środa, 24 lutego 2010

[004] - `musiała rozmawiać [...] o czymś, czego nie widziała i nie znała prawdy`

Podczas, kiedy tata Noemi pojechał do domu po rzeczy dla córki ta nie wiedziała co ze sobą zrobić. Jednak po czasie przypomniała sobie, że Tom się przebudził i mogłaby mu złożyć wizytę, a poza tym miała zadzwonić do Nelly. Wjechała na ósme piętro, ale tam nie było żadnej sali, tylko operacyjne. Noemi zjechała na 4 piętro i zapukała do pokoju dla pielęgniarek na szczęście była tam jej ciocia.
- Dzień Dobry!- Przywitała się
- Cześć Noemi, a co ty tutaj robisz?- Zapytała zdziwiona ciocia Betty
- Spadłam ze schodów i mam poturbowaną kostkę. Musze zostać co najmniej dwa dni na obserwacji, a mogę cię prosić na chwileczkę na korytarz?
- Oczywiście, ale wiesz, że nie powinnaś chodzić?- Dziewczyna już była na korytarzu.
- Wiem, wiem ciociu, ale tata pojechał do domu po rzeczy i nie wiem co mam ze sobą robić. Jeszcze nawet nie mam sali więc pomyślałam, że odwiedzę kolegę, bo tutaj leży. Nazywa się Tom Jones. Tylko nie wiem w jakiej sali jest. Wiesz może?- Zapytała Noemi
- A ten! Leży na oddziale dziecięcym. To jest 5 piętro sala 46.
- A nie wiesz co z nim?
- Jest po operacji, mieli mu nogę amputować, ale kiedy się przebudził potrafił poruszać palcami u nóg, więc lekarze uznali, że wystarczy rehabilitacja.
- Dzięki, to ja do niego lecę, nie mówię "pa", bo jeszcze na pewno nie raz się dzisiaj spotkamy.- Powiedziała ze śmiechem Noemi
- Dobrze, tylko nie przemęczaj tej nogi.- Ciocia zniknęła za drzwiami, a Noemi wjechała piętro wyżej i poszukiwała sali nr. 46. Wreszcie znalazła, Trochę bała się wejść, ale już po chwili nieśmiało uchyliła drzwi i po cichu się wsunęła. Sala była w kolorze niebieskim, a na firankach widniał wesoły Kubuś Puchatek ze swoimi przyjaciółmi. `To oddział dziecięcy, a nie niemowlęcy` Pomyślała dziewczyna. Na sali były dwa łóżka, na jednym z nich leżał Tom, a drugie było puste. Noemi po cichu zbliżyła się do Toma, chłopak spał. Nie chciała go budzić, więc usiadła na wolne łóżko, nagle chłopak się odezwał
- Kto tutaj jest?- dziewczyna nie wiedziała, czy się odezwać, ale w końcu wykrztusiła z siebie
- To ja Noemi
- Co ty tutaj robisz?- Gwałtownie chciał usiąść, ale nie potrafił
- Leż, leż.- Powiedziała widząc jego próby - A no spadłam ze schodów i muszę zostać w szpitalu. Jeszcze nie mam własnej sali więc szwendam się po szpitalu i postanowiłam cię odwiedzić, chyba nie masz nic przeciwko?
- Coś ty, mam dosyć tej samotności, a wiesz może jak długo ja tutaj byłem zanim się obudziłem ?
- Dokładnie tydzień.- Tom tylko wzdychnął i nastała cisza
- Nie zapytasz co u Nelly?- Zapytała Noemi
- Nie, to dzięki niej tutaj leżę.- Noemi nerwowo wstała i już chciała się na niego wydrzeć, jednak jego stan nie pozwalał jej na to. Zdołała tylko wykrztusić
- Nie prawda
- A jaka jest prawda?- Zapytał. Stało się to czego Noemi najbardziej się obawiała, musiała rozmawiać z Tomem o czymś, czego nie widziała i nie znała prawdy.
- Wiesz, że mnie przy tym nie było, ale to nie ona kazała ci przebiegać przez jezdnię, nie patrząc czy coś jedzie.
- Racja. Sam już nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć.- Nagle rozległ się dźwięk dzwonka, telefonu Noemi. Dziewczyna odebrała
- Słucham?
- No, gdzie jesteś, czekam na ciebie w recepcji?
- To był tata Noemi
- Już idę.- Rozłączyła się
- Przepraszam Tom, ale muszę lecieć. Możliwe, ze jeszcze do ciebie wpadnę.- Wybiegła z sali na jednej nodze do windy.

