
- Napisałem do Nelly, ale mi nie odpisała
- O! Do Nelly!?
- No, ale powoli zaczynam tego żałować, w tym szpitalu to już mi odbija... - pokręcił głową i położył telefon na szafkę
- Nie znasz jej? Na pewno położyła gdzieś telefon i zapomniała o nim albo po raz kolejny wylądował w lodówce - Noemi zaśmiała się i usiadła na łóżku Toma - Wiesz, że ona wcale nie chciała z tobą zerwać i że nadal cię kocha, prawda?
- Właśnie, że o tym nie wiem.
- To się dowiedz, nie chcę żeby dłużej cierpiała...
- Ona nie może cierpieć, a ty możesz?
- Co?
- Przecież wiem, że go kochasz - Tom spojrzał na dziewczyną, a ta wstała i położyła się do swojego łóżka
- Niby kogo, Świętego Mikołaja? - zakpiła
- Jeżeli Allan to dla ciebie Święty Mikołaj, to tak o niego mi chodzi.
- A jeżeli nawet to co z tego, jeżeli ona ma tą swoja "stabilizację"?
- Nie udawaj, wiem że wczoraj nie spałaś i wszystko słyszałaś...
- Skąd wiesz? - zapytała i aż usiadła na łóżku
- Zawsze śpisz na boku, a nie na plechach tym bardziej, że głowę miałaś odwróconą w stronę okna, jeżeli tak miałaś zamiar "przespać" cała noc to rano obudziła byś się ze zdrętwiałym karkiem, jak nic - zaśmiał się, a Noemi dołączyła do niego śmiejąc się z własnej głupoty.
- Nie wiedziałam, że przyglądasz mi się jak śpię- znowu się zaśmiała
- Tak mi się rzuciło w oczy, bo co noc tak śpisz...
- Czegoś tutaj nie rozumiem - spoważniała - Dlaczego mówiłeś Allanowi, ze śpię?
- Chciałem żebyś usłyszała to od niego, nie ode mnie.
- I tak zbytnio nic nie wiem, słyszałam coś, że nie chce być z Jasmine.
- Usłyszałabyś więcej, gdybyś się nie "obudziła".
- Czułam się źle podsłuchując was, więc.. "obudziłam się" - pokazała Tomowi język i położyła się, ziewając.
- Zmęczyły mnie te wizyty, pogaduszki i ogólnie cały ten dzisiejszy dzień. - Noemi znów ziewnęła
- Mnie też i to jak... Masz się fajnie, bo wiesz że to twoja ostatnia noc tutaj, a ja... będę tutaj miesiąc, dwa, a może nawet trzy miesiące kompletnie SAM.
- Allan będzie cię odwiedzał średnio dwa dni dziennie i klasa będzie przychodzić i ja tez MOŻE kiedyś się przyczołgam, chociaż szczerze powiedziawszy nie będzie mnie tutaj ciągnęło.
- Ehh... Musze jakoś dać radę, a teraz wybacz ale idę spać, bo dłużej już nie dam rady nawet mówić, jestem... - przerwało mu ziewnięcie - padnięty na maxa, dobranoc
- Ja też, dobranoc
[008]
Cały dzień Noemi była ciągana na badania. Okazało się, że zostanie wypisana w poniedziałek, ale utkwiła z kostką w szynie gipsowej na dwa tygodnie. Kiedy wszystkie badania i obserwacje się skończyły, a szyna była założona na nogę dochodziła 17.30, do dziewczyny zadzwonił telefon - to był Allan.
- Hej - zaczął
- Czego chcesz?
- Chciałem zapytać co robi Tom i czy mogę do was wpaść.
- Nie masz co w domu robić? Przecież już tu dzisiaj byłeś...
- Widocznie nie mam co robić! Powiesz mi co robi Tom!?
- Słucha muzyki albo śpi, poczekaj - dziewczyna położyła telefon na stolik i podeszła do Toma -Śpisz? - Zapytała
- Nie, tylko słucham muzy a co?
- Allan pyta...
- Jest tutaj? - Gwałtownie otworzył oczy
- Nie, ale chce przyjść i pyta co robisz.
- Powiedz mu żeby wpadał, bo umieram z nudów - Noemi przewróciła oczami i wróciła do rozmowy telefonicznej
- Mówi żebyś wpadł, bo umiera z nudów...
- Dlaczego umiera z nudów, aż tak go nudzisz?
- Widocznie tak! - rozłączyła się i położyła na łóżku, nie minęły dwie godziny, a chłopak już był w szpitalu.
Noemi widząc go w drzwiach zasłoniła zasłonkę i włożyła słuchawki do uszu, w głębi ducha dziękowała, że jej łóżko jest przy oknie, a nie przy drzwiach. Ściszyła muzykę i zaczęła przysłuchiwać się rozmowie Allana i Toma, po czasie w ogóle wyłączyła piosenki i tylko zostawiła słuchawki w uszach w razie gdyby któremuś przyszło do głowy odsłonić kotarę, zamknęła też oczy, udając sen. Na początku nie rozmawiali o niczym interesującym, później Tom odsłonił delikatnie zasłonkę i powiedział
- Śpi, możesz mówić - dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem i wytężyła słuch.
- Na pewno śpi? - Allan chciał się upewnić
- Raczej tak, dzisiaj ciągali ją cały dzień na badania.
- Ale o ile wiem, nigdy nie śpi w dzień...
- Popatrz na zegar, dochodzi 20.
- Fakt, a tak ogólnie to jak się ma?
- Jeszcze ostatnio mówiłeś, że olejesz ją, że nie chce cię, a ty nie będziesz na nią wieczność czekał, a teraz pytasz "Jak się ma?"
- Tak tylko zapytałem...
- Jesteś gorszy niż baba... - Tom przewrócił oczami
- No to powiesz mi jak się ma?
- Chyba dosyć dobrze, ale przejdź do rzeczy - ponagliła Allana Tom
- To się nie uda, Jasmine jest bardzo fajna, ale... nie chcę z nią być
- Co!? Przecież to sieka jakiej u nas nie zajdziesz, stary czy ty wiesz co robisz?
- No właśnie... nie bardzo
- Mówiłem ci już, że jesteś gorszy niż baba? - Noemi przysłuchiwała się rozmowie i była zadowolona jak nigdy, jednak czuła się troszkę źle podsłuchując kolegów, więc postanowiła to przerwać, czego chciała tego się już i tak dowiedziała. Pokręciła się na łóżko, tak żeby usłyszeli i głośno ziewnęła.
- Tom, która godzina? - zapytała zaspanym głosem i odsłoniła kotarę
- Prawie 20. obudziliśmy cię? - zapytał
- Nie, sama się obudziłam, ale nie będę wam przeszkadzać - zasłoniła zasłonkę
- Emm... Nie przeszkadzasz - powiedział troszkę cicho Allan, Tom odsłonił kotarę i zaczęli wszyscy w trójkę rozmawiać, siedzieli tak jeszcze godzinę, ale rodzice przyjechali po Allana i musiał się zbierać.
- Następny dzień dobiegł końca... - jęknął Tom i zamknął oczy odpływając w krainę snu, w jego ślady poszła skonana Noemi.
- Hej - zaczął
- Czego chcesz?
- Chciałem zapytać co robi Tom i czy mogę do was wpaść.
- Nie masz co w domu robić? Przecież już tu dzisiaj byłeś...
- Widocznie nie mam co robić! Powiesz mi co robi Tom!?
- Słucha muzyki albo śpi, poczekaj - dziewczyna położyła telefon na stolik i podeszła do Toma -Śpisz? - Zapytała
- Nie, tylko słucham muzy a co?
- Allan pyta...
- Jest tutaj? - Gwałtownie otworzył oczy
- Nie, ale chce przyjść i pyta co robisz.
- Powiedz mu żeby wpadał, bo umieram z nudów - Noemi przewróciła oczami i wróciła do rozmowy telefonicznej
- Mówi żebyś wpadł, bo umiera z nudów...
- Dlaczego umiera z nudów, aż tak go nudzisz?
- Widocznie tak! - rozłączyła się i położyła na łóżku, nie minęły dwie godziny, a chłopak już był w szpitalu.
Noemi widząc go w drzwiach zasłoniła zasłonkę i włożyła słuchawki do uszu, w głębi ducha dziękowała, że jej łóżko jest przy oknie, a nie przy drzwiach. Ściszyła muzykę i zaczęła przysłuchiwać się rozmowie Allana i Toma, po czasie w ogóle wyłączyła piosenki i tylko zostawiła słuchawki w uszach w razie gdyby któremuś przyszło do głowy odsłonić kotarę, zamknęła też oczy, udając sen. Na początku nie rozmawiali o niczym interesującym, później Tom odsłonił delikatnie zasłonkę i powiedział
- Śpi, możesz mówić - dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem i wytężyła słuch.
- Na pewno śpi? - Allan chciał się upewnić
- Raczej tak, dzisiaj ciągali ją cały dzień na badania.
- Ale o ile wiem, nigdy nie śpi w dzień...
- Popatrz na zegar, dochodzi 20.
- Fakt, a tak ogólnie to jak się ma?
- Jeszcze ostatnio mówiłeś, że olejesz ją, że nie chce cię, a ty nie będziesz na nią wieczność czekał, a teraz pytasz "Jak się ma?"
- Tak tylko zapytałem...
- Jesteś gorszy niż baba... - Tom przewrócił oczami
- No to powiesz mi jak się ma?
- Chyba dosyć dobrze, ale przejdź do rzeczy - ponagliła Allana Tom
- To się nie uda, Jasmine jest bardzo fajna, ale... nie chcę z nią być
- Co!? Przecież to sieka jakiej u nas nie zajdziesz, stary czy ty wiesz co robisz?
- No właśnie... nie bardzo
- Mówiłem ci już, że jesteś gorszy niż baba? - Noemi przysłuchiwała się rozmowie i była zadowolona jak nigdy, jednak czuła się troszkę źle podsłuchując kolegów, więc postanowiła to przerwać, czego chciała tego się już i tak dowiedziała. Pokręciła się na łóżko, tak żeby usłyszeli i głośno ziewnęła.
- Tom, która godzina? - zapytała zaspanym głosem i odsłoniła kotarę
- Prawie 20. obudziliśmy cię? - zapytał
- Nie, sama się obudziłam, ale nie będę wam przeszkadzać - zasłoniła zasłonkę
- Emm... Nie przeszkadzasz - powiedział troszkę cicho Allan, Tom odsłonił kotarę i zaczęli wszyscy w trójkę rozmawiać, siedzieli tak jeszcze godzinę, ale rodzice przyjechali po Allana i musiał się zbierać.
- Następny dzień dobiegł końca... - jęknął Tom i zamknął oczy odpływając w krainę snu, w jego ślady poszła skonana Noemi.
sobota, 21 sierpnia 2010
[007]
Noemi nie zauważyła nawet kiedy, ale zasnęła. Kiedy obudziła się rano i spojrzała na zegar dochodziła 10.00, odchyliła delikatnie zasłonkę, Tom leżał i gapił się w sufit.
- Hej - powiedziała przecierając oczy
- Dobry śpiąca królewno, nie wiem czy wiesz, ale za niecałe pół godzinki wbija tutaj klasa.
- Znowu?
- Tak nas kochają...
- Kto kogo kocha, ten kocha - dziewczyna zwlekła się z niewygodnego łóżka szpitalnego i weszła do łazienki, nawet nie zdążyła zamknąć drzwi kiedy wyszła i poszła do szafki po kosmetyczkę. Tom zaśmiał się i wyciągnął telefon spod poduszki. Po 20 minutach Noemi wyszła i zastała śpiącego Toma ze słuchawkami w uszach
- Buu! - krzyknęła mu nad uchem
- Co !? - gwałtownie otworzył oczy i próbował usiąść ale na daremnie, był jeszcze byt zmęczony
- Za chwilkę tutaj będą, a ty śpisz - odłożyła kosmetyczkę do szafki i wdrapała się na łóżko. Chłopak ziewnął i przeciągnął się.
- Już przecież nie śpię, głodny jestem - Noemi popatrzyła na swoją szafkę i szafkę Tom'a
- Masz żarcie na szafce, chcesz mogę ci oddać moje - uniosła brwi w górę
- Chyba śnisz, dzisiaj jest wyjątkowo ohydne, popatrz tylko na ten chleb, suchy jak sprzed tygodnia
- Skocze po coś do bufetu - wzięła portfel spod poduszki, kulę do ręki i pokuśtykała na korytarz.
- Hej - powiedziała przecierając oczy
- Dobry śpiąca królewno, nie wiem czy wiesz, ale za niecałe pół godzinki wbija tutaj klasa.
- Znowu?
- Tak nas kochają...
- Kto kogo kocha, ten kocha - dziewczyna zwlekła się z niewygodnego łóżka szpitalnego i weszła do łazienki, nawet nie zdążyła zamknąć drzwi kiedy wyszła i poszła do szafki po kosmetyczkę. Tom zaśmiał się i wyciągnął telefon spod poduszki. Po 20 minutach Noemi wyszła i zastała śpiącego Toma ze słuchawkami w uszach
- Buu! - krzyknęła mu nad uchem
- Co !? - gwałtownie otworzył oczy i próbował usiąść ale na daremnie, był jeszcze byt zmęczony
- Za chwilkę tutaj będą, a ty śpisz - odłożyła kosmetyczkę do szafki i wdrapała się na łóżko. Chłopak ziewnął i przeciągnął się.
- Już przecież nie śpię, głodny jestem - Noemi popatrzyła na swoją szafkę i szafkę Tom'a
- Masz żarcie na szafce, chcesz mogę ci oddać moje - uniosła brwi w górę
- Chyba śnisz, dzisiaj jest wyjątkowo ohydne, popatrz tylko na ten chleb, suchy jak sprzed tygodnia
- Skocze po coś do bufetu - wzięła portfel spod poduszki, kulę do ręki i pokuśtykała na korytarz.
***
Noemi weszła do sali i od razu pomyślała, że pomyliła piętra, już chciała mówić "przepraszam" i wsiadać z powrotem do windy, ale dopiero po kilku sekundach dotarło do niej to, że klasa przyszła w odwiedziny.
Na jej łóżku siedziało kilka osób
- Zmiatać! - krzyknęła i stanęła przy swoim łóżku
- Noemi! - krzyknęła Nelly i rzuciła się jej na szyję
- Już, już a teraz złaźcie z łóżka - ciężko usiadła odpakowując z foli drożdżówkę z budyniem - Tom!- krzyknęła - Łap! - w stronę chłopaka powędrowała drożdżówka z jagodami, którą zręcznie chwycił Allan.
- Allan, piękny chwyt! - ten głos da się rozpoznać wszędzie - Syntia
- Czy ta "dziewczyna" musi tu przychodzić? - Noemi szepnęła Nelly na ucho
- Przychodzi tu ze względu na to, że Allan tu przychodzi.
- Jebać ją, chcę już stąd wyjść... A ty jak sobie radzisz z tymi wizytami tutaj, jak widziałam ani razu nie spojrzałaś na Toma.
- Szczerze powiedziawszy nie lubię tutaj przychodzić, jak go widzę to chce mi się zaraz płakać i wiem, że to przeze mnie tutaj jest i nawet gdyby to nie była prawda i uświadamiałoby mi to miliony ludzi to ja i tak wiem swoje.
- Nie musisz tutaj przychodzić, ja to dobrze rozumiem jak się czujesz - westchnęła i przez chwilkę patrzyła na Allana
- Coś się stało? - Nelly usiadła obok przyjaciółki i objęła ją ramieniem.
- Jestem na pozycji przegranej i tak wiem, że Syntia jest dla mnie zerem i że zawsze będzie mi zazdrościła, ale już żadna z nas nie będzie miała Allana.
- Dlaczego?
- Byłam tak zaślepiona tą rywalizacja i wiara w to, że jestem "tą jedyną" dla niego, że nie pomyślałam o kimś z zewnątrz. Do oczu znów przypłynęły jej łzy.
- Koniec tematu, miejmy nadzieję, że szybko wyjdziesz i wyzdrowiejesz - Do sali wszedł doktor na poranną wizytę
- Przepraszam, ale muszę wszystkich oprócz pacjentów oczywiście prosić o wyjście - pani która siedziała w rogu na stołku wstała i oznajmiła, że już i tak wychodzą, pożegnała się i wypędziła klasę na korytarz.
niedziela, 8 sierpnia 2010
[006]
Resztę dnia Noemi spędziła ze swoimi rodzicami i dziadkami, a Tom spał, w między czasie też odwiedzili go rodzice. Wieczorem, kiedy Noemi wyszła z łazienki Tom się obudził
- Przepraszam, że cię obudziłam, śpij dalej.
- Nie obudziłaś mnie, sam się obudziłem, to ja przepraszam że przespałem całe popołudnie i na pewno nie miałaś tutaj co robić.
- Byli u mnie rodzice i dziadkowie, ciebie też odwiedzili twoi rodzice i... jakaś dziewczyna, ale szybko poszła.
- Jeżeli nie śpię całe przedpołudnie, to przesypiam całe popołudnie, jestem wyczerpany i potrzebuję o wiele więcej snu niż normalnie, zazwyczaj kiedy są u mnie rodzice to przesypiam ich wizytę, następnym razem mnie obudź.
- Mhmh, ok - Noemi zasłoniła kotarę i położyła się do łóżka, co prawda nie miała zamiaru spać, ale była zła na Toma za to co powiedział jej dzisiaj i pragnęła jak najszybciej zniknąć mu z oczu. Chłopak odsłonił delikatnie kotarę
- Pogadajmy...
- Jestem śpiąca, dobranoc! - Noemi zasłoniła przesłonkę z powrotem
- Ta rozmowa cię nie ominie, niezależnie czy pogadamy teraz czy jutro! - Tom odsłonił kotarę, dziewczyna usiadła na łóżku i ciężko wzdychając przewróciła oczami.
- O czym chcesz rozmawiać? - zapytała
- Widzę że jesteś na mnie zła i nie wiem za co, więc... wytłumacz mi to
- Po prostu... kiedy ze mną rozmawiasz rzucasz jakieś dziwne podteksty, nie wiem co mam o tym myśleć, np. to co dzisiaj powiedziałeś...
- Kiedy człowiek leży samotnie przez tydzień, a w podświadomości krąży nad swoim ciałem, jak to się nazywa, śmierć kliniczna, a potem nagle kiedy się budzi ma towarzystwo, jak myślisz jak się taki człowiek czuje? - nastała cisza - Taki człowiek jak najszybciej chce powrócić do świata normalnych ludzi i zapomnieć o tym co widział podczas śmierci klinicznej...
- Dobra, przepraszam. Nie wiedziałam, wybaczysz? - Dziewczyna zrobiła słodką minkę, a Tom tylko posłała jej oczko.
- A tak na prawdę chce ci się spać? - zapytał Tom
- W ogóle - Noemi wywaliła jęzor - A tak w ogóle to jak ci się układa?
- Wiesz... Układa mi się jak jednokolorowe puzzle - uśmiechnął się - Dziewczyna mnie rzuciła, leżę w szpitalu już ponad tydzień, normalnie jak po maśle... Allan to ma dobrze, stabilizacja i tyle.
- Jak to stabilizacja?
- Znalazł sobie dziewczynę i jest z nią szczęśliwy.
- CO!? - Noemi nie mogła uwierzyć w to co powiedział Tom
- Wiesz jak on długo na ciebie czekał? W końcu dał sobie spokój, bo uznał że ty go nie chcesz.
- Aha - tylko tyle udało jej z siebie wydusić, do oczu cisnęły jej się łzy, położyła się na łóżko i przez dłuższy czas gapiła się w sufit. Tom patrzył na nią ze zdziwiniem
- Ej, co jest?
