piątek, 29 stycznia 2010

[009] - `Dzieliły nas milimetry [...]`

Nanc, przez cała drogę gapiła się na Matta, jak na jakiegoś boga (nie przesadzam!) Wydawało mi się, że nie potrafi się skupić na jeździe i cały czas próbuje jakoś się uporać z przeszywającym wzrokiem mojej upierdliwej, dobrej koleżanki. Postanowiłam go uratować
-Ej Nanc, możesz mi wytłumaczyć te kroki z rozgrzewki, bo jak wiesz trochę się spóźniłam i nie kapuję tego.- Nie dotarło
-Nancy!!!- Wrzasnęłam
-Co?- zapytała z wyczuwalnym wyrzutem.
-Wytłumacz mi proszę kroki z rozgrzewki!
-Nie krzycz po mnie!
-To mnie słuchaj, a nie... a nie bujaj w obłokach- Dokończyłam trochę zmieszana. Dziewczyna zaczęła mi wszystko po kolei tłumaczyć, a Matt odetchnął. Wreszcie dojechaliśmy pod mój dom.
-Wpadniecie na herbatę?- Zapytałam
-Nie mogę, spieszę się, może innym razem.- Odpowiedział Matt uśmiechając się
-Ja też nie mogę, muszę iść do sklepu, podwiezie mnie pan?- Głupszej wymówki nie słyszałam. Chłopakowi nie bardzo opowiadało towarzystwo zapatrzonej w niego Nancy, więc znów wkroczyłam do akcji
-Niedaleko jest spożywczak, przejdziesz się.- Powiedziałam i wytargałam ją z samochodu. Pożegnałyśmy się z instruktorem, a ten jak najszybciej odjechał. Myślę, że obawiał się, tego że Nanc wpakuje mu się jeszcze do samochodu.
-Co ty dziewczyno wyprawiasz?- Zapytałam jej
-On jest cuudowny!
-Och... daj spokój
-Dobra ja już lepiej idę do tego SKLEPU!
-Nie wpadniesz?
-Nie spieszę się, Pa!
-Na razie.- Dziewczyna odeszła, więc zostałam sama. W domu też nikogo nie było. Poszłam do pokoju, a że był piękny dzień, przebrałam się i wyszłam na spacer. Postanowiłam przejść się po parku, kiedy już przeszłam nie mały kawałek, usiadłam w cieniu na ławce. Zamknęłam oczy i delektowałam się słońcem, które w niektórych miejscach przedzierało się pomiędzy liśćmi. Nagle poczułam, że ktoś usiadł obok mnie. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że obok mnie usiadł Allan. Siedział z głową spuszczoną w dół, nic nie mówił.
-Prześladujesz mnie?- Zapytałam nieco rozbawiona
-W pewnym sensie.- Odpowiedział, zauważając mój dobry humor
-Więc wybaczam Ci
-Dzięki, o dobra kobieto!- Schylił się i zerwał z trawnika mała stokrotkę, którą mi wręczył
-Dzięki, o niedobry facecie.
-Przepraszam, że tak głupio wyszło ostatnio, chyba sam nie wiedziałem co mówię
-Dobra, to nie miejsce na takie rozmowy. Chodź pójdziemy w bardziej ustronne miejsce.- Wstałam z ławki i biegłam ścieżką, Allan za mną. W pewnej chwili skręciłam w jakieś krzaki przez które dosyć długo się przedzieraliśmy i wreszcie znaleźliśmy się nad jeziorkiem. Usiadłam na brzegu, chłopak rzucał do wody kamienie.
-Teraz możesz się tłumaczyć.- Zamknęłam oczy i położyłam się na trawie.
-Wiesz jak to jest. To było tak nagle, Mary wyleciała z takim krzykiem, że aż się przestraszyłem
-Znęca się nad tobą?- roześmiałam się
-Mogłabyś mi z łaski swojej nie przerywać?
-Dobra, kontynuuj
-Wypaliłem tak całkiem nie przemyślanie, a potem kiedy chciałem wszystko wytłumaczyć, zobaczyłem ciebie i... i jego. W twoim domu zareagowałem tak jakby mnie coś opętało, nie powiniem był tak robić, teraz cie przepraszam- Zbliżył się do mnie
-Ok, wybaczam- Uśmiechnęłam się. Zaczął się niebezpiecznie zbliżać, ja mimo, ze tego nie chciałam nie opierałam się.
Dzieliły nas milimetry, kiedy obaj odwróciliśmy się w inną stronę i chórkiem powiedzieliśmy
-Nie..- Mnie to śmieszyło, on zachował powagę i powiedział:
***
C.D.N
Proszę Aniu ;p
Troszkę przykrótki, ale ma jakiś sens ;p
mam nadzieję, że ja się też wreszcie doczekam :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz