niedziela, 8 lipca 2012

[014]

 Kolejny dzień, kolejne problemy, żeby tylko znaleźć siłę na ich pokonanie. Noemi leżała w łóżku wczesnym rankiem. Przypominała sobie wydarzenia poprzedniego dnia, które całkowicie ją dobiły, nie miała siły wstać z łóżka. Na dodatek dzień wcześniej ucierpiała również kostka dziewczyny, która teraz niemiłosiernie piekła."wyjeżdżam, wyjeżdżam, wyjeżdżam, Szwajcaria" te słowa spędzały sen z powiek Noemi. Viola wyjeżdża - to niemożliwe, powtarzała sobie. Przecież tyle razem przeszły, to się nie mogło tak skończyć. Nie teraz, kiedy najbardziej potrzebowała przyjaciółki, była na skraju załamania nerwowego. Na dodatek była w trakcie ostatniej klasy, czekały ją egzaminy, a ona już i tak miała masę zaległości. Nie mogła się skupić na niczym, nie potrafiła nawet zebrać sił, żeby zabrać telefon z szafki nocnej. Już sama nie wiedziała co ma myśleć, komu ufać... Nagle w głowie zaświtała jej jedna myśl - TOM. Tom, który leży w szpitalu. Tom, z którym nawiązała bliższe relacje. Tom, któremu się podobała. Tom, który... był byłym chłopakiem jej przyjaciółki. Jednak stwierdziła, że musi z kimś pogadać i na pewno nie będzie to Viola, ani Nelly. Zerwała się z łóżka zbyt gwałtownie i upadła na ziemię, pech chciał, że akurat do jej pokoju bez ostrzeżenia wszedł  ojciec
- Noemi! Co się dzieje!?
- Kostka - zdołała powiedzieć przez zaciśnięte zęby dziewczyna, czując, ze łzy nabiegają jej do oczu.
- Jedziemy do szpitala - zakomenderował tata. Ok, to widocznie nie był pech - miała świetną okazję, żeby porozmawiać z Tomem.