- Nie, nic - głos jej zadrżał
- Co ty, płaczesz?
- Nie - dziewczyna odwróciła się w stronę okna, Tom zasunął kotarę i rzucił tylko
- Jak będziesz chciała to mów, ja i tak w nocy nie śpię.
- Przepraszam, że cię obudziłam, śpij dalej.
- Nie obudziłaś mnie, sam się obudziłem, to ja przepraszam że przespałem całe popołudnie i na pewno nie miałaś tutaj co robić.
- Byli u mnie rodzice i dziadkowie, ciebie też odwiedzili twoi rodzice i... jakaś dziewczyna, ale szybko poszła.
- Jeżeli nie śpię całe przedpołudnie, to przesypiam całe popołudnie, jestem wyczerpany i potrzebuję o wiele więcej snu niż normalnie, zazwyczaj kiedy są u mnie rodzice to przesypiam ich wizytę, następnym razem mnie obudź.
- Mhmh, ok - Noemi zasłoniła kotarę i położyła się do łóżka, co prawda nie miała zamiaru spać, ale była zła na Toma za to co powiedział jej dzisiaj i pragnęła jak najszybciej zniknąć mu z oczu. Chłopak odsłonił delikatnie kotarę
- Pogadajmy...
- Jestem śpiąca, dobranoc! - Noemi zasłoniła przesłonkę z powrotem
- Ta rozmowa cię nie ominie, niezależnie czy pogadamy teraz czy jutro! - Tom odsłonił kotarę, dziewczyna usiadła na łóżku i ciężko wzdychając przewróciła oczami.
- O czym chcesz rozmawiać? - zapytała
- Widzę że jesteś na mnie zła i nie wiem za co, więc... wytłumacz mi to
- Po prostu... kiedy ze mną rozmawiasz rzucasz jakieś dziwne podteksty, nie wiem co mam o tym myśleć, np. to co dzisiaj powiedziałeś...
- Kiedy człowiek leży samotnie przez tydzień, a w podświadomości krąży nad swoim ciałem, jak to się nazywa, śmierć kliniczna, a potem nagle kiedy się budzi ma towarzystwo, jak myślisz jak się taki człowiek czuje? - nastała cisza - Taki człowiek jak najszybciej chce powrócić do świata normalnych ludzi i zapomnieć o tym co widział podczas śmierci klinicznej...
- Dobra, przepraszam. Nie wiedziałam, wybaczysz? - Dziewczyna zrobiła słodką minkę, a Tom tylko posłała jej oczko.
- A tak na prawdę chce ci się spać? - zapytał Tom
- W ogóle - Noemi wywaliła jęzor - A tak w ogóle to jak ci się układa?
- Wiesz... Układa mi się jak jednokolorowe puzzle - uśmiechnął się - Dziewczyna mnie rzuciła, leżę w szpitalu już ponad tydzień, normalnie jak po maśle... Allan to ma dobrze, stabilizacja i tyle.
- Jak to stabilizacja?
- Znalazł sobie dziewczynę i jest z nią szczęśliwy.
- CO!? - Noemi nie mogła uwierzyć w to co powiedział Tom
- Wiesz jak on długo na ciebie czekał? W końcu dał sobie spokój, bo uznał że ty go nie chcesz.
- Aha - tylko tyle udało jej z siebie wydusić, do oczu cisnęły jej się łzy, położyła się na łóżko i przez dłuższy czas gapiła się w sufit. Tom patrzył na nią ze zdziwiniem
- Ej, co jest?
- Nie, nic - głos jej zadrżał
- Co ty, płaczesz?
- Nie - dziewczyna odwróciła się w stronę okna, Tom zasunął kotarę i rzucił tylko
- Jak będziesz chciała to mów, ja i tak w nocy nie śpię.
środa, 4 sierpnia 2010
[005]
Noemi zaraz po przyjeździe ojca został przydzielona sala, o dziwo była to sala nr. 46 na 5. piętrze.
*
- Tak przeczuwałam - powiedziała Noemi układając się na niewygodnym łóżku szpitalnym
- Co przeczuwałaś? - zapytał Tom, który teraz dzielił z Noe jedna salę
- Że wyląduję tutaj z Tobą...
- I co, nie cieszysz się? - uśmiechnął się
- Nie - powiedziała dziewczyna i nerwowym ruchem zasunęła kotarę, którą mogła odgrodzić się od kolegi, niestety pociągnęła ja zbyt mocno i cała zasłona runęła na ziemię.
- No teraz to jesteśmy już na siebie skazani - obaj głośno się zaśmiali, Noemi delikatnie zsunęła się z łóżka i sięgnęła po leżącą na ziemi zasłonkę
- Zostaw to, chyba nie będzie nam potrzebne - rzucił Tom
- Racja - Noemi zwinnym ruchem rzuciła kotarę pod łóżko i zaczęła krążyć po sali.
- Co tak łazisz?
- Nie mogę sobie znaleźć miejsca, zaraz tutaj zwariuję. Wolałabym siedzieć teraz na polskim...
- A mi jest dobrze, tym bardziej że jestem tu z Tobą - Noemi przystanęła i zerknęła na niego - No co tak patrzysz, jakbym ci matkę zabił? Mówię co myślę
- Wiesz, nie byłoby w tym nic złego, tylko że jesteś chłopakiem mojej przyjaciółki.
- Poprawka złotko, BYŁEM chłopakiem twojej przyjaciółki - ktoś zapukał do drzwi, Noemi zawołała "Proszę" i szybko wsunęła się pod kołdrę. Przyszła ciocia Noemi
- Cześć wam, macie gości
- Gości? - Zapytała dziewczyna
- Ostrzegam jest ich dużo - pani Betty odsunęła się z drzwi, a do sali wparowała cała klasa Noemi i Tom'a.
- Cześć wam, kaleki! - Krzyknął zaraz na wstępie Allan, Noemi chwyciła kulę ortopedyczną do ręki i zdzieliła chłopaka po głowie, ten chwycił się w jej stronę i wyrwał jej kulę z ręki, zaczął się nią bawić, zastępowała mu pistolet, który przy każdej okazji kierował w stronę Noemi lub Toma . Łóżko Toma osaczone było prawie wszystkimi chłopakami i Syntią, która jak zwykle ciągała się za Allanem. "Goście" byli w szpitalu godzinę, Noemi było trudno przebywać z Nelly po tym co powiedział jej Tom, ale z drugiej strony ucieszyła się, że taka "nawałnica" przerwała tę rozmowę, która nie prowadziła do niczego dobrego. Kiedy wszyscy się zmyli Noemi znów zsunęła się z łóżka i wyciągnęła spod łóżka zasłonkę, którą zaczęła wieszać. Tom był już zbyt zmęczony, więc spał. Noemi po skończonej "pracy" wyciągnęła spod poduszki portfel, wzięła kule do rąk i po cichutku wyszła z sali, udając się w stronę bufetu.
*
- Tak przeczuwałam - powiedziała Noemi układając się na niewygodnym łóżku szpitalnym
- Co przeczuwałaś? - zapytał Tom, który teraz dzielił z Noe jedna salę
- Że wyląduję tutaj z Tobą...
- I co, nie cieszysz się? - uśmiechnął się
- Nie - powiedziała dziewczyna i nerwowym ruchem zasunęła kotarę, którą mogła odgrodzić się od kolegi, niestety pociągnęła ja zbyt mocno i cała zasłona runęła na ziemię.
- No teraz to jesteśmy już na siebie skazani - obaj głośno się zaśmiali, Noemi delikatnie zsunęła się z łóżka i sięgnęła po leżącą na ziemi zasłonkę
- Zostaw to, chyba nie będzie nam potrzebne - rzucił Tom
- Racja - Noemi zwinnym ruchem rzuciła kotarę pod łóżko i zaczęła krążyć po sali.
- Co tak łazisz?
- Nie mogę sobie znaleźć miejsca, zaraz tutaj zwariuję. Wolałabym siedzieć teraz na polskim...
- A mi jest dobrze, tym bardziej że jestem tu z Tobą - Noemi przystanęła i zerknęła na niego - No co tak patrzysz, jakbym ci matkę zabił? Mówię co myślę
- Wiesz, nie byłoby w tym nic złego, tylko że jesteś chłopakiem mojej przyjaciółki.
- Poprawka złotko, BYŁEM chłopakiem twojej przyjaciółki - ktoś zapukał do drzwi, Noemi zawołała "Proszę" i szybko wsunęła się pod kołdrę. Przyszła ciocia Noemi
- Cześć wam, macie gości
- Gości? - Zapytała dziewczyna
- Ostrzegam jest ich dużo - pani Betty odsunęła się z drzwi, a do sali wparowała cała klasa Noemi i Tom'a.
- Cześć wam, kaleki! - Krzyknął zaraz na wstępie Allan, Noemi chwyciła kulę ortopedyczną do ręki i zdzieliła chłopaka po głowie, ten chwycił się w jej stronę i wyrwał jej kulę z ręki, zaczął się nią bawić, zastępowała mu pistolet, który przy każdej okazji kierował w stronę Noemi lub Toma . Łóżko Toma osaczone było prawie wszystkimi chłopakami i Syntią, która jak zwykle ciągała się za Allanem. "Goście" byli w szpitalu godzinę, Noemi było trudno przebywać z Nelly po tym co powiedział jej Tom, ale z drugiej strony ucieszyła się, że taka "nawałnica" przerwała tę rozmowę, która nie prowadziła do niczego dobrego. Kiedy wszyscy się zmyli Noemi znów zsunęła się z łóżka i wyciągnęła spod łóżka zasłonkę, którą zaczęła wieszać. Tom był już zbyt zmęczony, więc spał. Noemi po skończonej "pracy" wyciągnęła spod poduszki portfel, wzięła kule do rąk i po cichutku wyszła z sali, udając się w stronę bufetu.
czwartek, 8 kwietnia 2010
[005] - Wierzyć?
Podczas kiedy leżałam na łóżku w swoim pokoju i jadłam kolejną tabliczkę czekolady zadzwonił dzwonek do drzwi. Nie miałam zamiaru nikogo oglądać, ale po trzecim dzwonku zdenerwowana zbiegłam na dół i nie patrząc kto przyszedł szarpnęłam drzwiami.
- Cześć- Za drzwiami stał Nick, a wzrok wbił w podłogę. Zaniemówiłam i dyskretnie położyłam tabliczkę czekolady na półce obok drzwi. Jeszcze nigdy nie wiedziałam żeby był taki bezradny, skruszony... nie wiem, nie potrafiłam znaleźć słów.
- A co ty tu robisz?- Po chwili odważyłam się przemówić
- Wpuścisz mnie?- Zapytał, a ja jednym ruchem ręki "zaprosiłam" go do środka. Usiadł na sofie w pokoju gościnnym.
- Chcesz coś do picia?
- Nie, dziękuję. Usiądź.- Powiedział i wskazał miejsce obok siebie, ja jednak usiadłam naprzeciw niego na fotelu.
- Wiem, że zachowywałem się jak ostatni cham i kretyn. Nigdy nie potrafiłem być sobą, zawsze udawałem że nic mnie nie obchodzi i że jestem takim luzakiem. Robiłem z siebie nie wiadomo kogo, a ty mimo to akceptowałaś to... Kiedy wyjechałaś dopiero zdałem sobie sprawę z tego jak na prawdę byłaś cudowna i co straciłem, proszę pozwól mi się poprawić! Zmienię się, obiecuję!- Wypowiadając kolejne słowa wciąż na mnie patrzył, a ja jak ognia unikał jego wzroku. Mówił to z takim przekonaniem w głosie i był taki skruszony, nigdy nie sądziłam, że kiedykolwiek usłyszę takie słowa z jego ust.
- Proszę!- Wstał i podszedł do mnie wyciągając do mnie rękę. Popatrzyłam na niego i podałam mu dłoń, uścisnął ją, a ja wstałam.
- Nick, ja już Ci nigdy nie zaufam.- Odwróciłam się i chciałam iść do swojego pokoju, ale on trzymał moja rękę.
- Nie- Powiedział i dalej stał coraz mocniej ściskając moją rękę
- Dlaczego mi to robisz?- Nie potrafiłam mu odpowiedzieć.
- Nick zrozum...- Wydukałam tylko, a ten puścił moją rękę i popatrzył na mnie tak jak jeszcze nigdy nie patrzył. Spokojnie oddalał się w kierunku drzwi nacisnął klamkę i jeszcze raz na mnie spojrzał, tym razem zobaczyłam jak w jego oczach coś błyszczy.
- Nick, zaczekaj! - Krzyknęłam kiedy prawie był przy drzwiach, ale nacisnął klamkę i wyszedł. - Debilko!- Krzyknęła do siebie rzucając się na sofę i pukała się w czoło.
- Nie jesteś debilką- Nick znowu wszedł do mieszkania, tym razem rzuciłam mu się na szyję. - Ja tutaj zostawiłem portfel i wróciłem po niego- Powiedział trochę się jąkając
- Nie prawda- Powiedziałam pokazując Nickowi komórkę na stole. - Zostawiłeś komórkę i nie przyszedłeś tutaj tylko po nią, prawda?
- Prawda, muszę jeszcze skorzystać z toalety- Powiedział i skierował się w stronę łazienki. Tymczasem zaczęła dzwonić jego komórka, bez zastanowienia odebrałam
- Słucham?
- Nick, to ty?
- No to ja, a kto by inny, hehe - Pogrubiłam głos
- Stary gdzie jesteś, czekamy pod kręgielnią?
- No u Emily jestem...
- Jednak poszedłeś? Ty serio jesteś w stanie się dla niej zmienić?
- No a jak, hehe
- To przyjdziesz?
- Zastanowię się, zadzwonię jeszcze. Nara
- Strzała - Rozłączyła się
- To ja spadam - Krzyknął Nick wybiegając z łazienki i wyszedł, za chwilkę znowu wszedł.
- Byłbym zapomniał- Sięgnął po telefon, który trzymała dziewczyna, puścił jej perskie oko i wyszedł.
- Cześć- Za drzwiami stał Nick, a wzrok wbił w podłogę. Zaniemówiłam i dyskretnie położyłam tabliczkę czekolady na półce obok drzwi. Jeszcze nigdy nie wiedziałam żeby był taki bezradny, skruszony... nie wiem, nie potrafiłam znaleźć słów.
- A co ty tu robisz?- Po chwili odważyłam się przemówić
- Wpuścisz mnie?- Zapytał, a ja jednym ruchem ręki "zaprosiłam" go do środka. Usiadł na sofie w pokoju gościnnym.
- Chcesz coś do picia?
- Nie, dziękuję. Usiądź.- Powiedział i wskazał miejsce obok siebie, ja jednak usiadłam naprzeciw niego na fotelu.
- Wiem, że zachowywałem się jak ostatni cham i kretyn. Nigdy nie potrafiłem być sobą, zawsze udawałem że nic mnie nie obchodzi i że jestem takim luzakiem. Robiłem z siebie nie wiadomo kogo, a ty mimo to akceptowałaś to... Kiedy wyjechałaś dopiero zdałem sobie sprawę z tego jak na prawdę byłaś cudowna i co straciłem, proszę pozwól mi się poprawić! Zmienię się, obiecuję!- Wypowiadając kolejne słowa wciąż na mnie patrzył, a ja jak ognia unikał jego wzroku. Mówił to z takim przekonaniem w głosie i był taki skruszony, nigdy nie sądziłam, że kiedykolwiek usłyszę takie słowa z jego ust.
- Proszę!- Wstał i podszedł do mnie wyciągając do mnie rękę. Popatrzyłam na niego i podałam mu dłoń, uścisnął ją, a ja wstałam.
- Nick, ja już Ci nigdy nie zaufam.- Odwróciłam się i chciałam iść do swojego pokoju, ale on trzymał moja rękę.
- Nie- Powiedział i dalej stał coraz mocniej ściskając moją rękę
- Dlaczego mi to robisz?- Nie potrafiłam mu odpowiedzieć.
- Nick zrozum...- Wydukałam tylko, a ten puścił moją rękę i popatrzył na mnie tak jak jeszcze nigdy nie patrzył. Spokojnie oddalał się w kierunku drzwi nacisnął klamkę i jeszcze raz na mnie spojrzał, tym razem zobaczyłam jak w jego oczach coś błyszczy.
- Nick, zaczekaj! - Krzyknęłam kiedy prawie był przy drzwiach, ale nacisnął klamkę i wyszedł. - Debilko!- Krzyknęła do siebie rzucając się na sofę i pukała się w czoło.
- Nie jesteś debilką- Nick znowu wszedł do mieszkania, tym razem rzuciłam mu się na szyję. - Ja tutaj zostawiłem portfel i wróciłem po niego- Powiedział trochę się jąkając
- Nie prawda- Powiedziałam pokazując Nickowi komórkę na stole. - Zostawiłeś komórkę i nie przyszedłeś tutaj tylko po nią, prawda?
- Prawda, muszę jeszcze skorzystać z toalety- Powiedział i skierował się w stronę łazienki. Tymczasem zaczęła dzwonić jego komórka, bez zastanowienia odebrałam
- Słucham?
- Nick, to ty?
- No to ja, a kto by inny, hehe - Pogrubiłam głos
- Stary gdzie jesteś, czekamy pod kręgielnią?
- No u Emily jestem...
- Jednak poszedłeś? Ty serio jesteś w stanie się dla niej zmienić?
- No a jak, hehe
- To przyjdziesz?
- Zastanowię się, zadzwonię jeszcze. Nara
- Strzała - Rozłączyła się
- To ja spadam - Krzyknął Nick wybiegając z łazienki i wyszedł, za chwilkę znowu wszedł.
- Byłbym zapomniał- Sięgnął po telefon, który trzymała dziewczyna, puścił jej perskie oko i wyszedł.
[004] - A miało być tak pięknie...
Na szczęście żadnej kontroli drogowej nie było i w spokoju dojechaliśmy na miejsce. Kiedy znów zobaczyłam naszą willę, nie mogłam uwierzyć, że jest taka duża i taka piękna! Od razu poczułam się jak księżniczka, ale nie miałam już zamiaru się tak zachowywać. Z domu wybiegła Ellen nasza najlepsza służąca, właściwie to traktowaliśmy ją jak członka rodziny, jadała z nami obiady, czasem jeździła z nami na wakacje.
- Witajcie kochani! Jak ja za wami tęskniłam !- Objęła mnie i Chrisa.
- Ellen, jak dobrze, że jeszcze tutaj jesteś!- Powiedziałam do niej
- A jakby inaczej! Zawsze miałam nadzieję, że jeszcze wrócicie!
- A gdzie rodzice?- Zapytał Chris
- Rodzice już w firmie, przyjechali około godzinę temu. Zostawili na stole w jadalni kartkę.- Uwolniła nas z uścisku, a my pobiegliśmy do jadalni. Na kartce pisało:
- No, ja też, ale teraz idę do pokoju, tak dawno tam nie byłam.- Powiedziałam i pobiegłam na górę. Wbiegłam do pokoju był czyściutki i chyba nawet odnowiony, czyli rodzice już dawno wiedzieli o tym, że będziemy się przeprowadzać... Nawet łóżko było nowe, telewizor no i na biurku leżał nowiutki laptop. Pokój był pomalowany na jasny fiolet, był mały i przytulny. Miałam własną łazienkę, a z pokoju wychodziło się na balkon. Wzięłam kąpiel, przebrałam się i zeszłam zjeść obiad.
- Co do jedzenia?- Zapytałam Ellen, która szykowała coś na talerz
- Ryba po grecku.- Na schody jak szalony wbiegł Chris
- Ryba po grecku!? Poproszę od razu 3- Z szybkością światła usiadł do stołu i dorwał się do sztućców, Ellen spełniła prośbę braciszka
- Emily, dzwoniła Nicol, kazała przekazać, że czeka w parku i że ma jakąś niespodziankę.- Powiedziała siadając razem z nami do stołu
- O kurcze! Zapomniałam!- Wyrwałam zza stołu i pobiegłam po torebkę - Będę za jakieś 2 godziny, jeszcze zadzwonię!- Krzyknęłam
- Ale obiad!
- Nie jestem głodna.- Narzuciłam kurtkę i wybiegłam. W między czasie skoczyłam do kiosku po doładowanie i napisałam SMS-a do przyjaciółki, że już biegnę. Czekała tam gdzie zawsze, na niebieskiej, podrapanej ławce w parku, ale był ktoś jeszcze. Siedzieli tyłem do mnie, więc nie widziałam twarzy, ale włosy Nicol wszędzie poznam, razem z nią siedział jakiś chłopak
- Cześć!- Krzyknęłam wesoło wyskakując przed nich. Mina mi zrzedła, kiedy zorientowałam się że wraz z Nicol siedzi Nick!
- Siemka lasia! Dlaczego nie masz nic niebieskiego na sobie.? teraz do mnie nie pasujesz!- Odezwał się kretyn =.=
- Nigdy do siebie nie pasowaliśmy!- Krzyknęłam -Nicol, jak mogłaś?
- Nie przesadzaj Emily, przecież wiesz, że wy jesteście sobie przeznaczeni!
- Bredzisz, po prostu bredzisz! Weź sobie tego palanta!- Wykrzyczał jej w twarz i poszłam sobie, nie musiałam biec bo i tak nikt mnie nie próbował zatrzymać. Nie chciało mi się wracać do domu, więc poszłam na spacer w pewnym momencie ktoś do mnie podbiegł.
- Siemka mała, przecież miałaś być z Nicol.- Był to Chris
- Jednak nie mogła przyjść, a gdzie idziesz?
- Ja lecę do Seana, masz klucz, bo Ellen już poszła do domu.- Wręczył mi klucz i poszedł dalej. Jeżeli nikogo nie było w domu to z wielką chęcią rzucę się na łóżko, zjem kilka tabliczek czekolady i będę oglądała głupie telenowele w TV, więc poszłam zrealizować mój "plan"
- Witajcie kochani! Jak ja za wami tęskniłam !- Objęła mnie i Chrisa.
- Ellen, jak dobrze, że jeszcze tutaj jesteś!- Powiedziałam do niej
- A jakby inaczej! Zawsze miałam nadzieję, że jeszcze wrócicie!
- A gdzie rodzice?- Zapytał Chris
- Rodzice już w firmie, przyjechali około godzinę temu. Zostawili na stole w jadalni kartkę.- Uwolniła nas z uścisku, a my pobiegliśmy do jadalni. Na kartce pisało:
" Cześć dzieciaczki!
Ja i tata jesteśmy już w firmie, mamy nadzieję, że przyjechaliście bez żadnych komplikacji, cali i zdrowi. Ellen zrobi wam obiad, wy się rozpakujcie, będziemy wieczorem. Całuski, rodzice."
-Oh, jak ja nie lubię, kiedy mówią do nas dzieciaczki- westchnął ChrisJa i tata jesteśmy już w firmie, mamy nadzieję, że przyjechaliście bez żadnych komplikacji, cali i zdrowi. Ellen zrobi wam obiad, wy się rozpakujcie, będziemy wieczorem. Całuski, rodzice."
- No, ja też, ale teraz idę do pokoju, tak dawno tam nie byłam.- Powiedziałam i pobiegłam na górę. Wbiegłam do pokoju był czyściutki i chyba nawet odnowiony, czyli rodzice już dawno wiedzieli o tym, że będziemy się przeprowadzać... Nawet łóżko było nowe, telewizor no i na biurku leżał nowiutki laptop. Pokój był pomalowany na jasny fiolet, był mały i przytulny. Miałam własną łazienkę, a z pokoju wychodziło się na balkon. Wzięłam kąpiel, przebrałam się i zeszłam zjeść obiad.
- Co do jedzenia?- Zapytałam Ellen, która szykowała coś na talerz
- Ryba po grecku.- Na schody jak szalony wbiegł Chris
- Ryba po grecku!? Poproszę od razu 3- Z szybkością światła usiadł do stołu i dorwał się do sztućców, Ellen spełniła prośbę braciszka
- Emily, dzwoniła Nicol, kazała przekazać, że czeka w parku i że ma jakąś niespodziankę.- Powiedziała siadając razem z nami do stołu
- O kurcze! Zapomniałam!- Wyrwałam zza stołu i pobiegłam po torebkę - Będę za jakieś 2 godziny, jeszcze zadzwonię!- Krzyknęłam
- Ale obiad!
- Nie jestem głodna.- Narzuciłam kurtkę i wybiegłam. W między czasie skoczyłam do kiosku po doładowanie i napisałam SMS-a do przyjaciółki, że już biegnę. Czekała tam gdzie zawsze, na niebieskiej, podrapanej ławce w parku, ale był ktoś jeszcze. Siedzieli tyłem do mnie, więc nie widziałam twarzy, ale włosy Nicol wszędzie poznam, razem z nią siedział jakiś chłopak
- Cześć!- Krzyknęłam wesoło wyskakując przed nich. Mina mi zrzedła, kiedy zorientowałam się że wraz z Nicol siedzi Nick!
- Siemka lasia! Dlaczego nie masz nic niebieskiego na sobie.? teraz do mnie nie pasujesz!- Odezwał się kretyn =.=
- Nigdy do siebie nie pasowaliśmy!- Krzyknęłam -Nicol, jak mogłaś?
- Nie przesadzaj Emily, przecież wiesz, że wy jesteście sobie przeznaczeni!
- Bredzisz, po prostu bredzisz! Weź sobie tego palanta!- Wykrzyczał jej w twarz i poszłam sobie, nie musiałam biec bo i tak nikt mnie nie próbował zatrzymać. Nie chciało mi się wracać do domu, więc poszłam na spacer w pewnym momencie ktoś do mnie podbiegł.
- Siemka mała, przecież miałaś być z Nicol.- Był to Chris
- Jednak nie mogła przyjść, a gdzie idziesz?
- Ja lecę do Seana, masz klucz, bo Ellen już poszła do domu.- Wręczył mi klucz i poszedł dalej. Jeżeli nikogo nie było w domu to z wielką chęcią rzucę się na łóżko, zjem kilka tabliczek czekolady i będę oglądała głupie telenowele w TV, więc poszłam zrealizować mój "plan"
sobota, 6 marca 2010
[003] - Ekstremalna jazda
- Wreszcie nie będę musiała oglądać twojej twarzy.- Zwróciłam się do Rebecci i schowałam telefon do kieszeni. Wyszłam na środek wąskiego korytarza, stając wprost przed tatą i dyrką
- Dzień Dobry!- lekko ukłoniłam się przed dyrektorką, tak nakazuje kultura osobista, następnie zwróciłam się do ojca
- Co ty tutaj robisz tato?
- Przyszedłem Cię odebrać, plany się zmienił i wyjeżdżamy teraz. Jeszcze musisz się spakować i musimy odebrać Chrisa ze szkoły. Pozabieraj książki z szafek, a ja muszę załatwić kilka rzeczy z panią.
- A daj mi telefon tato muszę do kogoś pilnie zadzwonić.- Dał mi telefon, a dyrcia otworzyła klasę i razem z tatą weszli. Uczniowie czekali jeszcze przed salą. Wszystkich zżerała ciekawość, przede mną znów stanęła Rebecca
- Gdzie jedziesz?- Zapytała, jeżeli moją odpowiedzią miała czuć się zaszczycona postanowiłam, że ten ostatni raz zrobię jej przyjemność
- Wyjeżdżam z tej dziury do Los Angeles, NA ZAWSZE, a teraz żegnam muszę wykonać telefon. Ciao!- Zawołałam i poszłam w stronę szafek. W moim telefonie odszukałam numeru do mojej najlepszej przyjaciółki Nicol. Dzwoniłam z telefonu taty, a ręce i nogi miałam jak z waty. Dziewczyna odebrała telefon
- Słucham- powiedziała słodkim głosikiem
- Eee... Cze-cześć- Zająknęłam się
- Kto mówi?
- To ja Emily.- Nastała cisza, czekałam tylko aż się rozłączy i cała moja nadzieja legnie w gruzach. Nagle usłyszałam wielki pisk
- To Emi!- Wołała do kogoś - Emily dzwoni!
- Słońce gdzie ty byłaś? Co się z tobą działo? Nie wierzę...- Tym razem sowa skierowała do mnie
- Długa historia, którą usłyszysz za ok. 5 godzin.
- To teraz nie możesz gadać?- Zapytała ze smutkiem
- A wolisz spotkanie, czy rozmowę telefoniczną?
- Przyjeżdżasz!? O bosz! - i znów się rozweseliła
- Ej, Nicol spokojnie. Muszę się pakować zadzwonię później, Pa!- rozłączyłam się zaczęłam zbierać wszystkie książki do rąk, a na horyzoncie pojawił się tata.
- Pomogę Ci - powiedział i odciążył mnie biorąc ode mnie wszystkie książki. Ja tylko zamknęłam szafkę i otworzyłam samochód, miałam nadzieję, że po raz ostatni patrzę na to miejsce.
Zabraliśmy ze szkoły Chrisa i wpadłam do pokoju zbierając rzeczy jak tajfun. Za mną weszła mama
- Słonko, powinnaś coś zjeść.- Postawiła na stoliku miskę z musli - A ty się chyba nie wpakujesz do dwóch walizek, przynieść ci jeszcze jedną?
- Jeżeli nie masz nic ważniejszego do zrobienia, to byłabym ci wdzięczna.
- Ja już jestem spakowana, tylko czekam na ten wyjazd, bo tutaj już nie mogę wytrzymać.- Powiedziała i wyszła, a po chwili przyniosła kolejną walizkę. Kiedy już wszystko spakowałam, a tata z Chrisem wnosili walizki do samochodu, w spokoju zjadłam musli.
- Emily! Jedziemy!- Zawołała mam z dołu, ostatni raz obejrzałam pokój, pozabierał nie spakowane rzeczy, na ramię rzuciłam torebkę i zbiegłam na dół. Wybiegając na dwór nie zobaczyłam już samochodu rodziców, stała tylko ciężarówka, która przewoziła meble "zapomnieli o mnie?" myślałam, wtedy zza ciężarówki wybiegł Chris.
- Wskakuj mała, jedziemy z meblami!- Krzyknął i wpakował się do kontenera (tylna część ciężarówki)
- CO!?- Krzyknęłam i tupnęłam nogą, kierowca zapalił silnik, a ja nie miałam zamiaru zostawać tutaj ani chwili dłużej, dlatego mimowolnie wskoczyłam za Chrisem. Chłopak zamknął za mną `drzwi`.
- Co my tu robimy!?- Krzyknęłam, ciężarówka ruszyła, a ja wywróciłam się i otarłam włoskie buty (!), Chris wybuchnął śmiechem i wyciągnął do mnie rękę, podniósł mnie i zaprowadził na sam koniec naczepy, gdzie ustawione były dwa fotele, a wokół nich duże, miękkie poduszki. Usiadł do jednego z foteli, a ja obok niego. Ponowiłam moje pytanie, a ten odpowiedział
- Jedziemy do Los Angeles.
- A dlaczego nie jedziemy normalnym samochodem!?
- Bo tak jest zabawniej. - To, że jego bawiła taka jazda nie znaczy, że mnie też. Siedziałam wbita w fotel, kurczowo się go trzymając. Ciężarówka się cały czas trzęsła, ale wreszcie uznałam, że nie jest tak źle i wstałam z fotela. Oczywiście ledwie to zrobiłam wywróciłam się, z tym że tym razem na poduszki. Chris włączył na telefonie piosenkę i zaczęliśmy tańczyć, potem rzucaliśmy w siebie poduszkami, które były całe ubrudzone.
- Chris która godzina?- Zapytałam rzucając się na fotel, nie usłyszałam odpowiedzi, chłopak zasnął miałam z niego niezły plv ; )
Po chwili zadzwonił do mnie telefon, wyświetlił się `Nick`, nie miałam co robić, więc odebrałam
- Taak . ?
- Cześć lasia! Dlaczego tak długo się nie odzywałaś? Słyszałem, że przyjeżdżasz. Mam nadzieję, że masz na sobie coś niebieskiego, bo musisz pasować do mojego nowego niebieskiego sweterka.- Nawijał, ja zawsze wiedziałam że to zajeb*ny pozer, który zwraca uwagę tylko na wygląd, mimo to byłam z nim.
- Po pierwsze: Nie mów do mnie `lasia`, po drugie: już z tobą zerwałam i wierz mi to była najmądrzejsza decyzja w moim życiu.
- Słonko...- Rozłączyłam się.
- Dzień Dobry!- lekko ukłoniłam się przed dyrektorką, tak nakazuje kultura osobista, następnie zwróciłam się do ojca
- Co ty tutaj robisz tato?
- Przyszedłem Cię odebrać, plany się zmienił i wyjeżdżamy teraz. Jeszcze musisz się spakować i musimy odebrać Chrisa ze szkoły. Pozabieraj książki z szafek, a ja muszę załatwić kilka rzeczy z panią.
- A daj mi telefon tato muszę do kogoś pilnie zadzwonić.- Dał mi telefon, a dyrcia otworzyła klasę i razem z tatą weszli. Uczniowie czekali jeszcze przed salą. Wszystkich zżerała ciekawość, przede mną znów stanęła Rebecca
- Gdzie jedziesz?- Zapytała, jeżeli moją odpowiedzią miała czuć się zaszczycona postanowiłam, że ten ostatni raz zrobię jej przyjemność
- Wyjeżdżam z tej dziury do Los Angeles, NA ZAWSZE, a teraz żegnam muszę wykonać telefon. Ciao!- Zawołałam i poszłam w stronę szafek. W moim telefonie odszukałam numeru do mojej najlepszej przyjaciółki Nicol. Dzwoniłam z telefonu taty, a ręce i nogi miałam jak z waty. Dziewczyna odebrała telefon
- Słucham- powiedziała słodkim głosikiem
- Eee... Cze-cześć- Zająknęłam się
- Kto mówi?
- To ja Emily.- Nastała cisza, czekałam tylko aż się rozłączy i cała moja nadzieja legnie w gruzach. Nagle usłyszałam wielki pisk
- To Emi!- Wołała do kogoś - Emily dzwoni!
- Słońce gdzie ty byłaś? Co się z tobą działo? Nie wierzę...- Tym razem sowa skierowała do mnie
- Długa historia, którą usłyszysz za ok. 5 godzin.
- To teraz nie możesz gadać?- Zapytała ze smutkiem
- A wolisz spotkanie, czy rozmowę telefoniczną?
- Przyjeżdżasz!? O bosz! - i znów się rozweseliła
- Ej, Nicol spokojnie. Muszę się pakować zadzwonię później, Pa!- rozłączyłam się zaczęłam zbierać wszystkie książki do rąk, a na horyzoncie pojawił się tata.
- Pomogę Ci - powiedział i odciążył mnie biorąc ode mnie wszystkie książki. Ja tylko zamknęłam szafkę i otworzyłam samochód, miałam nadzieję, że po raz ostatni patrzę na to miejsce.
Zabraliśmy ze szkoły Chrisa i wpadłam do pokoju zbierając rzeczy jak tajfun. Za mną weszła mama
- Słonko, powinnaś coś zjeść.- Postawiła na stoliku miskę z musli - A ty się chyba nie wpakujesz do dwóch walizek, przynieść ci jeszcze jedną?
- Jeżeli nie masz nic ważniejszego do zrobienia, to byłabym ci wdzięczna.
- Ja już jestem spakowana, tylko czekam na ten wyjazd, bo tutaj już nie mogę wytrzymać.- Powiedziała i wyszła, a po chwili przyniosła kolejną walizkę. Kiedy już wszystko spakowałam, a tata z Chrisem wnosili walizki do samochodu, w spokoju zjadłam musli.
- Emily! Jedziemy!- Zawołała mam z dołu, ostatni raz obejrzałam pokój, pozabierał nie spakowane rzeczy, na ramię rzuciłam torebkę i zbiegłam na dół. Wybiegając na dwór nie zobaczyłam już samochodu rodziców, stała tylko ciężarówka, która przewoziła meble "zapomnieli o mnie?" myślałam, wtedy zza ciężarówki wybiegł Chris.
- Wskakuj mała, jedziemy z meblami!- Krzyknął i wpakował się do kontenera (tylna część ciężarówki)
- CO!?- Krzyknęłam i tupnęłam nogą, kierowca zapalił silnik, a ja nie miałam zamiaru zostawać tutaj ani chwili dłużej, dlatego mimowolnie wskoczyłam za Chrisem. Chłopak zamknął za mną `drzwi`.
- Co my tu robimy!?- Krzyknęłam, ciężarówka ruszyła, a ja wywróciłam się i otarłam włoskie buty (!), Chris wybuchnął śmiechem i wyciągnął do mnie rękę, podniósł mnie i zaprowadził na sam koniec naczepy, gdzie ustawione były dwa fotele, a wokół nich duże, miękkie poduszki. Usiadł do jednego z foteli, a ja obok niego. Ponowiłam moje pytanie, a ten odpowiedział
- Jedziemy do Los Angeles.
- A dlaczego nie jedziemy normalnym samochodem!?
- Bo tak jest zabawniej. - To, że jego bawiła taka jazda nie znaczy, że mnie też. Siedziałam wbita w fotel, kurczowo się go trzymając. Ciężarówka się cały czas trzęsła, ale wreszcie uznałam, że nie jest tak źle i wstałam z fotela. Oczywiście ledwie to zrobiłam wywróciłam się, z tym że tym razem na poduszki. Chris włączył na telefonie piosenkę i zaczęliśmy tańczyć, potem rzucaliśmy w siebie poduszkami, które były całe ubrudzone.
- Chris która godzina?- Zapytałam rzucając się na fotel, nie usłyszałam odpowiedzi, chłopak zasnął miałam z niego niezły plv ; )
Po chwili zadzwonił do mnie telefon, wyświetlił się `Nick`, nie miałam co robić, więc odebrałam
- Taak . ?
- Cześć lasia! Dlaczego tak długo się nie odzywałaś? Słyszałem, że przyjeżdżasz. Mam nadzieję, że masz na sobie coś niebieskiego, bo musisz pasować do mojego nowego niebieskiego sweterka.- Nawijał, ja zawsze wiedziałam że to zajeb*ny pozer, który zwraca uwagę tylko na wygląd, mimo to byłam z nim.
- Po pierwsze: Nie mów do mnie `lasia`, po drugie: już z tobą zerwałam i wierz mi to była najmądrzejsza decyzja w moim życiu.
- Słonko...- Rozłączyłam się.
czwartek, 4 marca 2010
[002] - Dawna ja
Poprawka:
Zmieniam narrację na 1-osobową
Miłego czytania :)
_____________________________________________________________________________________
Stałam przed lustrem wciąż wpatrując się w swoje odbicie. Oklapłe, wypłowiałe włosy, zapuchnięte oczy, brak jakiegokolwiek makijażu, zwykłe wyblakłe jeansy i naciągnięta czerwona bluza. Nie mogłam uwierzyć, że tak się zmieniłam, kiedyś zadbana, elegancko ubrana, a teraz...