Noemi siedziała przed gabinetem lekarskim ze swoim ojcem. Oboje z naburmuszonymi minami.
- Tatooooooo, no dlaczego nie pozwolisz mi odwiedzić kolegi!?
- Już ci powiedziałem, że możesz, ale tylko w mojej obecności. Nie puszczę cię samej kilka pięter wyżej z tą nogą.
- A wiesz co to jest winda!? - krzyknęła zdenerwowana dziewczyna. Miała świetną okazję, by porozmawiać z Tomem, ale jej nadopiekuńczy ojciec nie chciał jej pozwolić na "taki wysiłek" - jak określał wjechanie widną kilka pięter wyżej i przejście przez połowę korytarza o kulach...
- Nie krzycz - to po pierwsze, a po drugie... - nie dokończył, bo zadzwonił telefon - Musze odebrać, a ty... nie ruszaj się stąd -ostrzegł córkę, ale kiedy tylko wszedł za róg, zerwała się z krzesła i jak najszybciej się dało, pokuśtykała w stronę windy. Wyjechała na piąte piętro, szybko znalazła salę nr. 46, bez wahania weszła i zastała w niej śpiącego Toma.
- Trudno - powiedziała do siebie i obudziła chłopaka, uderzeniem w policzek.
- Co? - wymruczał i otwierał powoli oczy - A niech mnie... Co ty tu robisz?
- Przyszłam cię odwiedzić, a właściwie "uciekłam cię odwiedzić", wiec muszę się sprężać, bo mój ojciec będzie tu maksymalnie za 10 minut i urządzi mi niezłe piekiełko, a muszę z kimś pogadać i padło na ciebie, więc słuchaj mnie - powiedziała jednym tchem. Chłopak był trochę zdziwiony i trochę zasapany, ale mimo wszystko wysłuchał opowieści o tym, że Allan chodzi z Amy, najlepsza przyjaciółka Noe wyjeżdża do Szwajcarii i że nie chce się jej już żyć, ani wracać do szkoły.
- Słuchaj mała... Ja wiem, że jest ci ciężko, ale musisz to po prostu olać. Widocznie Al na ciebie nie zasługuje, a może chce w tobie wzbudzić zazdrość, nie zwracaj na to uwagi - tak będzie najłatwiej...
- No ty chyba zwariowałeś! jak ja mam to olać!? To wyobraź sobie, że Allan chodzi z Nel i teraz spróbuj to olać, bo to wszystko nie takie łatwe!
- To w takim razie co chcesz zrobić? - zdenerwował się Tom, dziewczyna dziwnie na niego popatrzyła, a po chwili wybuchnęła
- Chodź ze mną!
- Gdzie? - zapytał zdezorientowany
- Tępy jesteś - roześmiała się Noemi - Bądź ze mną w związku, ale w takim udawanym, żeby zrobić na złość Allanowi - poruszyła brwiami
- O nie! Mnie nie mieszaj w te wasze babskie intrygi - uniósł dwie ręce do góry w geście kapitulacji, dziewczyna zmarkotniała - A jeśli chodzi o Viole to maksymalnie wykorzystaj ten czas, który ci z nią pozostał, a potem.. przecież istnieją telefony, komputery, pewnie będzie wracać do kraju, może ty też kiedyś do niej pojedziesz.
- Ale boję się, że to już nie będzie to samo, znajdzie sobie inne przyjaciółki -Noemi spuściła głowę w dół
- Jak długo już się przyjaźnicie? - zapytał chłopak
- Od dziecka, od kiedy pamiętam, a co to ma do rzeczy? - odpowiedziała pytaniem na pytanie
- A to, że powiedz mi, jak taka przyjaźń nagle ma prysnąć? Nie można tego zerwać, to zbyt długi okres czasu, przemyśl to - uśmiechnął się, Noemi również.
- Dzięki, dobry z ciebie terapeuta, ale muszę już lecieć - pocałowała kolegę w policzek i wyszła z sali.

- Teraz to już masz przekichane - odezwał się złowieszczo ojciec Noemi, kiedy tylko zobaczył ją wychodząca z windy 

sobota, 22 stycznia 2011

[013]