Pośpiesznie zeszłam na dół
- Wyjeżdżamy i nie obchodzi mnie to, że Chris nie chce, ale ja chcę! Tam mam przyjaciółki, koleżanki, starą szkołę i tam jest nasza cudowna willa!- Mówiłam rozpromieniona, czułam na sobie dziwny wzrok rodzinki, a w szczególności Chrisa
- Ale nie tylko ty tutaj jesteś- Wtrącił
- Posłuchaj, przecież mieszkaliśmy tam jeszcze cztery lata temu! Tam masz prawdziwych przyjaciół, proszę...- Wiedział jakie to dla mnie ważne, ale nie chciał wszystkiego dla mnie poświęcać
- I tak twój opór nic tu nie da synku, firma już się przenosi, jutro po przyjściu ze szkoły się pakujecie, a teraz spać, bo jutro szkoła- Zarządził tatuś i sam udał się w stronę łazienki. Ja osobiście i tak miałam zamiar iść już spać, a od dnia następnego rozpocząć wielką akcję ` Dawna ja`. Nie mogłam zasnąć, głowę miałam pełną myśli, nie wiedziałam czy już o mnie nie zapomnieli tam w LA i czy uda mi się powrócić do normalnego trybu życia. W środku nocy do mojego pokoju wszedł kochany braciszek .
- Śpisz?- Zapytał
- Nie, a dlaczego ty nie śpisz?
- Jakoś nie mogę zasnąć, ale przyszedłem ci powiedzieć, że już nie mam nic przeciwko naszej przeprowadzce i że miałaś rację, tam mam przyjaciół, prawdziwych przyjaciół, a zresztą robię to dla Ciebie. Nie mogę uwierzyć, że przez te cztery lata tak się zmieniłaś...
- Ja też.
- Pamiętasz tę czarnowłosą, wesołą królewnę, która jak zagrała tak jej tańczyli?
- Już dawno o niej zapomniałam.
- Teraz jest smutna, bez entuzjazmu stara krowa.- Rzuciłam w niego poduszką, miał rację.
***
Rano wstałam wcześniej niż zawsze. Najpierw wzięłam gorącą kąpiel, zjadłam pyszne śniadanie, a potem udałam się do pokoju i przekopałam całą szafę ubrań. Chodziłam w dwóch parach spodni i bluzach na przemian. Z najciemniejszych zakamarków mojej ogromnej szafy wyciągnęłam ubrania m.in. od Donny Karan, Chanel i różnych sławnych projektantów. Moja mama zawsze przywoziła mi te cuda z delegacji. Wybrałam czarny top z żółtym nadrukiem DKNY, a do tego żółte rurki. W holu wygrzebałam z półki czarne balerinki, na rękę wsunęłam kilka bransoletek, a dla lepszego efektu ubrałam czarną kamizelkę. Przejrzałam się w lustrze i ubranie całkiem mi się spodobało.
- Ale co zrobić z włosami?- mamrotałam pod nosem -Kok? Nie. Kucyk? Też nie. Loczki? Może... Proste? O tak!- Znalazłam w łazience prostownicę i dokładnie wyprostowałam włosy, zrobiłam delikatny makijaż i... nie poznałam się. Z pokoju Chrisa dały się słyszeć różne odgłosy, więc chłopak był jeszcze w domu. Postanowiłam, że mu się pokażę
- Cześć! I jak?- Zapytałam okręcając się dookoła
- O Cześć. Pokój Emily jest zaraz obok mojego.
- No to ja przecież! Emily!
- Co!?- Odskoczył i przyjrzał mi się dokładnie -Co ty ze sobą zrobiłaś?
- A nie pamiętasz `Królewny, która jak zagra tak jej zatańczą`?- Zaśmiałam się
- I to mi się podoba.- Powiedział patrząc na zegar
- I co Ładnie wyglądam ?
- Olśniewająco, ty księżniczka, wiesz która godzina?- Spojrzałam na zegar
- O shit! Ja lecę pa!- Krzyknęłam wybiegając z pokoju. Po drodze zabrałam jeszcze torebkę ze swojego pokoju i pobiegłam w stronę szkoły. Wbiegłam równo z dzwonkiem, ustawiłam się pod klasą, wyciągając z torebki mój piękny telefonik, którego już wieki nie używałam. Podeszła do mnie Rebecca
- Czy mnie wzrok nie myli, czyżby to była moja ulubiona przyjaciółeczka Emily?- Powiedziała dziewczyna, która na co dzień mnie wyzywała i wytykała palcami. Była to klasowa diva, po chwili jej świta także podeszła. Spojrzałam na nią głupkowato.
- Wiem, że nie zawsze było między nami dobrze, ale chyba możemy to zmienić.- Odezwała się i rzuciła uśmiech, który powodował u mnie nudności
- Wybacz, ale nie kumpluję się z prymitywami.- Nie patrząc na nią włączyłam telefon, a na wyświetlaczu widniało `63 nieodebranych wiadomości`, z wrażenia aż oparłam się o ścianę. Przyszedł kolejny SMS
` Kochanie ja ciągle czekam! Dłużej już nie wytrzymam odezwij się!` była to wiadomość od mojego byłego chłopaka Nicka. Przecież z nim zerwałam! Rebecca cały czas coś do mnie mówiła, ale nie słuchałam jej. Przeglądałam SMS-y, a wspomnienia tak szybko jak huragan, pozwracały. Nagle na horyzoncie pojawiła się dyrektorka, a za nią szedł tata.
Zmieniam narrację na 1-osobową
Miłego czytania :)
_____________________________________________________________________________________
Stałam przed lustrem wciąż wpatrując się w swoje odbicie. Oklapłe, wypłowiałe włosy, zapuchnięte oczy, brak jakiegokolwiek makijażu, zwykłe wyblakłe jeansy i naciągnięta czerwona bluza. Nie mogłam uwierzyć, że tak się zmieniłam, kiedyś zadbana, elegancko ubrana, a teraz...
Pośpiesznie zeszłam na dół
- Wyjeżdżamy i nie obchodzi mnie to, że Chris nie chce, ale ja chcę! Tam mam przyjaciółki, koleżanki, starą szkołę i tam jest nasza cudowna willa!- Mówiłam rozpromieniona, czułam na sobie dziwny wzrok rodzinki, a w szczególności Chrisa
- Ale nie tylko ty tutaj jesteś- Wtrącił
- Posłuchaj, przecież mieszkaliśmy tam jeszcze cztery lata temu! Tam masz prawdziwych przyjaciół, proszę...- Wiedział jakie to dla mnie ważne, ale nie chciał wszystkiego dla mnie poświęcać
- I tak twój opór nic tu nie da synku, firma już się przenosi, jutro po przyjściu ze szkoły się pakujecie, a teraz spać, bo jutro szkoła- Zarządził tatuś i sam udał się w stronę łazienki. Ja osobiście i tak miałam zamiar iść już spać, a od dnia następnego rozpocząć wielką akcję ` Dawna ja`. Nie mogłam zasnąć, głowę miałam pełną myśli, nie wiedziałam czy już o mnie nie zapomnieli tam w LA i czy uda mi się powrócić do normalnego trybu życia. W środku nocy do mojego pokoju wszedł kochany braciszek .
- Śpisz?- Zapytał
- Nie, a dlaczego ty nie śpisz?
- Jakoś nie mogę zasnąć, ale przyszedłem ci powiedzieć, że już nie mam nic przeciwko naszej przeprowadzce i że miałaś rację, tam mam przyjaciół, prawdziwych przyjaciół, a zresztą robię to dla Ciebie. Nie mogę uwierzyć, że przez te cztery lata tak się zmieniłaś...
- Ja też.
- Pamiętasz tę czarnowłosą, wesołą królewnę, która jak zagrała tak jej tańczyli?
- Już dawno o niej zapomniałam.
- Teraz jest smutna, bez entuzjazmu stara krowa.- Rzuciłam w niego poduszką, miał rację.
***
Rano wstałam wcześniej niż zawsze. Najpierw wzięłam gorącą kąpiel, zjadłam pyszne śniadanie, a potem udałam się do pokoju i przekopałam całą szafę ubrań. Chodziłam w dwóch parach spodni i bluzach na przemian. Z najciemniejszych zakamarków mojej ogromnej szafy wyciągnęłam ubrania m.in. od Donny Karan, Chanel i różnych sławnych projektantów. Moja mama zawsze przywoziła mi te cuda z delegacji. Wybrałam czarny top z żółtym nadrukiem DKNY, a do tego żółte rurki. W holu wygrzebałam z półki czarne balerinki, na rękę wsunęłam kilka bransoletek, a dla lepszego efektu ubrałam czarną kamizelkę. Przejrzałam się w lustrze i ubranie całkiem mi się spodobało.
- Ale co zrobić z włosami?- mamrotałam pod nosem -Kok? Nie. Kucyk? Też nie. Loczki? Może... Proste? O tak!- Znalazłam w łazience prostownicę i dokładnie wyprostowałam włosy, zrobiłam delikatny makijaż i... nie poznałam się. Z pokoju Chrisa dały się słyszeć różne odgłosy, więc chłopak był jeszcze w domu. Postanowiłam, że mu się pokażę
- Cześć! I jak?- Zapytałam okręcając się dookoła
- O Cześć. Pokój Emily jest zaraz obok mojego.
- No to ja przecież! Emily!
- Co!?- Odskoczył i przyjrzał mi się dokładnie -Co ty ze sobą zrobiłaś?
- A nie pamiętasz `Królewny, która jak zagra tak jej zatańczą`?- Zaśmiałam się
- I to mi się podoba.- Powiedział patrząc na zegar
- I co Ładnie wyglądam ?
- Olśniewająco, ty księżniczka, wiesz która godzina?- Spojrzałam na zegar
- O shit! Ja lecę pa!- Krzyknęłam wybiegając z pokoju. Po drodze zabrałam jeszcze torebkę ze swojego pokoju i pobiegłam w stronę szkoły. Wbiegłam równo z dzwonkiem, ustawiłam się pod klasą, wyciągając z torebki mój piękny telefonik, którego już wieki nie używałam. Podeszła do mnie Rebecca
- Czy mnie wzrok nie myli, czyżby to była moja ulubiona przyjaciółeczka Emily?- Powiedziała dziewczyna, która na co dzień mnie wyzywała i wytykała palcami. Była to klasowa diva, po chwili jej świta także podeszła. Spojrzałam na nią głupkowato.
- Wiem, że nie zawsze było między nami dobrze, ale chyba możemy to zmienić.- Odezwała się i rzuciła uśmiech, który powodował u mnie nudności
- Wybacz, ale nie kumpluję się z prymitywami.- Nie patrząc na nią włączyłam telefon, a na wyświetlaczu widniało `63 nieodebranych wiadomości`, z wrażenia aż oparłam się o ścianę. Przyszedł kolejny SMS
` Kochanie ja ciągle czekam! Dłużej już nie wytrzymam odezwij się!` była to wiadomość od mojego byłego chłopaka Nicka. Przecież z nim zerwałam! Rebecca cały czas coś do mnie mówiła, ale nie słuchałam jej. Przeglądałam SMS-y, a wspomnienia tak szybko jak huragan, pozwracały. Nagle na horyzoncie pojawiła się dyrektorka, a za nią szedł tata.
środa, 3 marca 2010
[001] - Nigdy więcej
Emily siedziała na parapecie, a ostatnie promienie zachodzącego słońca padały jej na twarz. W oknie widziała swoje odbicie, na jej policzkach w pomarańczowym świetle błyszczały się łzy. Siedziała jak zwykle ze swoim pamiętnikiem w ręku, ale tym razem nic w nim nie pisała. Oglądała wpisy sprzed trzech lat i dziwiła się, że jej problemy były tak małe, teraz czymś takim, że nikt nie podał jej piłki na w-f'ie nawet się nie przejmowała. Do pokoju wszedł Chris.
- Matt mówił, że płakałaś co się stało?- Usiadł na łóżko.
- Nic.- Dziewczyna próbowała ukryć łzy
- Nie chcesz mówić?- Nie usłyszał odpowiedzi- Będę w swoim pokoju, jeżeli będziesz chciała to przyjdź.- Wyszedł, a po policzkach dziewczyny spłynęły kolejne łzy. Rzuciła pamiętnik na ziemię i zeskoczyła z parapetu, położyła się na podłogę i po raz kolejny zapłakała. Minęło kilkanaście minut zanim dziewczyna wstała i doprowadziła się do porządku. Cicho wybiegła z pokoju do łazienki. Umyła twarz i zeszła do kuchni, żeby coś zjeść. O dziwo siedzieli tam rodzice
- Cześć! Wy w domu?- Zapytała zdziwiona - Chris dawaj aparat i kalendarz!- Zawołała, a z góry odezwał się chłopak
- A co rodzice w domu!? Już lecę!- Chris zbiegł z aparatem w ręku i zaczął robić zdjęcia, Emily zabrała mu z reki kalendarz i długopis i zapisała w nim `Ósmy cud świata: Rodzice w domu`
- Nie róbcie cyrków.- Odezwał się zdenerwowany ojciec -Chris odłóż ten aparat!
- Lepiej usiądźcie i zjedzcie z nami kolację.- Odezwała się mama. Emily i Chris usiedli posłusznie przy stole.
- Musimy z wami porozmawiać.- Odezwał się tata
- Czyli bez powodu nie zawitalibyście do domu, do dzieci?- Zapytał wyraźnie zdenerwowany chłopak
- Mówisz tak, jakbyśmy nigdy w domu nie byli!- Podniosła głos mama
- To powiedz, kiedy ostatnio w DZIEŃ spędziłaś tutaj chociaż 10 min.?- Wtrąciła Emily. Odpowiedzi nie usłyszała
- Teraz się to zmieni - Powiedział po chwili jej tata
- Wątpię- Chris patrzył w podłogę
- Główną siedzibę firmy przenosimy do Los Angeles, co wiąże się także z naszą przeprowadzką tam.- Wytłumaczyła mama, Chris uderzył pięścią w stół i wstał, miotając się po całej kuchni. Wrzeszczał coś, że ma kolegów, szkołę, dziewczynę, że nie mogą się tak od ręki przenieść.
- Zamknij mordę Chris!- Krzyknęła Emily, która bardzo cieszyła się z przeprowadzki.
- Emi! Jak ty mówisz?- Zawołała mama
- Normalnie! Czy nasze rozmowy zawsze muszą kończyć się kłótniami?- Zapytała dziewczyna patrząc z wyrzutem najpierw na ojca, potem na mamę, a na końcu na Chrisa i pobiegła do swojego pokoju. Chris wstał i poszedł za nią, kiedy wszedł Emily leżała i płakała.
- Ej, co ty znowu płaczesz?
- Nie.- Powiedziała podnosząc głowę, cała zapłakana
- A co oczy Ci się pocą?
- Tak
- Dzisiaj już chyba po raz trzeci, jest na to jakiś dezodorant?
- Przeprowadzka, inna szkoła i inni rodzice.
- Dwa pierwsze da się zrobić, ja idę na dół porozmawiać z nimi.- Wyszedł, Emily stanęła przed lustrem i powiedziała do siebie
- Już nigdy nie będę płakać. Nigdy Więcej!
- Matt mówił, że płakałaś co się stało?- Usiadł na łóżko.
- Nic.- Dziewczyna próbowała ukryć łzy
- Nie chcesz mówić?- Nie usłyszał odpowiedzi- Będę w swoim pokoju, jeżeli będziesz chciała to przyjdź.- Wyszedł, a po policzkach dziewczyny spłynęły kolejne łzy. Rzuciła pamiętnik na ziemię i zeskoczyła z parapetu, położyła się na podłogę i po raz kolejny zapłakała. Minęło kilkanaście minut zanim dziewczyna wstała i doprowadziła się do porządku. Cicho wybiegła z pokoju do łazienki. Umyła twarz i zeszła do kuchni, żeby coś zjeść. O dziwo siedzieli tam rodzice
- Cześć! Wy w domu?- Zapytała zdziwiona - Chris dawaj aparat i kalendarz!- Zawołała, a z góry odezwał się chłopak
- A co rodzice w domu!? Już lecę!- Chris zbiegł z aparatem w ręku i zaczął robić zdjęcia, Emily zabrała mu z reki kalendarz i długopis i zapisała w nim `Ósmy cud świata: Rodzice w domu`
- Nie róbcie cyrków.- Odezwał się zdenerwowany ojciec -Chris odłóż ten aparat!
- Lepiej usiądźcie i zjedzcie z nami kolację.- Odezwała się mama. Emily i Chris usiedli posłusznie przy stole.
- Musimy z wami porozmawiać.- Odezwał się tata
- Czyli bez powodu nie zawitalibyście do domu, do dzieci?- Zapytał wyraźnie zdenerwowany chłopak
- Mówisz tak, jakbyśmy nigdy w domu nie byli!- Podniosła głos mama
- To powiedz, kiedy ostatnio w DZIEŃ spędziłaś tutaj chociaż 10 min.?- Wtrąciła Emily. Odpowiedzi nie usłyszała
- Teraz się to zmieni - Powiedział po chwili jej tata
- Wątpię- Chris patrzył w podłogę
- Główną siedzibę firmy przenosimy do Los Angeles, co wiąże się także z naszą przeprowadzką tam.- Wytłumaczyła mama, Chris uderzył pięścią w stół i wstał, miotając się po całej kuchni. Wrzeszczał coś, że ma kolegów, szkołę, dziewczynę, że nie mogą się tak od ręki przenieść.
- Zamknij mordę Chris!- Krzyknęła Emily, która bardzo cieszyła się z przeprowadzki.
- Emi! Jak ty mówisz?- Zawołała mama
- Normalnie! Czy nasze rozmowy zawsze muszą kończyć się kłótniami?- Zapytała dziewczyna patrząc z wyrzutem najpierw na ojca, potem na mamę, a na końcu na Chrisa i pobiegła do swojego pokoju. Chris wstał i poszedł za nią, kiedy wszedł Emily leżała i płakała.
- Ej, co ty znowu płaczesz?
- Nie.- Powiedziała podnosząc głowę, cała zapłakana
- A co oczy Ci się pocą?
- Tak
- Dzisiaj już chyba po raz trzeci, jest na to jakiś dezodorant?
- Przeprowadzka, inna szkoła i inni rodzice.
- Dwa pierwsze da się zrobić, ja idę na dół porozmawiać z nimi.- Wyszedł, Emily stanęła przed lustrem i powiedziała do siebie
- Już nigdy nie będę płakać. Nigdy Więcej!
No more tears... - Prolog
Zaczynamy nowe opowiadanie pt. `No more tears...`
Pragnę przypomnieć, że to już 3 na tym blogu, tamte nie miały sensu, mijały się z celem -.-
Prolog:
" Po raz kolejny leżę i płaczę, tyle ile moja poduszka wchłonęła już łez nie jestem w stanie zliczyć. Jak zwykle odrzucona, obrażana, nic mi się nie udaje, a przecież niczego mi nie brakuje. Moi rodzice są bogaci, mają swoją firmę, którą traktują jak własne dziecko... W ogóle nie poświęcają mi czasu, ale pomińmy to -.- Mieszkam dobie w pięknym domku z ogrodem, jedynaczka. Nie wyglądam źle: Czarne półdługie włosy, czekoladowe oczy, zgrabny nosek, szczupła, wysoka, no może usta troszkę za małe, ale wystarczy odpowiedni błyszczyk i wszystko fajnie, a jednak... w szkole nikt mnie nie akceptuje, a przecież jestem miła (bynajmniej się staram), nie mam żadnych koleżanek, ani przyjaciółki z wyjątkiem tej po drugiej stronie lustra. W szkole może nie idzie mi za dobrze, ale na 3 ciągnę, chyba nie aż tak źle. Nie wiem co ze mną nie tak... "
W pokoju rozległo się pukanie do drzwi
- Proszę!- Zawołała zapłakana dziewczyna, wsuwając pamiętnik pod poduszkę i ocierając oczy rękawem.