 Kiedy Nelly poszła do swojego domu Noemi usiadła zrezygnowana na łóżku i zapłakała. Sama nie wiedziała dlaczego, po prostu nie miała już siły. Zadzwonił telefon, dzwonił bardzo długo, więc wreszcie go odebrała i rzuciła tylko oschłe
- Halo!
- Hej! To ja Viola, muszę ci coś koniecznie powiedzieć, ale to nie na telefon. Jestem już w drodze do ciebie, będę za jakieś 15 minut.
- Aha... - rozłączyła się i rzuciła telefonem o ścianę, usiadła na parapecie z poduszką w ręce i patrzyła na zachmurzone niebo. Nagle zaczęło padać, ludzie na ulicy zaczęli szybciej chodzić i chować się do przypadkowych sklepów, dziewczyna zapłakała po raz kolejny, a deszcz się nasilił, rzuciła poduszką o ziemię, myślała o Nim i o Niej, o tej głupiej paplaninie przyjaciółki i o wszystkim innym, zeskoczyła z parapetu, zapominając o swojej nodze w gipsie, przeszył ją ostry ból i upadła na podłogę, płacząc tym razem z bólu.
- Noe! - do pokoju weszła Viola i podbiegła do przyjaciółki - Co się stało, Noemi wstań! - uklękła przy niej i zapłakała, Noemi podniosła głowę patrząc na nią
- Co się stało? - wychlipała
- Przeprowadzam się, przeprowadzam się do Szwajcarii, mama dostała tam pracę... - przyjaciółki wtuliły się w siebie, Noemi wychlipała tylko
- Dlaczego tak się wszystko toczy?
- Nie wiem...
- Nie możesz mi tego zrobić! - Noemi wstała ostrożnie i usiadła na łóżku sycząc z bólu
- Co ci jest? - zapytała troskliwie Viola, siadając na podłodze po turecku.
- Nic! Wyjdź! Albo nie... zostań!
- Noemi, ja nigdy bym ci tego nie zrobiła, ale sama zrozum! Mam tutaj zostać sama!? Mam dopiero 15 lat...
- Gdybyś chciała, to wymyśliłabyś coś, cokolwiek! Nie możesz mnie teraz zostawić! - krzyczała i szlochała na przemian
- To może ty masz jeden ze swoich genialnych pomysłów!? - Violi puściły nerwy, Noe nie miała siły dłużej kłócić się z przyjaciółką. Osoba, którą kochała najbardziej na świecie, z którą przyjaźniła się od najmłodszych lat, której mówiła wszystko i nie miała przed nią żadnych tajemnic - właśnie jej oznajmiła, że przeprowadza się do innego kraju, Noemi nie mieściło się to w głowie.
- Ty mnie zostawiasz... - łzy znów napłynęły jej do oczu - Allan ma inną, w dodatku moją przyjaciółkę - pojedyncza łza stoczyła się po policzku Noemi - siedzę w domu ze złamaną kostką i nikt, po prostu NIKT się tym nie interesuje! Ja wiem, że nie wszystko kręci się wokół mnie, ale powiedz mi, jak ja sobie bez ciebie poradzę!? Nie dam rady! Kto wie, czy dożyłabym do tego momentu gdyby nie ty! A teraz!? Tak po prostu mnie zostawiasz!? Z dnia na dzień? - strumienie łez płynęły jej po policzkach, Viola tarła oczy. Noemi czuła, że ją rani, ale to co ona czuła było nie do opisania. Viola wiedziała, że będzie jej to przeżyć łatwiej niż Noemi, która już nie raz próbowała ze sobą skończyć, nie chciała, żeby zdarzyło się to po raz kolejny i to jeszcze przez nią.
- Czy ty myślisz, że to jest dla mnie łatwe? - wychlipała Violetta, Noemi przytuliła ją do siebie i razem siedziały płacząc... 

środa, 20 października 2010

[012]