- Cześć Emily, jest Chris?- Do pokoju wszedł wysoki, starszy chłopak, był to kolega Chrisa
- Jest w garażu, kręci coś przy samochodzie.
- Samochodzie?
- No tak, rodzice mu kupili, bo za miesiąc idzie na prawko.
- Dobra to ja idę do niego.- Wyszedł, a czarnowłosa dziewczyna o imieniu Emily wyjęła spod poduszki pamiętnik, przekreśliła słowo`jedynaczka` i dopisała "No dobra chciałabym, mam starszego brata Chris'a"
Pragnę przypomnieć, że to już 3 na tym blogu, tamte nie miały sensu, mijały się z celem -.-
Prolog:
" Po raz kolejny leżę i płaczę, tyle ile moja poduszka wchłonęła już łez nie jestem w stanie zliczyć. Jak zwykle odrzucona, obrażana, nic mi się nie udaje, a przecież niczego mi nie brakuje. Moi rodzice są bogaci, mają swoją firmę, którą traktują jak własne dziecko... W ogóle nie poświęcają mi czasu, ale pomińmy to -.- Mieszkam dobie w pięknym domku z ogrodem, jedynaczka. Nie wyglądam źle: Czarne półdługie włosy, czekoladowe oczy, zgrabny nosek, szczupła, wysoka, no może usta troszkę za małe, ale wystarczy odpowiedni błyszczyk i wszystko fajnie, a jednak... w szkole nikt mnie nie akceptuje, a przecież jestem miła (bynajmniej się staram), nie mam żadnych koleżanek, ani przyjaciółki z wyjątkiem tej po drugiej stronie lustra. W szkole może nie idzie mi za dobrze, ale na 3 ciągnę, chyba nie aż tak źle. Nie wiem co ze mną nie tak... "
W pokoju rozległo się pukanie do drzwi
- Proszę!- Zawołała zapłakana dziewczyna, wsuwając pamiętnik pod poduszkę i ocierając oczy rękawem.
- Cześć Emily, jest Chris?- Do pokoju wszedł wysoki, starszy chłopak, był to kolega Chrisa
- Jest w garażu, kręci coś przy samochodzie.
- Samochodzie?
- No tak, rodzice mu kupili, bo za miesiąc idzie na prawko.
- Dobra to ja idę do niego.- Wyszedł, a czarnowłosa dziewczyna o imieniu Emily wyjęła spod poduszki pamiętnik, przekreśliła słowo`jedynaczka` i dopisała "No dobra chciałabym, mam starszego brata Chris'a"
środa, 24 lutego 2010
[004] - `musiała rozmawiać [...] o czymś, czego nie widziała i nie znała prawdy`
Podczas, kiedy tata Noemi pojechał do domu po rzeczy dla córki ta nie wiedziała co ze sobą zrobić. Jednak po czasie przypomniała sobie, że Tom się przebudził i mogłaby mu złożyć wizytę, a poza tym miała zadzwonić do Nelly. Wjechała na ósme piętro, ale tam nie było żadnej sali, tylko operacyjne. Noemi zjechała na 4 piętro i zapukała do pokoju dla pielęgniarek na szczęście była tam jej ciocia.
- Dzień Dobry!- Przywitała się
- Cześć Noemi, a co ty tutaj robisz?- Zapytała zdziwiona ciocia Betty
- Spadłam ze schodów i mam poturbowaną kostkę. Musze zostać co najmniej dwa dni na obserwacji, a mogę cię prosić na chwileczkę na korytarz?
- Oczywiście, ale wiesz, że nie powinnaś chodzić?- Dziewczyna już była na korytarzu.
- Wiem, wiem ciociu, ale tata pojechał do domu po rzeczy i nie wiem co mam ze sobą robić. Jeszcze nawet nie mam sali więc pomyślałam, że odwiedzę kolegę, bo tutaj leży. Nazywa się Tom Jones. Tylko nie wiem w jakiej sali jest. Wiesz może?- Zapytała Noemi
- A ten! Leży na oddziale dziecięcym. To jest 5 piętro sala 46.
- A nie wiesz co z nim?
- Jest po operacji, mieli mu nogę amputować, ale kiedy się przebudził potrafił poruszać palcami u nóg, więc lekarze uznali, że wystarczy rehabilitacja.
- Dzięki, to ja do niego lecę, nie mówię "pa", bo jeszcze na pewno nie raz się dzisiaj spotkamy.- Powiedziała ze śmiechem Noemi
- Dobrze, tylko nie przemęczaj tej nogi.- Ciocia zniknęła za drzwiami, a Noemi wjechała piętro wyżej i poszukiwała sali nr. 46. Wreszcie znalazła, Trochę bała się wejść, ale już po chwili nieśmiało uchyliła drzwi i po cichu się wsunęła. Sala była w kolorze niebieskim, a na firankach widniał wesoły Kubuś Puchatek ze swoimi przyjaciółmi. `To oddział dziecięcy, a nie niemowlęcy` Pomyślała dziewczyna. Na sali były dwa łóżka, na jednym z nich leżał Tom, a drugie było puste. Noemi po cichu zbliżyła się do Toma, chłopak spał. Nie chciała go budzić, więc usiadła na wolne łóżko, nagle chłopak się odezwał
- Kto tutaj jest?- dziewczyna nie wiedziała, czy się odezwać, ale w końcu wykrztusiła z siebie
- To ja Noemi
- Co ty tutaj robisz?- Gwałtownie chciał usiąść, ale nie potrafił
- Leż, leż.- Powiedziała widząc jego próby - A no spadłam ze schodów i muszę zostać w szpitalu. Jeszcze nie mam własnej sali więc szwendam się po szpitalu i postanowiłam cię odwiedzić, chyba nie masz nic przeciwko?
- Coś ty, mam dosyć tej samotności, a wiesz może jak długo ja tutaj byłem zanim się obudziłem ?
- Dokładnie tydzień.- Tom tylko wzdychnął i nastała cisza
- Nie zapytasz co u Nelly?- Zapytała Noemi
- Nie, to dzięki niej tutaj leżę.- Noemi nerwowo wstała i już chciała się na niego wydrzeć, jednak jego stan nie pozwalał jej na to. Zdołała tylko wykrztusić
- Nie prawda
- A jaka jest prawda?- Zapytał. Stało się to czego Noemi najbardziej się obawiała, musiała rozmawiać z Tomem o czymś, czego nie widziała i nie znała prawdy.
- Wiesz, że mnie przy tym nie było, ale to nie ona kazała ci przebiegać przez jezdnię, nie patrząc czy coś jedzie.
- Racja. Sam już nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć.- Nagle rozległ się dźwięk dzwonka, telefonu Noemi. Dziewczyna odebrała
- Słucham?
- No, gdzie jesteś, czekam na ciebie w recepcji?- To był tata Noemi
- Już idę.- Rozłączyła się
- Przepraszam Tom, ale muszę lecieć. Możliwe, ze jeszcze do ciebie wpadnę.- Wybiegła z sali na jednej nodze do windy.
- Dzień Dobry!- Przywitała się
- Cześć Noemi, a co ty tutaj robisz?- Zapytała zdziwiona ciocia Betty
- Spadłam ze schodów i mam poturbowaną kostkę. Musze zostać co najmniej dwa dni na obserwacji, a mogę cię prosić na chwileczkę na korytarz?
- Oczywiście, ale wiesz, że nie powinnaś chodzić?- Dziewczyna już była na korytarzu.
- Wiem, wiem ciociu, ale tata pojechał do domu po rzeczy i nie wiem co mam ze sobą robić. Jeszcze nawet nie mam sali więc pomyślałam, że odwiedzę kolegę, bo tutaj leży. Nazywa się Tom Jones. Tylko nie wiem w jakiej sali jest. Wiesz może?- Zapytała Noemi
- A ten! Leży na oddziale dziecięcym. To jest 5 piętro sala 46.
- A nie wiesz co z nim?
- Jest po operacji, mieli mu nogę amputować, ale kiedy się przebudził potrafił poruszać palcami u nóg, więc lekarze uznali, że wystarczy rehabilitacja.
- Dzięki, to ja do niego lecę, nie mówię "pa", bo jeszcze na pewno nie raz się dzisiaj spotkamy.- Powiedziała ze śmiechem Noemi
- Dobrze, tylko nie przemęczaj tej nogi.- Ciocia zniknęła za drzwiami, a Noemi wjechała piętro wyżej i poszukiwała sali nr. 46. Wreszcie znalazła, Trochę bała się wejść, ale już po chwili nieśmiało uchyliła drzwi i po cichu się wsunęła. Sala była w kolorze niebieskim, a na firankach widniał wesoły Kubuś Puchatek ze swoimi przyjaciółmi. `To oddział dziecięcy, a nie niemowlęcy` Pomyślała dziewczyna. Na sali były dwa łóżka, na jednym z nich leżał Tom, a drugie było puste. Noemi po cichu zbliżyła się do Toma, chłopak spał. Nie chciała go budzić, więc usiadła na wolne łóżko, nagle chłopak się odezwał
- Kto tutaj jest?- dziewczyna nie wiedziała, czy się odezwać, ale w końcu wykrztusiła z siebie
- To ja Noemi
- Co ty tutaj robisz?- Gwałtownie chciał usiąść, ale nie potrafił
- Leż, leż.- Powiedziała widząc jego próby - A no spadłam ze schodów i muszę zostać w szpitalu. Jeszcze nie mam własnej sali więc szwendam się po szpitalu i postanowiłam cię odwiedzić, chyba nie masz nic przeciwko?
- Coś ty, mam dosyć tej samotności, a wiesz może jak długo ja tutaj byłem zanim się obudziłem ?
- Dokładnie tydzień.- Tom tylko wzdychnął i nastała cisza
- Nie zapytasz co u Nelly?- Zapytała Noemi
- Nie, to dzięki niej tutaj leżę.- Noemi nerwowo wstała i już chciała się na niego wydrzeć, jednak jego stan nie pozwalał jej na to. Zdołała tylko wykrztusić
- Nie prawda
- A jaka jest prawda?- Zapytał. Stało się to czego Noemi najbardziej się obawiała, musiała rozmawiać z Tomem o czymś, czego nie widziała i nie znała prawdy.
- Wiesz, że mnie przy tym nie było, ale to nie ona kazała ci przebiegać przez jezdnię, nie patrząc czy coś jedzie.
- Racja. Sam już nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć.- Nagle rozległ się dźwięk dzwonka, telefonu Noemi. Dziewczyna odebrała
- Słucham?
- No, gdzie jesteś, czekam na ciebie w recepcji?- To był tata Noemi
- Już idę.- Rozłączyła się
- Przepraszam Tom, ale muszę lecieć. Możliwe, ze jeszcze do ciebie wpadnę.- Wybiegła z sali na jednej nodze do windy.
wtorek, 23 lutego 2010
[003] - A mówiłem: nie skacz z tych schodów!`
Tydzień później:
Noemi właśnie wstała, aby udać się do szkoły, kiedy zadzwonił telefon.
- Cześć tu Allan
- O hej! Coś się stało ?
- Nie, a właściwie to tak. Tom się przebudził ze śpiączki!
- Nie spieszył się z tym, ale lepiej późno niż wcale.- Ucieszyła się dziewczyna
- No, racja. A nie obudziłem cię przypadkiem?
- Nie, właśnie wstałam
- To całe szczęście.
- Ja bym Ci dała jakbyś mnie obudził- Zaśmiała się
- Oo, boję się.!
- Bój się bój! Przepraszam, ale muszę kończyć, bo nie zdążę do szkoły jak się nie zacznę zbierać
- Ok, to do zobaczenia w szkole.
- Pa.
Noemi ubrała się, poczesała włosy i biegła po schodach do kuchni, aby coś zjeść. W kuchni siedział jej tata, nagle rozległ się trzask, a wyłaniający się z kuchni pan Jordan zobaczył swoją córkę, leżącą na podłodze.
- A mówiłem: nie skacz z tych schodów!- Krzyknął ojciec Noemi
- Teraz będziesz po mnie krzyczał?
- Nie... a bardzo cię boli?
- Troszkę.- Odpowiedziała dziewczyna trzymając się za kostkę
- Spróbuj wstać.- Powiedział tata Noemi i podał jej rękę. Wstała.
- Teraz przejdź kawałek.- Dziewczyna utykała na jedną nogę.
- No nic jedziemy do szpitala, gdzie masz kurtkę?- Powiedział ojciec Noemi rozglądając się.
- Nie! Nie jadę tam, wystarczy zawinąć w bandaż i noga będzie jak nowa- Zaprotestowała
- Nie będziemy tego bagatelizować, pytam gdzie kurtka?
- Sama sobie po nią zajdę!- Powiedziała obrażona Noemi, a pan Jordan tylko wzruszył ramionami i poszedł do kuchni po klucze od samochodu. W drodze zadzwonił telefon Noemi, to była Nelly
- Cześć! Dlaczego nie jesteś w szkole?
- Nie wkurzaj mnie nawet!
- Coś się stało?
- Owszem. Spadłam ze schodów i teraz jadę do szpitala, a nawet nie wiem po co, bo tylko trochę mnie noga boli!- Noemi mówiła te słowa bardzo głośno i bardziej kierowała je do swojego taty niż do Nelly
- Jak to po co? Musi Cię obejrzeć lekarz, tego nie można bagatelizować.- Powiedziała zdziwiona dziewczyna
- O jesus, następna się znalazła! jakbym słyszała mojego tatę!- W słuchawce dał się słyszeć dźwięk dzwonka
- Sorry, muszę kończyć następną lekcje mamy. Zadzwonię na następnej przerwie.
- Nie musisz, ja zadzwonię jak już wyjdę...
- O ile w ogóle wyjdziesz.- wtrącił tata Noemi ze śmiechem
- Mógłbyś mi nie przerywać?
- Nie, nie mógłbym, a co?
- A dlaczego podsłuchujesz moje rozmowy?
- A dlaczego mówisz tak głośno, że ludzie którzy przejeżdżają obok słyszą cię w samochodach?- Dopiero teraz Noe uświadomiła sobie, że Nelly już dawno się rozłączyła. Mruknęła tylko coś pod nosem i przez resztę drogi siedziała już cicho.
Lekarz stwierdził, że noga jest ciężko poturbowana i że Noemi musi zostać co
najmniej dwa dni na obserwacji...
Noemi właśnie wstała, aby udać się do szkoły, kiedy zadzwonił telefon.
- Cześć tu Allan
- O hej! Coś się stało ?
- Nie, a właściwie to tak. Tom się przebudził ze śpiączki!
- Nie spieszył się z tym, ale lepiej późno niż wcale.- Ucieszyła się dziewczyna
- No, racja. A nie obudziłem cię przypadkiem?
- Nie, właśnie wstałam
- To całe szczęście.
- Ja bym Ci dała jakbyś mnie obudził- Zaśmiała się
- Oo, boję się.!
- Bój się bój! Przepraszam, ale muszę kończyć, bo nie zdążę do szkoły jak się nie zacznę zbierać
- Ok, to do zobaczenia w szkole.
- Pa.
Noemi ubrała się, poczesała włosy i biegła po schodach do kuchni, aby coś zjeść. W kuchni siedział jej tata, nagle rozległ się trzask, a wyłaniający się z kuchni pan Jordan zobaczył swoją córkę, leżącą na podłodze.
- A mówiłem: nie skacz z tych schodów!- Krzyknął ojciec Noemi
- Teraz będziesz po mnie krzyczał?
- Nie... a bardzo cię boli?
- Troszkę.- Odpowiedziała dziewczyna trzymając się za kostkę
- Spróbuj wstać.- Powiedział tata Noemi i podał jej rękę. Wstała.
- Teraz przejdź kawałek.- Dziewczyna utykała na jedną nogę.
- No nic jedziemy do szpitala, gdzie masz kurtkę?- Powiedział ojciec Noemi rozglądając się.
- Nie! Nie jadę tam, wystarczy zawinąć w bandaż i noga będzie jak nowa- Zaprotestowała
- Nie będziemy tego bagatelizować, pytam gdzie kurtka?
- Sama sobie po nią zajdę!- Powiedziała obrażona Noemi, a pan Jordan tylko wzruszył ramionami i poszedł do kuchni po klucze od samochodu. W drodze zadzwonił telefon Noemi, to była Nelly
- Cześć! Dlaczego nie jesteś w szkole?
- Nie wkurzaj mnie nawet!
- Coś się stało?
- Owszem. Spadłam ze schodów i teraz jadę do szpitala, a nawet nie wiem po co, bo tylko trochę mnie noga boli!- Noemi mówiła te słowa bardzo głośno i bardziej kierowała je do swojego taty niż do Nelly
- Jak to po co? Musi Cię obejrzeć lekarz, tego nie można bagatelizować.- Powiedziała zdziwiona dziewczyna
- O jesus, następna się znalazła! jakbym słyszała mojego tatę!- W słuchawce dał się słyszeć dźwięk dzwonka
- Sorry, muszę kończyć następną lekcje mamy. Zadzwonię na następnej przerwie.
- Nie musisz, ja zadzwonię jak już wyjdę...
- O ile w ogóle wyjdziesz.- wtrącił tata Noemi ze śmiechem
- Mógłbyś mi nie przerywać?
- Nie, nie mógłbym, a co?
- A dlaczego podsłuchujesz moje rozmowy?
- A dlaczego mówisz tak głośno, że ludzie którzy przejeżdżają obok słyszą cię w samochodach?- Dopiero teraz Noe uświadomiła sobie, że Nelly już dawno się rozłączyła. Mruknęła tylko coś pod nosem i przez resztę drogi siedziała już cicho.
Lekarz stwierdził, że noga jest ciężko poturbowana i że Noemi musi zostać co
najmniej dwa dni na obserwacji...
sobota, 20 lutego 2010
[002] - `Po raz pierwszy się z tobą zgadzam`
Dziewczyna zaczęła się ubierać. Viola przyszła z pokoju obok
- Nie jest dobrze.- Wydukała- Mama mówiła, że ma liczne obrażenia. Teraz go operują, ale szczerze powiedziawszy nie ma większych nadziei, że będzie w pełni sprawny.
- Jaka kaszana...- Wzdychnęła Noemi- Idziesz ze mną do szpitala, czy może wolisz zostać w domu?
- Idę z Tobą, samej będzie ci tam niefajnie, a ja też go przecież znałam. To przez niego na każdym wyjeździe na basen musiałam cię ratować, bo cię topił.- Zaśmiała się i przystąpiła do przebierania się.
- Jest tam też Allan.
- A będę przeszkadzać?
- Ta... ciekawe w czym ?
- No nie wiem- zaśmiała się Violetta
- Jakoś nie jest mi teraz do śmiechu.- Odparła lekko poddenerwowana Noemi.
- Dobra, przepraszam. Chciałam jakoś przełamać tę grobową atmosferę. Trzeba się cieszyć, że żyje!
- Masz rację, już gotowa?- Zapytała Noemi narzucając na siebie kurtkę
- Prawie, a dzwoniłaś do Nelly? Na pewno się martwi.
- Dobrze, że mi przypomniałaś. Ty się zbieraj, a ja już wychodzę i w między czasie zadzwonię do niej. Będę stała przed blokiem.- Powiedziała Noemi zamykając za sobą drzwi. Wybrała numer Nelly
- Halo, Nelly?
- Tak.
- Z Tomem nie jest dobrze. Teraz go operują i nie wiadomo czy w pełni będzie sprawny, ma liczne obrażenia.