- Nie, dam sobie radę, a co ty tu robisz? - odwróciła się, w drzwiach stał Allan
- Przyszedłem cię odwiedzić.
- A skąd wiedziałeś, że jestem w domu?
- Nel mi powiedziała, mogę wejść?
- No jasne, wchodź - obaj usiedli na kanapie i nastała cisza, po chwili przerwała ją Noemi
- Więc?
- Co?
- Co cię tu sprowadza, w dodatku w trakcie lekcji?
- Nic... Chociaż... Muszę iść, pa - zerwał się z kanapy i poszedł w kierunku drzwi.
- Ej, czekaj! - zawołała za nim
- Nie, na prawdę się spieszę - rzucił tylko i wyszedł, pobiegł w stronę szkoły, wbiegł do klasy w połowie lekcji.
- Dzień Dobry! Przepraszam za spóźnienie... - powiedział zdyszany wchodząc do klasy i usiadł w ławce z Amy, pod stolikiem chwycił ją za rękę i powiedział
- Przepraszam, nie chciałem żeby tak to wyszło. Przyjdź do mnie po lekcjach to pogadamy, wszystko ci wytłumaczę - Nelly siedząca za nimi była więcej niż zbulwersowana cała sytuacją i chciała wiedzieć o co chodzi. Kiedy tylko lekcje dobiegły końca Nel wybiegła ze szkoły z prędkością światła, pognała w stronę domu Noemi, dziewczyna w tym czasie robiła porządek w swojej szafie. Do drzwi zadzwonił dzwonek, Noemi zjechała na tyłku po schodach, żeby było szybciej i poszła otworzyć drzwi.
- Hej kochanie! - Nelly rzuciła się Noe na szyję
- Stęskniłam się za tobą, wchodź i mów, bo umieram z ciekawości!
- Więc... najlepiej, żebyśmy najpierw usiadły - Nel spoważniała, przyjaciółki bez zbędnych pytań usiadły na kanapę, nastała cisza.
- Mów, bo umieram z ciekawości!
- No bo... Wiesz jak to jest, jak ktoś się w kimś zakocha, później ze sobą chodzą. Ale czasem jest tak, że osoba którą kochamy nie odwzajemnia naszych uczuć i ma kogoś innego, czasem nawet kogoś bardzo nam bliskiego i...
- Do czego zmierzasz? - Noemi przerwała przyjaciółce, ta tylko ze świstem wypuściła powietrze i powiedziała
- No dobra... Amy chodzi z Allanem
- Aha - tylko tyle zdołała wydusić z siebie Noemi, nie wiedziała co ma o tym myśleć. W głowie panowała istna wojna, biła się z myślami. Nelly zaniepokojona pomachała jej ręką przed oczami.
- Nic nie powiesz? - zapytała
- Szczęścia im życzę... A teraz chodź ze mną na górę, bo muszę uporządkować rzeczy w szafie.
- Noemi! - Nelly pociągnęła ją za rękę - ALLAN CHO-DZI Z A-MAN-DĄ!!! - wykrzyczała Nel
- Wiem, chodź - tym razem to Noe pociągnęła przyjaciółkę za rękę i powoli wchodziła po schodach - Allan był tu dzisiaj i podejrzewam, że chciał mi coś powiedzieć, ale tak jakby uciekł i to chyba dobrze... przynajmniej dla mnie.
- Wbiegł w środku lekcji do klasy, rzucił się w stronę Amy, a potem poszli razem do niego...
- Nel! Błagam, zamknij się już! Chodź ze mną posprzątać ten burdel w szafie, bo inaczej zwariuję przez Ciebie i to twoje gadanie!

piątek, 24 września 2010

[011]