- I to wszystko przeze mnie - szlochała
- Trzeba się cieszyć, że żyje.- Noe powtórzyła słowa Violetty, które nadały jej otuchy.- Przepraszam cię, ale muszę już kończyć, idę z Violą do szpitala.
- Dobrze, ale jeżeli będziesz wiedziała coś więcej to zadzwoń, Ok ?
- Oczywiście i nie martw się, jakoś to będzie.
- Mhm... pa - Mruknęła dziewczyna i rozłączyła się. Viola właśnie wybiegła z klatki schodowej. Dziewczyny do szpitala miały zaledwie 15 minut drogi na piechotę, dlatego też szybko się tam pojawiły.
- Dobra, a gdzie jest ta sala operacyjna?- Zapytała Noemi wchodząc do szpitala. Nie lubiła tam przebywać. Szpital zawsze kojarzył się z niemiłym wypadkiem z dzieciństwa, po którym do teraz blizna trzymała się dziewczynie na czole.
- Poszukamy mamy to nam wszystko powie, pracuje na 4 piętrze. Chodź do windy.- Powiedziała Violetta kierując się w stronę wielkiego holu.
- Schodami będzie szybciej, chodź !- Powiedziała Noemi ciągnąc przyjaciółkę w stronę schodów. Wbiegły na czwarte piętro zdyszane i wpadły bez pukania do pomieszczenia dla pielęgniarek, gdzie zastały mamę Violetty z kilkoma koleżankami.
- Dzień dobry.- Powiedziała Viola
- Dzień Dobry.- Zawtórowała jej Noemi
- Mamo chodź na chwilkę.- Poprosiła grzecznie dziewczyna. Kiedy już znajdowały się na korytarzu Violetta wypytała mamę o wszystkie szczegóły i skierowały się do wind, aby wjechać na 8 piętro, ponieważ nie miały już sił, aby biec po tylu schodach. Na samym końcu korytarza, zaraz obok wejścia na salę operacyjną siedzieli rodzice Toma, a kawałek dalej siedział Allan obok, którego siedziała Syntia.
- Ona była w planach?- Zapytała Violetta wskazując palcem na dziewczynę siedzącą obok Allana.
- Nie bardzo, ale kit z tym, siądźmy tutaj i poczekajmy. Teraz akurat najmniej obchodzi mnie śliniąca się na widok Allana, Syntia. Wolę KUBUSIA !- Uśmiechnęła się Noemi, a Viola wybuchnęła śmiechem, co zwróciło uwagę chłopaka. Podszedł do dziewczyn, a Syntia podążyła za nim jak cień. Po przywitaniu otworzyły się drzwi sali operacyjnej i wyszedł z niej jakiś doktorek, po którego minie nie bardzo można było poznać czy jest zadowolony z przebiegu operacji, czy raczej załamany. Rozmawiał z rodzicami Toma.
- Jak się czuje Nelly?- Zapytał Allan
- Nie za dobrze. Cały czas mówi, że to jej wina.
- Po części.- Wtrąciła Syntia
- Co!?- Oburzyła się Noemi
- Spoko chciałam tylko zażartować.
- No to nie bardzo ci się udało, jak z resztą wszystkie twoje pseudo żarty.- Odgryzła się Noemi
- Dobra spokój- Wtrąciła Violetta to akurat jest najmniej ważne, chodźmy się lepiej dowiedzieć co z nim.
- Nie powie nam, bo nie jesteśmy rodzinom.- Powiedział Allan
- Spokojna twoja rozczochrana.- Powiedziała krocząc w stronę doktora, Noemi i Violetta. Noe przystanęła przy rodzicach Toma i zaczęła z nimi rozmawiać, a Viola podeszła do doktora. Kiedy już uzbierały wystarczająco dużo informacji wróciły do stojących przy windach Allana i Synti.
- A więc...- Zaczęła Viola, kiedy nagle otworzyły się drzwi windy i wyszła z niej Amanda.
- Dowiedziałam się co się stało. Wiecie może coś więcej?- Wbiegajac na korytarz pytała
- Właśnie się dowiedziałam, że operacja przebiegła pomyślnie. Było dosyć dużo komplikacji, stracił dużo krwi, ale żyje.
- Jeszcze jest w śpiączce- Wtrąciła Noemi, przerywając przyjaciółce
- Możliwe, że konieczne będzie amputowanie lewej nogi, ale czas pokaże co będzie się działo.- Dokończyła Violetta
- Bogu dzięki.- Odetchnęli wszyscy.
- Trzeba zadzwonić do Nelly.- słusznie zauważyła Syntia
- Po raz pierwszy się z tobą zgadzam, ja to zrobię.- Mruknęła niechętnie Noe odchodząc w kąt.
- Nie jest dobrze.- Wydukała- Mama mówiła, że ma liczne obrażenia. Teraz go operują, ale szczerze powiedziawszy nie ma większych nadziei, że będzie w pełni sprawny.
- Jaka kaszana...- Wzdychnęła Noemi- Idziesz ze mną do szpitala, czy może wolisz zostać w domu?
- Idę z Tobą, samej będzie ci tam niefajnie, a ja też go przecież znałam. To przez niego na każdym wyjeździe na basen musiałam cię ratować, bo cię topił.- Zaśmiała się i przystąpiła do przebierania się.
- Jest tam też Allan.
- A będę przeszkadzać?
- Ta... ciekawe w czym ?
- No nie wiem- zaśmiała się Violetta
- Jakoś nie jest mi teraz do śmiechu.- Odparła lekko poddenerwowana Noemi.
- Dobra, przepraszam. Chciałam jakoś przełamać tę grobową atmosferę. Trzeba się cieszyć, że żyje!
- Masz rację, już gotowa?- Zapytała Noemi narzucając na siebie kurtkę
- Prawie, a dzwoniłaś do Nelly? Na pewno się martwi.
- Dobrze, że mi przypomniałaś. Ty się zbieraj, a ja już wychodzę i w między czasie zadzwonię do niej. Będę stała przed blokiem.- Powiedziała Noemi zamykając za sobą drzwi. Wybrała numer Nelly
- Halo, Nelly?
- Tak.
- Z Tomem nie jest dobrze. Teraz go operują i nie wiadomo czy w pełni będzie sprawny, ma liczne obrażenia.
- I to wszystko przeze mnie - szlochała
- Trzeba się cieszyć, że żyje.- Noe powtórzyła słowa Violetty, które nadały jej otuchy.- Przepraszam cię, ale muszę już kończyć, idę z Violą do szpitala.
- Dobrze, ale jeżeli będziesz wiedziała coś więcej to zadzwoń, Ok ?
- Oczywiście i nie martw się, jakoś to będzie.
- Mhm... pa - Mruknęła dziewczyna i rozłączyła się. Viola właśnie wybiegła z klatki schodowej. Dziewczyny do szpitala miały zaledwie 15 minut drogi na piechotę, dlatego też szybko się tam pojawiły.
- Dobra, a gdzie jest ta sala operacyjna?- Zapytała Noemi wchodząc do szpitala. Nie lubiła tam przebywać. Szpital zawsze kojarzył się z niemiłym wypadkiem z dzieciństwa, po którym do teraz blizna trzymała się dziewczynie na czole.
- Poszukamy mamy to nam wszystko powie, pracuje na 4 piętrze. Chodź do windy.- Powiedziała Violetta kierując się w stronę wielkiego holu.
- Schodami będzie szybciej, chodź !- Powiedziała Noemi ciągnąc przyjaciółkę w stronę schodów. Wbiegły na czwarte piętro zdyszane i wpadły bez pukania do pomieszczenia dla pielęgniarek, gdzie zastały mamę Violetty z kilkoma koleżankami.
- Dzień dobry.- Powiedziała Viola
- Dzień Dobry.- Zawtórowała jej Noemi
- Mamo chodź na chwilkę.- Poprosiła grzecznie dziewczyna. Kiedy już znajdowały się na korytarzu Violetta wypytała mamę o wszystkie szczegóły i skierowały się do wind, aby wjechać na 8 piętro, ponieważ nie miały już sił, aby biec po tylu schodach. Na samym końcu korytarza, zaraz obok wejścia na salę operacyjną siedzieli rodzice Toma, a kawałek dalej siedział Allan obok, którego siedziała Syntia.
- Ona była w planach?- Zapytała Violetta wskazując palcem na dziewczynę siedzącą obok Allana.
- Nie bardzo, ale kit z tym, siądźmy tutaj i poczekajmy. Teraz akurat najmniej obchodzi mnie śliniąca się na widok Allana, Syntia. Wolę KUBUSIA !- Uśmiechnęła się Noemi, a Viola wybuchnęła śmiechem, co zwróciło uwagę chłopaka. Podszedł do dziewczyn, a Syntia podążyła za nim jak cień. Po przywitaniu otworzyły się drzwi sali operacyjnej i wyszedł z niej jakiś doktorek, po którego minie nie bardzo można było poznać czy jest zadowolony z przebiegu operacji, czy raczej załamany. Rozmawiał z rodzicami Toma.
- Jak się czuje Nelly?- Zapytał Allan
- Nie za dobrze. Cały czas mówi, że to jej wina.
- Po części.- Wtrąciła Syntia
- Co!?- Oburzyła się Noemi
- Spoko chciałam tylko zażartować.
- No to nie bardzo ci się udało, jak z resztą wszystkie twoje pseudo żarty.- Odgryzła się Noemi
- Dobra spokój- Wtrąciła Violetta to akurat jest najmniej ważne, chodźmy się lepiej dowiedzieć co z nim.
- Nie powie nam, bo nie jesteśmy rodzinom.- Powiedział Allan
- Spokojna twoja rozczochrana.- Powiedziała krocząc w stronę doktora, Noemi i Violetta. Noe przystanęła przy rodzicach Toma i zaczęła z nimi rozmawiać, a Viola podeszła do doktora. Kiedy już uzbierały wystarczająco dużo informacji wróciły do stojących przy windach Allana i Synti.
- A więc...- Zaczęła Viola, kiedy nagle otworzyły się drzwi windy i wyszła z niej Amanda.
- Dowiedziałam się co się stało. Wiecie może coś więcej?- Wbiegajac na korytarz pytała
- Właśnie się dowiedziałam, że operacja przebiegła pomyślnie. Było dosyć dużo komplikacji, stracił dużo krwi, ale żyje.
- Jeszcze jest w śpiączce- Wtrąciła Noemi, przerywając przyjaciółce
- Możliwe, że konieczne będzie amputowanie lewej nogi, ale czas pokaże co będzie się działo.- Dokończyła Violetta
- Bogu dzięki.- Odetchnęli wszyscy.
- Trzeba zadzwonić do Nelly.- słusznie zauważyła Syntia
- Po raz pierwszy się z tobą zgadzam, ja to zrobię.- Mruknęła niechętnie Noe odchodząc w kąt.
środa, 17 lutego 2010
[001] - `Nikt nie wie jaka na prawdę jestem`
-Wiesz, że dzisiaj piątek! - Noemi krzyknęła wesoło do telefonu. W słuchawce odezwał się głos Violetty
-Dzisiaj kolej na wieczorek u mnie. Pakuj się, tata po ciebie podjedzie.
-Ok, czekam.- Powiedziała dziewczyna i rzuciła się w stronę szafy, aby zabrać potrzebne rzeczy.
-Mamo!- Zawołała -Gdzie moje piżama?- Mama Noemi przybiegła do jej pokoju
-Pierze się, a gdzie ty się wybierasz?
-Do Violetty, dzisiaj piątek.
-A tak faktycznie, weź jakąś koszulkę.
-Dobra. - Pani Elizabeth wyszła. Po godzinie pod dom podjechał samochód Wujka Jack'a (ojca Violetty). Noemi zbiegła do kuchni z przewieszoną przez ramię torebką i z plecakiem w ręku.
-Wujek już jest. Pa mamo !
-No, cześć.- Zanim dojechali do Violetty stali jeszcze 15 minut w korku, wreszcie nadeszła ta upragniona chwila, kiedy po ponad godzinie przesiedzianej w samochodzie można było porządnie rozprostować nogi.
Noe weszła do pokoju przyjaciółki.
-Jestem, co porabiasz? -dziewczyna rzuciła plecak i torebkę na łóżko.
-Fajnie, szukam jakiegoś filmu.- Odpowiedziała dziewczyna i nie patrząc na Noe zapytała- Dlaczego udajesz taki wesoły ton głosu? Co się stało?- Noemi ciężko usiadła na fotel, a Violet wyłączyła komputer i usiadła naprzeciwko niej.
-Po pierwsze idziesz do łazienki zmyć z twarzy tę tapetę i zrobić z tymi natapirowanymi, prostymi kudłami porządek.
-Z wielką chęcią.- Odpowiedziała dziewczyna i pomaszerowała w stronę łazienki. Po 20 minutach wyszła w luźnych spodenkach i koszulce z burzą loków na głowie, bez jakiegokolwiek makijażu. Na co dzień chodziła do szkoły w obcisłych spodniach, bluzkach z toną tapety na twarzy i z wyprostowanymi włosami. Nie lubiła siebie za to, ale nie dawała tego po sobie poznać. Violetta już zdążyła pościelić łóżka, zastawić stół słodyczami i wygodnie ułożyła się w fotelu. Noemi rzuciła się na łóżko.
-Teraz opowiadaj co jest.
-Mam już tego wszystkiego po dziurki w nosie. Tak naprawdę to okłamuję wszystkich dookoła, nawet siebie. Nikt nie wie jaka na prawdę jestem. Ja sama już też się pogubiłam. Nie wiem, czy jestem modnisią z toną tapety na twarzy, czy spokojną dziewczynką z burzą loków. Nie wiem, na prawdę nie wiem!- Spojrzała błagalnie na zamyśloną przyjaciółkę mając nadzieję, że usłyszy kilka słów pocieszenia i po raz pierwszy miała ochotę na kazanie, które zazwyczaj w takich sytuacjach prawiła jej Violet.
-Jeżeli to zrozumiałaś to chyba dobrze?- Powiedziała po chwili ciszy dziewczyna
-I co? Tylko tyle mi powiesz? Nic nie doradzisz?
-Jeżeli sama nie wiesz kim jesteś to ja też nie wiele o tobie wiem. Chyba czas na to, aby podjąć decyzję.
-Czego ma ta decyzja dotyczyć?- Zapytała wyraźnie zakłopotana Noemi
-Tego jaka chcesz być. Wolisz być zawsze modną, piękną, wylansowaną, czy zwykłą, przeciętną dziewczyną?
-Ja bym tak chciała trochę tego i tego.- Odpowiedziała Noemi, mrużąc oczy.
-Ty to naprawdę się pogubiłaś.- zakończyła rozmowę Violet. Po chwili zadzwonił telefon Noemi
-Słucham? Co się stało!? Ale jak? Bożee!!! Dobra spokojnie, opowiedz wszystko od początku.- Violetta słuchała przerażonej Noemi i nie mogła wywnioskować co się stało, wtedy dziewczyna włączyła tryb głośnomówiący i położyła palec na ustach, aby dać znak Violi, że ma być cicho.
-No więc tak...-mówiła w słuchawce zapłakana dziewczyna- Tom przyszedł do mnie i rozmawialiśmy, nawet nie wiem o co zaczął się później wykłócać. W końcu doprowadził mnie do takiego stanu, że wykrzyczałam mu w twarz, że to koniec i żeby więcej nie pokazywał mi się na oczy. Wybiegł z mojego domu i nie patrząc wbiegł na drogę. Jechał samochód...- W tym momencie dziewczyna wybuchnęła płaczem. Noemi spojrzała na przyjaciółkę, która siedziała obok zdębiała
-Nelly tylko spokojnie, mów dalej- Uspokoiła ją Noemi
-... I zaraz potem przyjechała karetka, zabrali go do szpitala. To wszystko moja wina! Gdyby nie ja wszystko skończyłoby się inaczej!- Krzyczała do telefonu rozhisteryzowana dziewczyna.- Nie wiesz kto może wiedzieć co z nim?
-Allan i ciocia Betty, w końcu pracuje w szpital, teraz ma dyżur...
-Błagam dowiedz się czegoś! Nie mam siły, żeby jechać do szpitala.- Mówiła Nelly
-Ok, tylko pamiętaj nie rób nic głupiego! Trzymaj się, będzie dobrze.
-Mam nadzieję, Pa i dziękuję
-Nie ma za co. Pa- Dziewczyna się rozłączyła.
-Violka możesz zadzwonić do swojej mamy i zapytać o Toma Jones'a? ja w tym czasie zadzwonię do Allana.
-Nie ma sprawy.- Odpowiedziała nieco otępiała dziewczyna. Noemi już wybrała numer Allana
-Allan? Cześć tu Noemi.
-O cześć.- Powiedział mało entuzjastycznie chłopak
-Wiesz co z Tomem?- Zapytała nie zwlekając
-Podobno go operują, ale lekarze nie chcą nic więcej powiedzieć.
-A gdzie teraz jesteś?
-Siedzę przed salą operacyjną w szpitalu.
-Od, zaraz tez tam będę.
-Myślę, że nie ma takiej potrzeby, ale jak wolisz. Nie bardzo chce mi się tu siedzieć samemu.
-Ok, do zobaczenia.
KONIEC
Taką czcionką pisane są rozmowy telefoniczne. mam nadzieję, że się spodoba :)
-Dzisiaj kolej na wieczorek u mnie. Pakuj się, tata po ciebie podjedzie.
-Ok, czekam.- Powiedziała dziewczyna i rzuciła się w stronę szafy, aby zabrać potrzebne rzeczy.
-Mamo!- Zawołała -Gdzie moje piżama?- Mama Noemi przybiegła do jej pokoju
-Pierze się, a gdzie ty się wybierasz?
-Do Violetty, dzisiaj piątek.
-A tak faktycznie, weź jakąś koszulkę.
-Dobra. - Pani Elizabeth wyszła. Po godzinie pod dom podjechał samochód Wujka Jack'a (ojca Violetty). Noemi zbiegła do kuchni z przewieszoną przez ramię torebką i z plecakiem w ręku.
-Wujek już jest. Pa mamo !
-No, cześć.- Zanim dojechali do Violetty stali jeszcze 15 minut w korku, wreszcie nadeszła ta upragniona chwila, kiedy po ponad godzinie przesiedzianej w samochodzie można było porządnie rozprostować nogi.
Noe weszła do pokoju przyjaciółki.
-Jestem, co porabiasz? -dziewczyna rzuciła plecak i torebkę na łóżko.
-Fajnie, szukam jakiegoś filmu.- Odpowiedziała dziewczyna i nie patrząc na Noe zapytała- Dlaczego udajesz taki wesoły ton głosu? Co się stało?- Noemi ciężko usiadła na fotel, a Violet wyłączyła komputer i usiadła naprzeciwko niej.
-Po pierwsze idziesz do łazienki zmyć z twarzy tę tapetę i zrobić z tymi natapirowanymi, prostymi kudłami porządek.
-Z wielką chęcią.- Odpowiedziała dziewczyna i pomaszerowała w stronę łazienki. Po 20 minutach wyszła w luźnych spodenkach i koszulce z burzą loków na głowie, bez jakiegokolwiek makijażu. Na co dzień chodziła do szkoły w obcisłych spodniach, bluzkach z toną tapety na twarzy i z wyprostowanymi włosami. Nie lubiła siebie za to, ale nie dawała tego po sobie poznać. Violetta już zdążyła pościelić łóżka, zastawić stół słodyczami i wygodnie ułożyła się w fotelu. Noemi rzuciła się na łóżko.
-Teraz opowiadaj co jest.