Noemi była już w swoim domu i leżała przed telewizorem oglądając jakiś nudny serial.
- Idę do sklepu, chcesz coś? - zawołał tata
- Orzeszki solone, chipsy, cole, gumy do żucia, gazetę i lody
- Nie zapamiętałem! - rzucił tata wychodząc z domu
- To napiszę ci SMS-a - zaśmiała się dziewczyna
- Cwana jesteś, to pewnie po tatusiu - zaśmiał się i wyszedł, Noemi sięgnęła po telefon
- Zapomniałam go włączyć - powiedziała sama do siebie i włączyła komórkę, na ekranie wyświetliły się komunikat "Otrzymałeś 2 nowe wiadomości", bez namysłu nacisnęła klawisz "Odczytaj".
- O Nelly coś napisała - znowu powiedziała do siebie i zaczęła czytać "Hej! Nie uwierzysz co się stało, tzn nie mogę ci napisać, bo za bardzo się zdenerwujesz, ale napisz jak będziesz miała telefon to do ciebie zadzwonię i pogadamy", Noemi zmarszczyła brwi i jeszcze raz dokładnie przeczytała SMS-a, wzruszyła tylko ramionami i odczytała drugą wiadomość "Ej! Bo nie wytrzymam!" - znowu pisała Nel. Noemi nie zastanawiając się wybrała jej numer i zdzwoniła    
- Noe!!! Wreszcie! - odebrała Nelly
- O co chodziło w tych SMS-ach?
- Teraz ci nie mogę powiedzieć, bo jestem jeszcze w szkole, ale jak lekcje się skończą to na pewno oddzwonię.
- A może do mnie skoczysz?
- Nie mam jak się dostać do szpitala.
- Ale ja już jestem w domu!
- Aha! No to przyjdę!
- Weź Amy.
- Lepiej nie - powiedziała po cichu Nelly i dodała - Musze kończyć, będę jak najszybciej! - rozłączyła się, Noemi nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć i z niecierpliwością czekała na przyjście przyjaciółki.
*** (tymczasem w szkole)
- Nel, czekaj! - Allan biegł przez korytarz za dziewczyną, ta zatrzymała się i zwróciła w jego stronę
- Co? - zapytała
- Pójdziesz dziś ze mną do Toma i do Noemi do szpitala?
- Dlaczego nie zabierzesz Amy?
- Miga się, nie wiem dlaczego. To co pójdziesz?
- Jestem już umówiona z Noemi...
- A jak do niej idziesz?
- Na piechotę? 
- Przecież to szmat drogi!
- Ale ona jest już w domu! - Nelly nerwowo przebierała nogami
- Spieszysz się gdzieś? - zapytał Allan
- Do sklepiku - rzuciła i popatrzyła na niego pytającym wzrokiem - Jeszcze jakieś pytania?
- Nie, idź.
- Dzięki za pozwolenie - uśmiechnęła się i poszła w stronę sklepiku. Nadbiegła Amanda
- Co ona od ciebie chciała? - zapytała chłopaka zarzucając mu ręce na szyję
- Nic - Allan lekko ją odepchnął i poszedł kręcąc głową.
- Gdzie idziesz!? - Nie odwrócił się, zbiegł szybko po schodach i zwrócił się do wyjścia, Amy pobiegła za nim.
- A panna gdzie? - ktoś chwycił ją za ramię kiedy była już przy drzwiach, był to nauczyciel dyżurujący.
- No... - próbowała się wytłumaczyć - Bo ja...
- Wracaj na górę, tym razem nie powiem nikomu, ale następnym razem już nie będę taki łaskawy.
- Dziękuję - powiedziała z sarkazmem i poszła powoli na górę, wyjęła z kieszeni telefon i wybrała numer Allana, odezwała się sekretarka, kiedy po raz kolejny wybrała jego numer, telefon był już wyłączony. Zrezygnowana usiadła pod klasą, po chwili zadzwonił dzwonek, kręcąc głową wstała, zabrała swoją torbę i stanęła pod klasą opierając się o ścianę.
***(u Noemi)
- Córciu, spotkałem kolegę idę do niego na kawę, dasz sobie radę? - ojciec Noemi wbiegł do domu
- Mhm - mruknęła dziewczyna - Idź
- Będę za około godzinę, jeżeli chcesz zajdę do sąsiadki, żeby do ciebie przyszła.
- Tato...
- Dobra, dobra. Idę, jakby coś się działo dzwoń, mam telefon ze sobą.
- Ok, idź już! - ojciec wyszedł, po chwili słychać było pukanie do drzwi. Dziewczyna powoli zwlekła się z kanapy i na jednej nodze doskoczyła do drzwi.
- Czego zapomniałeś? - drzwi otworzyła z rozmachem, nie patrząc kto przyszedł odwróciła się tyłem i pokuśtykała w stronę sofy.
- Pomóc ci? - odezwał się ktoś zza drzwi, zastygła.

czwartek, 23 września 2010

[010]

Noemi obudziła się bardzo wcześnie i nie potrafiła już zasnąć, żwawo wstała z łóżka, ostrożnie wsunęła na nogi cieplutkie kapcie i podeszła do okna. Na dworze było szaro i ponuro, no tak... już czuć jesień, gdzieniegdzie słońce, które przedarło się przez chmury rzucało swoje blade światło. Westchnęła tylko i poszła do łazienki, gdzie się przebrała, uczesała i umyła.
- Już nie śpisz? - zapytał Tom, kiedy dziewczyna wyszła z łazienki, Noemi usiadła na łóżku i powiedziała
- Jak widać... Cieszę się, że już dzisiaj wychodzę
- Ale wypisy są dopiero od 15!
- Wiem, ale i tak nie mogę spać - nastała cisza - Popatrz za okno - przerwała ją Noemi - Już czuć i widać jesień, w tym roku jakoś szybko, dopiero dwa tygodnie temu szliśmy do szkoły.
- Zaraz spadnie śnieg, a potem święta, Nowy Rok, później już przyjdzie wiosna, a potem lato i wakacje i znów wszystko od nowa. Czas leci stanowczo zbyt szybko...
- No... - westchnęła dziewczyna
*** (tymczasem w szkole)
- Amanda łap!
- No gdzie mi rzucasz ten zeszyt!?
- Mówiłem, że masz łapać! - Amanda i Allan jak zawsze dokuczali sobie, zadzwonił dzwonek
- Dobra chodź - Amy uśmiechnęła się i chwyciła chłopaka za rękę, weszli do klasy jako ostatni.
- Dobrze, dobrze gołąbeczki, możecie już zostać na środku do odpowiedzi - powiedziała pani z historii
- Ale dlaczego? - dziewczyna nie była przygotowana, nauczycielka nic nie odpowiedziała tylko zadawała pytania dotyczące II Wojny Światowej. Po odpowiedzi usiedli razem w pierwszej lepszej, wolnej ławce.
- Ej, uśmiechnij się, co ty taka smutna? - zapytał Allan Amandy szeptem
- Byłbyś wesoły gdybyś dostał 2 z odpowiedzi?
- Poprawisz, nie bój żaby. Skoczymy dzisiaj odwiedzić Allana i Noe w szpitalu?
- Ymm... wiesz, ja mam dużo roboty w domu, lepiej pojedź sam.
- Ale dlacz... - chłopak nie dokończył, ponieważ nauczycielka zadała mu pytanie.
*** (szpital)
- Współczuję nam tego żarcia tutaj- Noemi zrzucała z kanapki zwiędły listek sałaty
- Ciesz się, że nie ma zupy mlecznej.
- O... bądź cicho, obrzydziłeś mi teraz jedzenie do końca!
- Mmm... te kożuchy na mleku i rozgotowany makaron mmm... Palce lizać.
- Jesteś ohydny! - dziewczyna rzuciła w niego listkiem sałaty, które przed momentem zdjęła z kanapki.
- Witam, widzę, że dobry humorek dopisuje! - wszedł doktor dyżurujący - Panna Noemi? - zwrócił się w stronę dziewczyny
- Tak, to ja.
- Wypis już gotowy, rodzice czekają na korytarzu, proszę spakować swoje rzeczy - wyszedł, a Noemi usiadła na łóżku wrzucając niedbale do torby wszystko po kolei.
- No to opuszczasz mnie? - zapytał Tom, kiedy zmierzała o kulach w stronę drzwi.
- Niestety... - rzuciła i wystawiła głowę na korytarz krzycząc - Tato! Pomóż! - jakaś pielęgniarka skarciła ją wzrokiem, ale ta nic sobie z tego nie robiąc wróciła na łóżko, do sali weszła mam oraz tata Noemi.
- Tato, weź proszę torbę z rzeczami - ojciec posłusznie zabrał bagaż
- Pomóc ci wstać, kochanie? - zapytała mama
- Nie, dam sobie radę - Rodzice wyszli z sali, a Noemi pożegnała Toma - Odwiedzę cię, jak tylko noga wyzdrowieje - wychodząc z sali jeszcze mu pokiwała i wyciągnęła z kieszeni telefon, był wyłączony.
- Noe szybciej, nie mamy całego dnia, jeszcze musieliśmy przekonać doktora, że dał nam wypis teraz - mama ponaglała córkę
- Czy ja mam motorek w tyle?
- Oj, nie przesadzaj. Chodź winda przyjechała.