-Mam już tego wszystkiego po dziurki w nosie. Tak naprawdę to okłamuję wszystkich dookoła, nawet siebie. Nikt nie wie jaka na prawdę jestem. Ja sama już też się pogubiłam. Nie wiem, czy jestem modnisią z toną tapety na twarzy, czy spokojną dziewczynką z burzą loków. Nie wiem, na prawdę nie wiem!- Spojrzała błagalnie na zamyśloną przyjaciółkę mając nadzieję, że usłyszy kilka słów pocieszenia i po raz pierwszy miała ochotę na kazanie, które zazwyczaj w takich sytuacjach prawiła jej Violet.
-Jeżeli to zrozumiałaś to chyba dobrze?- Powiedziała po chwili ciszy dziewczyna
-I co? Tylko tyle mi powiesz? Nic nie doradzisz?
-Jeżeli sama nie wiesz kim jesteś to ja też nie wiele o tobie wiem. Chyba czas na to, aby podjąć decyzję.
-Czego ma ta decyzja dotyczyć?- Zapytała wyraźnie zakłopotana Noemi
-Tego jaka chcesz być. Wolisz być zawsze modną, piękną, wylansowaną, czy zwykłą, przeciętną dziewczyną?
-Ja bym tak chciała trochę tego i tego.- Odpowiedziała Noemi, mrużąc oczy.
-Ty to naprawdę się pogubiłaś.- zakończyła rozmowę Violet. Po chwili zadzwonił telefon Noemi
-Słucham? Co się stało!? Ale jak? Bożee!!! Dobra spokojnie, opowiedz wszystko od początku.- Violetta słuchała przerażonej Noemi i nie mogła wywnioskować co się stało, wtedy dziewczyna włączyła tryb głośnomówiący i położyła palec na ustach, aby dać znak Violi, że ma być cicho.
-No więc tak...-mówiła w słuchawce zapłakana dziewczyna- Tom przyszedł do mnie i rozmawialiśmy, nawet nie wiem o co zaczął się później wykłócać. W końcu doprowadził mnie do takiego stanu, że wykrzyczałam mu w twarz, że to koniec i żeby więcej nie pokazywał mi się na oczy. Wybiegł z mojego domu i nie patrząc wbiegł na drogę. Jechał samochód...- W tym momencie dziewczyna wybuchnęła płaczem. Noemi spojrzała na przyjaciółkę, która siedziała obok zdębiała
-Nelly tylko spokojnie, mów dalej- Uspokoiła ją Noemi
-... I zaraz potem przyjechała karetka, zabrali go do szpitala. To wszystko moja wina! Gdyby nie ja wszystko skończyłoby się inaczej!- Krzyczała do telefonu rozhisteryzowana dziewczyna.- Nie wiesz kto może wiedzieć co z nim?
-Allan i ciocia Betty, w końcu pracuje w szpital, teraz ma dyżur...
-Błagam dowiedz się czegoś! Nie mam siły, żeby jechać do szpitala.- Mówiła Nelly
-Ok, tylko pamiętaj nie rób nic głupiego! Trzymaj się, będzie dobrze.
-Mam nadzieję, Pa i dziękuję
-Nie ma za co. Pa- Dziewczyna się rozłączyła.
-Violka możesz zadzwonić do swojej mamy i zapytać o Toma Jones'a? ja w tym czasie zadzwonię do Allana.
-Nie ma sprawy.- Odpowiedziała nieco otępiała dziewczyna. Noemi już wybrała numer Allana
-Allan? Cześć tu Noemi.
-O cześć.- Powiedział mało entuzjastycznie chłopak
-Wiesz co z Tomem?- Zapytała nie zwlekając
-Podobno go operują, ale lekarze nie chcą nic więcej powiedzieć.
-A gdzie teraz jesteś?
-Siedzę przed salą operacyjną w szpitalu.
-Od, zaraz tez tam będę.
-Myślę, że nie ma takiej potrzeby, ale jak wolisz. Nie bardzo chce mi się tu siedzieć samemu.
-Ok, do zobaczenia.
KONIEC
Taką czcionką pisane są rozmowy telefoniczne. mam nadzieję, że się spodoba :)
sobota, 30 stycznia 2010
Nowe opowiadanie
Postanowiłam pisać o czymś innym. To już dawno straciło sens.
Teraz tytuł to:
`Karuzela Życia`
Przedstawienie postaci:
Noemi - dziewczyna na pozór wylansowana, lubiana, zabawna, duch towarzystwa. Nikt nie wie jakie ma problemy i dlaczego tak naprawdę zgrywa taką twardą, oprócz jej najlepszej przyjaciółki od serca Violetty.
Violetta - Najlepsza przyjaciółka Noemi, niestety mieszka dosyć daleko. Bardzo dobrze rozumie się z Noemi może to dlatego, że są kuzynkami. Jest o rok młodsza od Noemi
Nelly - Przyjaciółka Noemi, chodzi z Noe do klasy.
Amanda - przyjaciółka Noemi.
Syntia - Chodzi do klasy z Noemi. Rywalizują z Noemi, nienawidzą się.
Sarah
Jenny
Allan - Najładniejszy chłopak w klasie. Podoba się zarówno Noemi jak i Syntii
Tom
Luan
Eric
To osoby, wokół których będzie się wszystko kręciło. W trakcie poznacie innych :)
Serdecznie zapraszam do czytania . !
P.S. Imiona takie jak: Allan i Noemi bardzo mi się podobają, ale te osoby nie mają nic wspólnego z poprzednim opowiadaniem :)
Teraz tytuł to:
`Karuzela Życia`
Przedstawienie postaci:
Noemi - dziewczyna na pozór wylansowana, lubiana, zabawna, duch towarzystwa. Nikt nie wie jakie ma problemy i dlaczego tak naprawdę zgrywa taką twardą, oprócz jej najlepszej przyjaciółki od serca Violetty.
Violetta - Najlepsza przyjaciółka Noemi, niestety mieszka dosyć daleko. Bardzo dobrze rozumie się z Noemi może to dlatego, że są kuzynkami. Jest o rok młodsza od Noemi
Nelly - Przyjaciółka Noemi, chodzi z Noe do klasy.
Amanda - przyjaciółka Noemi.
Syntia - Chodzi do klasy z Noemi. Rywalizują z Noemi, nienawidzą się.
Sarah
Jenny
Allan - Najładniejszy chłopak w klasie. Podoba się zarówno Noemi jak i Syntii
Tom
Luan
Eric
To osoby, wokół których będzie się wszystko kręciło. W trakcie poznacie innych :)
Serdecznie zapraszam do czytania . !
P.S. Imiona takie jak: Allan i Noemi bardzo mi się podobają, ale te osoby nie mają nic wspólnego z poprzednim opowiadaniem :)
piątek, 29 stycznia 2010
Czas na mnie :)
Więc:
(Jeżeli to czytasz)
Chciałam przeprosić (w pewnym sensie) "Mary", za to że pisałam o Tobie różne rzeczy w tym opowiadaniu, ale jak przystało na taką okropną (za jaką mnie uważasz) musiałam się wyżyć. Coś za coś, z tym że ja nie dałam całej klasie linka do bloga, a nawet go zablokowałam. Zastanów się nad sobą czasem, bo sama nie potrafisz mi nic prosto w oczy powiedzieć, na GG mówisz wszystko co popadnie, a za pośrednictwem Ani przesyłasz mi jakieś durne `Jesteś głupia`. Nie sądzę, żeby to do końca było normalne. Kiedy wydawało mi się, że wszystko już ucichło znowu dowiaduję się, że za moimi plecami `nadajesz` na mnie. To chyba nie jest do końca fair, ale rób jak chcesz TWOJA sprawa.
Do wszystkich:
Wszystko co piszę na tym blogu (za wyjątkiem kilku pierwszych rozdziałów) nijak nie utożsamia się z moim (NASZYM KLASOWYM) realnym życiem. Muszę o czymś pisać, żeby się coś działo. No to miłego czytania :)
__________________________________________
xoxo
(Jeżeli to czytasz)
Chciałam przeprosić (w pewnym sensie) "Mary", za to że pisałam o Tobie różne rzeczy w tym opowiadaniu, ale jak przystało na taką okropną (za jaką mnie uważasz) musiałam się wyżyć. Coś za coś, z tym że ja nie dałam całej klasie linka do bloga, a nawet go zablokowałam. Zastanów się nad sobą czasem, bo sama nie potrafisz mi nic prosto w oczy powiedzieć, na GG mówisz wszystko co popadnie, a za pośrednictwem Ani przesyłasz mi jakieś durne `Jesteś głupia`. Nie sądzę, żeby to do końca było normalne. Kiedy wydawało mi się, że wszystko już ucichło znowu dowiaduję się, że za moimi plecami `nadajesz` na mnie. To chyba nie jest do końca fair, ale rób jak chcesz TWOJA sprawa.
Do wszystkich:
Wszystko co piszę na tym blogu (za wyjątkiem kilku pierwszych rozdziałów) nijak nie utożsamia się z moim (NASZYM KLASOWYM) realnym życiem. Muszę o czymś pisać, żeby się coś działo. No to miłego czytania :)
__________________________________________
xoxo
[009] - `Dzieliły nas milimetry [...]`
Nanc, przez cała drogę gapiła się na Matta, jak na jakiegoś boga (nie przesadzam!) Wydawało mi się, że nie potrafi się skupić na jeździe i cały czas próbuje jakoś się uporać z przeszywającym wzrokiem mojej upierdliwej, dobrej koleżanki. Postanowiłam go uratować
-Ej Nanc, możesz mi wytłumaczyć te kroki z rozgrzewki, bo jak wiesz trochę się spóźniłam i nie kapuję tego.- Nie dotarło
-Nancy!!!- Wrzasnęłam
-Co?- zapytała z wyczuwalnym wyrzutem.
-Wytłumacz mi proszę kroki z rozgrzewki!
-Nie krzycz po mnie!
-To mnie słuchaj, a nie... a nie bujaj w obłokach- Dokończyłam trochę zmieszana. Dziewczyna zaczęła mi wszystko po kolei tłumaczyć, a Matt odetchnął. Wreszcie dojechaliśmy pod mój dom.
-Wpadniecie na herbatę?- Zapytałam
-Nie mogę, spieszę się, może innym razem.- Odpowiedział Matt uśmiechając się
-Ja też nie mogę, muszę iść do sklepu, podwiezie mnie pan?- Głupszej wymówki nie słyszałam. Chłopakowi nie bardzo opowiadało towarzystwo zapatrzonej w niego Nancy, więc znów wkroczyłam do akcji
-Niedaleko jest spożywczak, przejdziesz się.- Powiedziałam i wytargałam ją z samochodu. Pożegnałyśmy się z instruktorem, a ten jak najszybciej odjechał. Myślę, że obawiał się, tego że Nanc wpakuje mu się jeszcze do samochodu.
-Co ty dziewczyno wyprawiasz?- Zapytałam jej
-On jest cuudowny!
-Och... daj spokój
-Dobra ja już lepiej idę do tego SKLEPU!
-Nie wpadniesz?
-Nie spieszę się, Pa!
-Na razie.- Dziewczyna odeszła, więc zostałam sama. W domu też nikogo nie było. Poszłam do pokoju, a że był piękny dzień, przebrałam się i wyszłam na spacer. Postanowiłam przejść się po parku, kiedy już przeszłam nie mały kawałek, usiadłam w cieniu na ławce. Zamknęłam oczy i delektowałam się słońcem, które w niektórych miejscach przedzierało się pomiędzy liśćmi. Nagle poczułam, że ktoś usiadł obok mnie. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że obok mnie usiadł Allan. Siedział z głową spuszczoną w dół, nic nie mówił.
-Prześladujesz mnie?- Zapytałam nieco rozbawiona
-W pewnym sensie.- Odpowiedział, zauważając mój dobry humor
-Więc wybaczam Ci
-Dzięki, o dobra kobieto!- Schylił się i zerwał z trawnika mała stokrotkę, którą mi wręczył
-Dzięki, o niedobry facecie.
-Przepraszam, że tak głupio wyszło ostatnio, chyba sam nie wiedziałem co mówię
-Dobra, to nie miejsce na takie rozmowy. Chodź pójdziemy w bardziej ustronne miejsce.- Wstałam z ławki i biegłam ścieżką, Allan za mną. W pewnej chwili skręciłam w jakieś krzaki przez które dosyć długo się przedzieraliśmy i wreszcie znaleźliśmy się nad jeziorkiem. Usiadłam na brzegu, chłopak rzucał do wody kamienie.
-Teraz możesz się tłumaczyć.- Zamknęłam oczy i położyłam się na trawie.
-Wiesz jak to jest. To było tak nagle, Mary wyleciała z takim krzykiem, że aż się przestraszyłem
-Znęca się nad tobą?- roześmiałam się
-Mogłabyś mi z łaski swojej nie przerywać?
-Dobra, kontynuuj
-Wypaliłem tak całkiem nie przemyślanie, a potem kiedy chciałem wszystko wytłumaczyć, zobaczyłem ciebie i... i jego. W twoim domu zareagowałem tak jakby mnie coś opętało, nie powiniem był tak robić, teraz cie przepraszam- Zbliżył się do mnie
-Ok, wybaczam- Uśmiechnęłam się. Zaczął się niebezpiecznie zbliżać, ja mimo, ze tego nie chciałam nie opierałam się. Dzieliły nas milimetry, kiedy obaj odwróciliśmy się w inną stronę i chórkiem powiedzieliśmy
-Nie..- Mnie to śmieszyło, on zachował powagę i powiedział:
***
C.D.N
Proszę Aniu ;p
Troszkę przykrótki, ale ma jakiś sens ;p
mam nadzieję, że ja się też wreszcie doczekam :)
-Ej Nanc, możesz mi wytłumaczyć te kroki z rozgrzewki, bo jak wiesz trochę się spóźniłam i nie kapuję tego.- Nie dotarło
-Nancy!!!- Wrzasnęłam
-Co?- zapytała z wyczuwalnym wyrzutem.
-Wytłumacz mi proszę kroki z rozgrzewki!
-Nie krzycz po mnie!
-To mnie słuchaj, a nie... a nie bujaj w obłokach- Dokończyłam trochę zmieszana. Dziewczyna zaczęła mi wszystko po kolei tłumaczyć, a Matt odetchnął. Wreszcie dojechaliśmy pod mój dom.
-Wpadniecie na herbatę?- Zapytałam
-Nie mogę, spieszę się, może innym razem.- Odpowiedział Matt uśmiechając się
-Ja też nie mogę, muszę iść do sklepu, podwiezie mnie pan?- Głupszej wymówki nie słyszałam. Chłopakowi nie bardzo opowiadało towarzystwo zapatrzonej w niego Nancy, więc znów wkroczyłam do akcji
-Niedaleko jest spożywczak, przejdziesz się.- Powiedziałam i wytargałam ją z samochodu. Pożegnałyśmy się z instruktorem, a ten jak najszybciej odjechał. Myślę, że obawiał się, tego że Nanc wpakuje mu się jeszcze do samochodu.
-Co ty dziewczyno wyprawiasz?- Zapytałam jej
-On jest cuudowny!
-Och... daj spokój
-Dobra ja już lepiej idę do tego SKLEPU!
-Nie wpadniesz?
-Nie spieszę się, Pa!
-Na razie.- Dziewczyna odeszła, więc zostałam sama. W domu też nikogo nie było. Poszłam do pokoju, a że był piękny dzień, przebrałam się i wyszłam na spacer. Postanowiłam przejść się po parku, kiedy już przeszłam nie mały kawałek, usiadłam w cieniu na ławce. Zamknęłam oczy i delektowałam się słońcem, które w niektórych miejscach przedzierało się pomiędzy liśćmi. Nagle poczułam, że ktoś usiadł obok mnie. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że obok mnie usiadł Allan. Siedział z głową spuszczoną w dół, nic nie mówił.
-Prześladujesz mnie?- Zapytałam nieco rozbawiona
-W pewnym sensie.- Odpowiedział, zauważając mój dobry humor
-Więc wybaczam Ci
-Dzięki, o dobra kobieto!- Schylił się i zerwał z trawnika mała stokrotkę, którą mi wręczył
-Dzięki, o niedobry facecie.
-Przepraszam, że tak głupio wyszło ostatnio, chyba sam nie wiedziałem co mówię
-Dobra, to nie miejsce na takie rozmowy. Chodź pójdziemy w bardziej ustronne miejsce.- Wstałam z ławki i biegłam ścieżką, Allan za mną. W pewnej chwili skręciłam w jakieś krzaki przez które dosyć długo się przedzieraliśmy i wreszcie znaleźliśmy się nad jeziorkiem. Usiadłam na brzegu, chłopak rzucał do wody kamienie.
-Teraz możesz się tłumaczyć.- Zamknęłam oczy i położyłam się na trawie.
-Wiesz jak to jest. To było tak nagle, Mary wyleciała z takim krzykiem, że aż się przestraszyłem
-Znęca się nad tobą?- roześmiałam się
-Mogłabyś mi z łaski swojej nie przerywać?
-Dobra, kontynuuj
-Wypaliłem tak całkiem nie przemyślanie, a potem kiedy chciałem wszystko wytłumaczyć, zobaczyłem ciebie i... i jego. W twoim domu zareagowałem tak jakby mnie coś opętało, nie powiniem był tak robić, teraz cie przepraszam- Zbliżył się do mnie
-Ok, wybaczam- Uśmiechnęłam się. Zaczął się niebezpiecznie zbliżać, ja mimo, ze tego nie chciałam nie opierałam się. Dzieliły nas milimetry, kiedy obaj odwróciliśmy się w inną stronę i chórkiem powiedzieliśmy
-Nie..- Mnie to śmieszyło, on zachował powagę i powiedział:
***
C.D.N
Proszę Aniu ;p
Troszkę przykrótki, ale ma jakiś sens ;p
mam nadzieję, że ja się też wreszcie doczekam :)
sobota, 9 stycznia 2010
[008] - `[...] wynoś się! `
Wleciałam do pokoju jak tornado, walnęłam drzwiami z całej siły i rzuciłam się na łóżko. Nie chciałam płakać i nie płakałam, nie chciałam z nim rozmawiać i nie rozmawiałam, chciałam być sama i byłam sama, ale mimo to było mi smutno. Po chwili wszedł za mną Allan, widząc go przewróciłam oczami i zsunęłam się z łóżka, siadając po turecku na podłodze.
-Nie chciałem, żeby tak wyszło.
-Ale wyszło! - nastała cisza - A w ogóle to nie mam ci się z czego tłumaczyć! Jesteś zwykłym kolegą, to ty powinieneś mi się tłumaczyć, tyle że ja nie chcę cię już dłużej słuchać, wynoś się!- Posłusznie wyszedł, miałam mieszane uczucia, ale kiedy usłyszałam zamykające się drzwi wejściowe poczułam ulgę. Do pokoju weszła Inez
-Nie za ostro?- Zapytała
-Według mnie w sam raz.
-Przesadziłaś jednak...
-Nie sądzę
-Dlaczego tak go potraktowałaś?
-Czyli nie wiesz co zrobił?
-Nie, ale z chęcią się dowiem.
-To słuchaj...- usiadła naprzeciwko mnie, a ja odpowiedziałam jej wszystko z najdrobniejszymi szczegółami, po tym zmieniła zdanie i stwierdziła, że za spokojnie go potraktowałam.
***
Kolejny poranek i kolejny dzień szkoły... Trzeba było wstać, żeby się nie spóźnić. Dzisiaj nie szłam już z takim entuzjazmem do szkoły jak dzień przed. Inez wyszła godzinę temu więc musiałam iść sama.
Weszłam do szkoły równo z dzwonkiem na lekcję, szybko podeszłam do szafki, otworzyłam ją i włożyłam wodę, bo dzisiaj lekcje `praktyczne` czyli taniec współczesny nie w teorii, a w praktyce.
-Czekałem na ciebie.- usłyszałam za plecami, wiedziałam kim był chłopak, który za mną stał.
-Wydawało mi się, że wczoraj wszystko sobie wyjaśniliśmy.- Powiedziałam udając się w stronę sali.
-To źle ci się wydawało!- Podniósł głos, ja nie zwróciłam uwagi i weszłam na salę, w której już się rozgrzewali. Szybko poszukałam wzrokiem Nancy i podbiegłam do niej. Załapałam o co chodzi, wydawało mi się, że instruktor nie zauważył mojego spóźnienia.
- Matt jest cudowny.- Powiedziała do mnie szeptem Nancy. `Kurcze przecież taniec współczesny prowadzi Matt, zapomniałam! Nie zauważyłam go wchodząc, ponieważ szukał czegoś w torbie i był odwrócony tyłem.`
-Noo.- Powiedziałam rozmarzona przypominając sobie wczorajsze wydarzenia.
Po zajęciach, kiedy już wychodziliśmy z sali Matt podszedł do mnie.
-Spóźniła się pani dzisiaj, proszę zostać- Powiedział dosyć surowo, Nancy wzruszyła ramionami i dała mi znać, że będzie czekała przed wyjściem. Wszyscy wyszli, a Matt zamknął drzwi.
-Panie instruktorze ja nic nie zrobiłam, po prostu zaspałam.- Powiedziałam ledwie powstrzymując śmiech
-Wiem, że panienka nie zaspała.- Powiedział wybuchając śmiechem -Tak na prawdę zatrzymałem cię dlatego, że widziałem dlaczego się spóźniłaś, czego chciał?
-Dałam sobie radę, mogę już iść? Nancy na mnie czeka.
-Nie podrzucić was?- Zapytał podrzucając kluczykami
-Co sobie pomyśli?
-Daj spokój chodź!- Nie opierałam się, nie miałam siły po tym wcisku. Po drodze wzięłam za rękę Nancy
-Dzisiaj podwiezie nas instruktor, bo jedzie akurat w moją stronę, idziesz do mnie na kawę?- Zapytałam jej, została nieruchoma, po długiej chwili wydukała
-Ok - Ok -Ok - Ok-ej
-Co???
-Okej!- Chyba się ocknęła.
-Chodźcie już!- Zawołał Matt. Pobiegłyśmy w stronę samochodu.
***
Nareszcie opublikowany ;pp
Inez pozdr ;]
-Nie chciałem, żeby tak wyszło.
-Ale wyszło! - nastała cisza - A w ogóle to nie mam ci się z czego tłumaczyć! Jesteś zwykłym kolegą, to ty powinieneś mi się tłumaczyć, tyle że ja nie chcę cię już dłużej słuchać, wynoś się!- Posłusznie wyszedł, miałam mieszane uczucia, ale kiedy usłyszałam zamykające się drzwi wejściowe poczułam ulgę. Do pokoju weszła Inez
-Nie za ostro?- Zapytała
-Według mnie w sam raz.
-Przesadziłaś jednak...
-Nie sądzę
-Dlaczego tak go potraktowałaś?
-Czyli nie wiesz co zrobił?
-Nie, ale z chęcią się dowiem.
-To słuchaj...- usiadła naprzeciwko mnie, a ja odpowiedziałam jej wszystko z najdrobniejszymi szczegółami, po tym zmieniła zdanie i stwierdziła, że za spokojnie go potraktowałam.
***
Kolejny poranek i kolejny dzień szkoły... Trzeba było wstać, żeby się nie spóźnić. Dzisiaj nie szłam już z takim entuzjazmem do szkoły jak dzień przed. Inez wyszła godzinę temu więc musiałam iść sama.
Weszłam do szkoły równo z dzwonkiem na lekcję, szybko podeszłam do szafki, otworzyłam ją i włożyłam wodę, bo dzisiaj lekcje `praktyczne` czyli taniec współczesny nie w teorii, a w praktyce.
-Czekałem na ciebie.- usłyszałam za plecami, wiedziałam kim był chłopak, który za mną stał.
-Wydawało mi się, że wczoraj wszystko sobie wyjaśniliśmy.- Powiedziałam udając się w stronę sali.
-To źle ci się wydawało!- Podniósł głos, ja nie zwróciłam uwagi i weszłam na salę, w której już się rozgrzewali. Szybko poszukałam wzrokiem Nancy i podbiegłam do niej. Załapałam o co chodzi, wydawało mi się, że instruktor nie zauważył mojego spóźnienia.
- Matt jest cudowny.- Powiedziała do mnie szeptem Nancy. `Kurcze przecież taniec współczesny prowadzi Matt, zapomniałam! Nie zauważyłam go wchodząc, ponieważ szukał czegoś w torbie i był odwrócony tyłem.`
-Noo.- Powiedziałam rozmarzona przypominając sobie wczorajsze wydarzenia.
Po zajęciach, kiedy już wychodziliśmy z sali Matt podszedł do mnie.
-Spóźniła się pani dzisiaj, proszę zostać- Powiedział dosyć surowo, Nancy wzruszyła ramionami i dała mi znać, że będzie czekała przed wyjściem. Wszyscy wyszli, a Matt zamknął drzwi.
-Panie instruktorze ja nic nie zrobiłam, po prostu zaspałam.- Powiedziałam ledwie powstrzymując śmiech
-Wiem, że panienka nie zaspała.- Powiedział wybuchając śmiechem -Tak na prawdę zatrzymałem cię dlatego, że widziałem dlaczego się spóźniłaś, czego chciał?
-Dałam sobie radę, mogę już iść? Nancy na mnie czeka.
-Nie podrzucić was?- Zapytał podrzucając kluczykami
-Co sobie pomyśli?
-Daj spokój chodź!- Nie opierałam się, nie miałam siły po tym wcisku. Po drodze wzięłam za rękę Nancy
-Dzisiaj podwiezie nas instruktor, bo jedzie akurat w moją stronę, idziesz do mnie na kawę?- Zapytałam jej, została nieruchoma, po długiej chwili wydukała
-Ok - Ok -Ok - Ok-ej
-Co???
-Okej!- Chyba się ocknęła.
-Chodźcie już!- Zawołał Matt. Pobiegłyśmy w stronę samochodu.
***
Nareszcie opublikowany ;pp
Inez pozdr ;]
czwartek, 7 stycznia 2010
[007] - `zobaczyłam przez załzawione oczy sylwetkę jakiegoś chłopaka`
...nie, nie przejęłam się tym, uśmiechnęłam się do wszystkich i razem z Nancy usiadłyśmy na podłodze (jak wszyscy) przed wielkimi lustrami, po chwili pozbierali się wszyscy (łącznie z Mary). Na salę wszedł starszy facet (koło 30 lat? ) był naszym wychowawcą.
- Witam was wszystkich w nowym roku szkolnym! Nazywam się Andrew Camel. Mamy kilka nowych uczniów i uczennic, a także... nowego instruktora! Matt wejdź!- Przywitał się nasz wychowawca i wskazał na drzwi przez, które po chwili wszedł chłopak w naszym wieku. Był ładny, nie co ja mówię! Był BOOOSKI! Całkiem zapomniałam o całej sytuacji z Allanem teraz tylko przed oczami był MATT i zdaje się, że nie tylko przed moimi. Wszystkie dziewczyny patrzyły na niego jak na cud (nie wyłączając Nancy i Mary). Po chwili odezwał się Andrew
-To mój bratanek, będzie was uczył tańca współczesnego, którego w tym roku macie najwięcej.
-Cześć- Powiedział troszkę zmieszany chłopak
-Przejdźmy do konkretów, może zapoznam się z nowymi uczniami i przy okazji przypomnę sobie was.- Zażartował nauczyciel. `Teraz będzie zabawa, kiedy Mary dowie się, że ja to ja`. Po kilku wyczytanych nazwiskach nadszedł czas na mnie
-Noemi Corez!- Rozległ się głos nauczyciela. Wstałam i odruchowo popatrzyłam na Mary, która zamarła i zwróciła na mnie z przerażeniem oczy. Uśmiechnęłam się do niej gardząco i usiadłam z powrotem na miejsce. Po wszystkich formalnościach pan Camel wypuścił nas do domu. Kiedy wychodziłam spotkałam w drzwiach Allana. Nancy już poszła, a ja zatrzymałam się, żeby z nim pogadać. Rozmawialiśmy krótką chwilkę i wymieniliśmy się numerami telefonów. Po dłuższej chwili na horyzoncie pojawiła się Marrrrrry ;/ było to w momencie kiedy przytuliliśmy się na pożegnanie. Podbiegła szybko z krzykiem
-Co to ma znaczyć!?- Al zaraz zaczął się tłumaczyć
-Rzuciła się na mnie, nie znam jej! Wiesz przecież, że tylko ty się liczysz nie jakieś wariatki!- Objął ją i poszli, dziewczyna popatrzyła na mnie z chytrym uśmieszkiem. Wmurowało mnie w schody, na których aktualnie stałam. Kiedy weszli za róg usiadłam, a w głowie rozbrzmiewały mi jego słowa, po policzkach leciały mi łzy. Siedziałam bez ruchu, nagle otworzyły się drzwi i ze szkoły wybiegł Matt, przebiegł obok mnie i zniknął za rogiem. Teraz tym bardziej zaczęłam ryczeć. Schowałam głowę w ramiona, kiedy po dłuższej chwili ją podniosłam zobaczyłam przez załzawione oczy sylwetkę jakiegoś chłopaka, minęła chwilka zanim obraz mi się `zregulował` i ujrzałam przed sobą Matta. Chwycił mnie delikatnie za ramię i usiadł obok.
-Co się stało, Noemi?- Zapytał. `Skąd on zna moje imię!? A no tak przecież Andrew mnie przedstawiał`, nie wiedziałam co odpowiedzieć
-Nic - rzuciłam bezmyślnie, a po policzkach znowu spłynęło kilka łez. Chłopak widocznie nie wiedział co zrobić, objął mnie delikatnie. Właśnie tego było mi teraz trzeba. Przytuliłam się lekko, nie zauważyłam nawet Allana, który wyłonił się zza rogu, podejrzewam, że chciał wszystko wytłumaczyć. Dopiero kiedy podniosłam wzrok ujrzałam go, on tylko pokręcił głową i poszedł sobie, nie obchodziło mnie to.
-Teraz powiesz mi co się stało? -Zapytał Matt odsuwając się. Opowiedziałam mu wszystko po kolei od czasów podstawówki rozpoczynając. Zajęło mi to dużo czasu i kiedy już skończyłam moje opowiadanie i ochłonęłam, powiedziałam nerwowo
-Kiedy wybiegałeś ze szkoły wydawało mi się, że gdzieś się spieszysz, to znaczy pan się gdzieś spieszy.
-O cholera! Zapomniałem, no nic- Powiedział spokojnie - A z tym panem to daj sobie spokój Matt jestem.- Powiedział podając rękę
-Noemi.- uścisnęłam jego dłoń.
-Podrzucić cię do domu?
-Jeżeli to nie problem?
-Jasne, że nie, chodź!- powiedział ciągnąc mnie. Nie chciało mi się wstawać więc zapierałam się jak tylko mogłam. Nagle wziął mnie na ręce, przerzucił prze ramię i zaniósł do samochodu, co wywołało na mojej twarzy uśmiech. Usiadł za kierownicę dysząc.
-Bez przesady, znowu taka ciężka to ja nie jestem!- Powiedziałam
-Wydaje Ci się.
-Ooo... Nie daruję ci! Jeszcze popamiętasz.- Klepnęłam go w ramię
-Dobra, dobra gdzie mieszkasz?
-`Beauty Street 128`.- Przez resztę drogi żartowaliśmy, kiedy dojechaliśmy, pod dom nie chciałam wysiadać.
-Znowu mam cię przenieść?- Zapytał z uśmiechem
-Tym razem wyjdę sama, wstąpisz na herbatę?
-Nie, przepraszam, ale może innym razem, jak już wiesz śpieszę się.- Uśmiechnął się. Podziękowałam mu za podwózkę i uścisnęłam na pożegnanie. Stanęłam przed drzwiami wejściowymi poprawiając się nieco w szybie ;p Wreszcie weszłam, rzuciłam torebkę na wieszak i poszłam odetchnąć na taras. Zobaczyłam na nim... Allana, szybko skierowałam się w tył, ale zobaczył mnie.
-Stój!- Powiedział, a ja jak komputer stanęłam i ociężale zwróciłam się w jego stronę.
-Co!?
-A jak myślisz?
-Tak jak wszystkie wariatki!
-Przestań!
-Co przestań!? Daj sobie spokój! Po co w ogóle tutaj przyszedłeś!? Żeby mi robić wyrzuty, tak!? Z jakiego powodu, że powiedziałeś, że mnie nie znasz i że jestem wariatką!? Już to wiem nie wysilaj się!
-Wiesz przecież dlaczego tak powiedziałem!
-Nie wiem, wytłumacz mi!- Zapadła cisza, postanowiłam nie ciągnąć tego dalej i pobiegłam do pokoju.
***
FINISH!
Myślę, że się podoba proszę o komenty! :)
- Witam was wszystkich w nowym roku szkolnym! Nazywam się Andrew Camel. Mamy kilka nowych uczniów i uczennic, a także... nowego instruktora! Matt wejdź!- Przywitał się nasz wychowawca i wskazał na drzwi przez, które po chwili wszedł chłopak w naszym wieku. Był ładny, nie co ja mówię! Był BOOOSKI! Całkiem zapomniałam o całej sytuacji z Allanem teraz tylko przed oczami był MATT i zdaje się, że nie tylko przed moimi. Wszystkie dziewczyny patrzyły na niego jak na cud (nie wyłączając Nancy i Mary). Po chwili odezwał się Andrew
-To mój bratanek, będzie was uczył tańca współczesnego, którego w tym roku macie najwięcej.
-Cześć- Powiedział troszkę zmieszany chłopak
-Przejdźmy do konkretów, może zapoznam się z nowymi uczniami i przy okazji przypomnę sobie was.- Zażartował nauczyciel. `Teraz będzie zabawa, kiedy Mary dowie się, że ja to ja`. Po kilku wyczytanych nazwiskach nadszedł czas na mnie
-Noemi Corez!- Rozległ się głos nauczyciela. Wstałam i odruchowo popatrzyłam na Mary, która zamarła i zwróciła na mnie z przerażeniem oczy. Uśmiechnęłam się do niej gardząco i usiadłam z powrotem na miejsce. Po wszystkich formalnościach pan Camel wypuścił nas do domu. Kiedy wychodziłam spotkałam w drzwiach Allana. Nancy już poszła, a ja zatrzymałam się, żeby z nim pogadać. Rozmawialiśmy krótką chwilkę i wymieniliśmy się numerami telefonów. Po dłuższej chwili na horyzoncie pojawiła się Marrrrrry ;/ było to w momencie kiedy przytuliliśmy się na pożegnanie. Podbiegła szybko z krzykiem
-Co to ma znaczyć!?- Al zaraz zaczął się tłumaczyć
-Rzuciła się na mnie, nie znam jej! Wiesz przecież, że tylko ty się liczysz nie jakieś wariatki!- Objął ją i poszli, dziewczyna popatrzyła na mnie z chytrym uśmieszkiem. Wmurowało mnie w schody, na których aktualnie stałam. Kiedy weszli za róg usiadłam, a w głowie rozbrzmiewały mi jego słowa, po policzkach leciały mi łzy. Siedziałam bez ruchu, nagle otworzyły się drzwi i ze szkoły wybiegł Matt, przebiegł obok mnie i zniknął za rogiem. Teraz tym bardziej zaczęłam ryczeć. Schowałam głowę w ramiona, kiedy po dłuższej chwili ją podniosłam zobaczyłam przez załzawione oczy sylwetkę jakiegoś chłopaka, minęła chwilka zanim obraz mi się `zregulował` i ujrzałam przed sobą Matta. Chwycił mnie delikatnie za ramię i usiadł obok.
-Co się stało, Noemi?- Zapytał. `Skąd on zna moje imię!? A no tak przecież Andrew mnie przedstawiał`, nie wiedziałam co odpowiedzieć
-Nic - rzuciłam bezmyślnie, a po policzkach znowu spłynęło kilka łez. Chłopak widocznie nie wiedział co zrobić, objął mnie delikatnie. Właśnie tego było mi teraz trzeba. Przytuliłam się lekko, nie zauważyłam nawet Allana, który wyłonił się zza rogu, podejrzewam, że chciał wszystko wytłumaczyć. Dopiero kiedy podniosłam wzrok ujrzałam go, on tylko pokręcił głową i poszedł sobie, nie obchodziło mnie to.
-Teraz powiesz mi co się stało? -Zapytał Matt odsuwając się. Opowiedziałam mu wszystko po kolei od czasów podstawówki rozpoczynając. Zajęło mi to dużo czasu i kiedy już skończyłam moje opowiadanie i ochłonęłam, powiedziałam nerwowo
-Kiedy wybiegałeś ze szkoły wydawało mi się, że gdzieś się spieszysz, to znaczy pan się gdzieś spieszy.
-O cholera! Zapomniałem, no nic- Powiedział spokojnie - A z tym panem to daj sobie spokój Matt jestem.- Powiedział podając rękę
-Noemi.- uścisnęłam jego dłoń.
-Podrzucić cię do domu?
-Jeżeli to nie problem?
-Jasne, że nie, chodź!- powiedział ciągnąc mnie. Nie chciało mi się wstawać więc zapierałam się jak tylko mogłam. Nagle wziął mnie na ręce, przerzucił prze ramię i zaniósł do samochodu, co wywołało na mojej twarzy uśmiech. Usiadł za kierownicę dysząc.
-Bez przesady, znowu taka ciężka to ja nie jestem!- Powiedziałam
-Wydaje Ci się.
-Ooo... Nie daruję ci! Jeszcze popamiętasz.- Klepnęłam go w ramię
-Dobra, dobra gdzie mieszkasz?
-`Beauty Street 128`.- Przez resztę drogi żartowaliśmy, kiedy dojechaliśmy, pod dom nie chciałam wysiadać.
-Znowu mam cię przenieść?- Zapytał z uśmiechem
-Tym razem wyjdę sama, wstąpisz na herbatę?
-Nie, przepraszam, ale może innym razem, jak już wiesz śpieszę się.- Uśmiechnął się. Podziękowałam mu za podwózkę i uścisnęłam na pożegnanie. Stanęłam przed drzwiami wejściowymi poprawiając się nieco w szybie ;p Wreszcie weszłam, rzuciłam torebkę na wieszak i poszłam odetchnąć na taras. Zobaczyłam na nim... Allana, szybko skierowałam się w tył, ale zobaczył mnie.
-Stój!- Powiedział, a ja jak komputer stanęłam i ociężale zwróciłam się w jego stronę.
-Co!?
-A jak myślisz?
-Tak jak wszystkie wariatki!
-Przestań!
-Co przestań!? Daj sobie spokój! Po co w ogóle tutaj przyszedłeś!? Żeby mi robić wyrzuty, tak!? Z jakiego powodu, że powiedziałeś, że mnie nie znasz i że jestem wariatką!? Już to wiem nie wysilaj się!
-Wiesz przecież dlaczego tak powiedziałem!
-Nie wiem, wytłumacz mi!- Zapadła cisza, postanowiłam nie ciągnąć tego dalej i pobiegłam do pokoju.
***
FINISH!
Myślę, że się podoba proszę o komenty! :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)