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

[009]

 Niedziela minęła bardzo szybko. Składała się głównie z wizyt rodziny i doktorów. Ostatni odwiedzający wynieśli się po 22.
- Idę do łazienki - Noemi wzięła kosmetyczkę i poczłapała do łazienki, Tom w tym czasie wyciągnął spod poduszki telefon i pisał SMS-y.
- Z kim piszesz? - dziewczyna dosyć szybko wyszła z łazienki i widząc Toma z telefonem nie mogla się oprzeć by zadać mu to pytanie.
- Napisałem do Nelly, ale mi nie odpisała
- O! Do Nelly!?
- No, ale powoli zaczynam tego żałować, w tym szpitalu to już mi odbija... - pokręcił głową i położył telefon na szafkę
- Nie znasz jej? Na pewno położyła gdzieś telefon i zapomniała o nim albo po raz kolejny wylądował w lodówce - Noemi zaśmiała się i usiadła na łóżku Toma - Wiesz, że ona wcale nie chciała z tobą zerwać i że nadal cię kocha, prawda?
- Właśnie, że o tym nie wiem.
- To się dowiedz, nie chcę żeby dłużej cierpiała...
- Ona nie może cierpieć, a ty możesz?
- Co?
- Przecież wiem, że go kochasz - Tom spojrzał na dziewczyną, a ta wstała i położyła się do swojego łóżka
- Niby kogo, Świętego Mikołaja? - zakpiła
- Jeżeli Allan to dla ciebie Święty Mikołaj, to tak o niego mi chodzi.
- A jeżeli nawet to co z tego, jeżeli ona ma tą swoja "stabilizację"?
- Nie udawaj, wiem że wczoraj nie spałaś i wszystko słyszałaś...
- Skąd wiesz? - zapytała i aż usiadła na łóżku
- Zawsze śpisz na boku, a nie na plechach tym bardziej, że głowę miałaś odwróconą w stronę okna, jeżeli tak miałaś zamiar "przespać" cała noc to rano obudziła byś się ze zdrętwiałym karkiem, jak nic - zaśmiał się, a Noemi dołączyła do niego śmiejąc się z własnej głupoty.
- Nie wiedziałam, że przyglądasz mi się jak śpię- znowu się zaśmiała
- Tak mi się rzuciło w oczy, bo co noc tak śpisz...
- Czegoś tutaj nie rozumiem - spoważniała - Dlaczego mówiłeś Allanowi, ze śpię?
- Chciałem żebyś usłyszała to od niego, nie ode mnie.
- I tak zbytnio nic nie wiem, słyszałam coś, że nie chce być z Jasmine.
- Usłyszałabyś więcej, gdybyś się nie "obudziła".
- Czułam się źle podsłuchując was, więc.. "obudziłam się" - pokazała Tomowi język i położyła się, ziewając.
- Zmęczyły mnie te wizyty, pogaduszki i ogólnie cały ten dzisiejszy dzień. - Noemi znów ziewnęła
- Mnie też i to jak... Masz się fajnie, bo wiesz że to twoja ostatnia noc tutaj, a ja... będę tutaj miesiąc, dwa, a może nawet trzy miesiące kompletnie SAM.
- Allan będzie cię odwiedzał średnio dwa dni dziennie i klasa będzie przychodzić i ja tez MOŻE kiedyś się przyczołgam, chociaż szczerze powiedziawszy nie będzie mnie tutaj ciągnęło.
- Ehh... Musze jakoś dać radę, a teraz wybacz ale idę spać, bo dłużej już nie dam rady nawet mówić, jestem... - przerwało mu ziewnięcie - padnięty na maxa, dobranoc
- Ja też, dobranoc

[008]

 Cały dzień Noemi była ciągana na badania. Okazało się, że zostanie wypisana w poniedziałek, ale utkwiła z kostką w szynie gipsowej na dwa tygodnie. Kiedy wszystkie badania i obserwacje się skończyły, a szyna była założona na nogę dochodziła 17.30, do dziewczyny zadzwonił telefon - to był Allan.
- Hej - zaczął
- Czego chcesz?
- Chciałem zapytać co robi Tom i czy mogę do was wpaść.
- Nie masz co w domu robić? Przecież już tu dzisiaj byłeś...
- Widocznie nie mam co robić! Powiesz mi co robi Tom!?
- Słucha muzyki albo śpi, poczekaj - dziewczyna położyła telefon na stolik i podeszła do Toma -Śpisz? - Zapytała
- Nie, tylko słucham muzy a co?
- Allan pyta...
- Jest tutaj? - Gwałtownie otworzył oczy
- Nie, ale chce przyjść i pyta co robisz.
- Powiedz mu żeby wpadał, bo umieram z nudów - Noemi przewróciła oczami i wróciła do rozmowy telefonicznej
- Mówi żebyś wpadł, bo umiera z nudów...
- Dlaczego umiera z nudów, aż tak go nudzisz?
- Widocznie tak! - rozłączyła się i położyła na łóżku, nie minęły dwie godziny, a chłopak już był w szpitalu.
Noemi widząc go w drzwiach zasłoniła zasłonkę i włożyła słuchawki do uszu, w głębi ducha dziękowała, że jej łóżko jest przy oknie, a nie przy drzwiach. Ściszyła muzykę i zaczęła przysłuchiwać się rozmowie Allana i Toma, po czasie w ogóle wyłączyła piosenki i tylko zostawiła słuchawki w uszach w razie gdyby któremuś przyszło do głowy odsłonić kotarę, zamknęła też oczy, udając sen. Na początku nie rozmawiali o niczym interesującym, później Tom odsłonił delikatnie zasłonkę i powiedział
- Śpi, możesz mówić - dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem i wytężyła słuch.
- Na pewno śpi? - Allan chciał się upewnić
- Raczej tak, dzisiaj ciągali ją cały dzień na badania.
- Ale o ile wiem, nigdy nie śpi w dzień...
- Popatrz na zegar, dochodzi 20.
- Fakt, a tak ogólnie to jak się ma?
- Jeszcze ostatnio mówiłeś, że olejesz ją, że nie chce cię, a ty nie będziesz na nią wieczność czekał, a teraz pytasz "Jak się ma?"
- Tak tylko zapytałem...
- Jesteś gorszy niż baba... - Tom przewrócił oczami
- No to powiesz mi jak się ma?
- Chyba dosyć dobrze, ale przejdź do rzeczy - ponagliła Allana Tom
- To się nie uda, Jasmine jest bardzo fajna, ale... nie chcę z nią być
- Co!? Przecież to sieka jakiej u nas nie zajdziesz, stary czy ty wiesz co robisz?
- No właśnie... nie bardzo
- Mówiłem ci już, że jesteś gorszy niż baba? - Noemi przysłuchiwała się rozmowie i była zadowolona jak nigdy, jednak czuła się troszkę źle podsłuchując kolegów, więc postanowiła to przerwać, czego chciała tego się już i tak dowiedziała. Pokręciła się na łóżko, tak żeby usłyszeli i głośno ziewnęła.
- Tom, która godzina? - zapytała zaspanym głosem i odsłoniła kotarę
- Prawie 20. obudziliśmy cię? - zapytał
- Nie, sama się obudziłam, ale nie będę wam przeszkadzać - zasłoniła zasłonkę
- Emm... Nie przeszkadzasz - powiedział troszkę cicho Allan, Tom odsłonił kotarę i zaczęli wszyscy w trójkę rozmawiać, siedzieli tak jeszcze godzinę, ale rodzice przyjechali po Allana i musiał się zbierać.
- Następny dzień dobiegł końca... - jęknął Tom i zamknął oczy odpływając w krainę snu, w jego ślady poszła skonana Noemi.