wtorek, 23 lutego 2010

[003] - A mówiłem: nie skacz z tych schodów!`

Tydzień później:

Noemi właśnie wstała, aby udać się do szkoły, kiedy zadzwonił telefon.
- Cześć tu Allan
- O hej! Coś się stało ?
- Nie, a właściwie to tak. Tom się przebudził ze śpiączki!

- Nie spieszył się z tym, ale lepiej późno niż wcale.- Ucieszyła się dziewczyna
- No, racja. A nie obudziłem cię przypadkiem?
- Nie, właśnie wstałam
- To całe szczęście.
- Ja bym Ci dała jakbyś mnie obudził- Zaśmiała się
- Oo, boję się.!
- Bój się bój! Przepraszam, ale muszę kończyć, bo nie zdążę do szkoły jak się nie zacznę zbierać
- Ok, to do zobaczenia w szkole.
- Pa.

Noemi ubrała się, poczesała włosy i biegła po schodach do kuchni, aby coś zjeść. W kuchni siedział jej tata, nagle rozległ się trzask, a wyłaniający się z kuchni pan Jordan zobaczył swoją córkę, leżącą na podłodze.
- A mówiłem: nie skacz z tych schodów!- Krzyknął ojciec Noemi
- Teraz będziesz po mnie krzyczał?
- Nie... a bardzo cię boli?
- Troszkę.- Odpowiedziała dziewczyna trzymając się za kostkę
- Spróbuj wstać.- Powiedział tata Noemi i podał jej rękę. Wstała.
- Teraz przejdź kawałek.- Dziewczyna utykała na jedną nogę.
- No nic jedziemy do szpitala, gdzie masz kurtkę?- Powiedział ojciec Noemi rozglądając się.
- Nie! Nie jadę tam, wystarczy zawinąć w bandaż i noga będzie jak nowa- Zaprotestowała
- Nie będziemy tego bagatelizować, pytam gdzie kurtka?
- Sama sobie po nią zajdę!- Powiedziała obrażona Noemi, a pan Jordan tylko wzruszył ramionami i poszedł do kuchni po klucze od samochodu. W drodze zadzwonił telefon Noemi, to była Nelly
- Cześć! Dlaczego nie jesteś w szkole?
- Nie wkurzaj mnie nawet!
- Coś się stało?
- Owszem. Spadłam ze schodów i teraz jadę do szpitala, a nawet nie wiem po co, bo tylko trochę mnie noga boli!
- Noemi mówiła te słowa bardzo głośno i bardziej kierowała je do swojego taty niż do Nelly
- Jak to po co? Musi Cię obejrzeć lekarz, tego nie można bagatelizować.- Powiedziała zdziwiona dziewczyna
- O jesus, następna się znalazła! jakbym słyszała mojego tatę!- W słuchawce dał się słyszeć dźwięk dzwonka
- Sorry, muszę kończyć następną lekcje mamy. Zadzwonię na następnej przerwie.
- Nie musisz, ja zadzwonię jak już wyjdę...

- O ile w ogóle wyjdziesz.- wtrącił tata Noemi ze śmiechem
- Mógłbyś mi nie przerywać?
- Nie, nie mógłbym, a co?
- A dlaczego podsłuchujesz moje rozmowy?
- A dlaczego mówisz tak głośno, że ludzie którzy przejeżdżają obok słyszą cię w samochodach?- Dopiero teraz Noe uświadomiła sobie, że Nelly już dawno się rozłączyła. Mruknęła tylko coś pod nosem i przez resztę drogi siedziała już cicho.
Lekarz stwierdził, że noga jest ciężko poturbowana i że Noemi musi zostać co
najmniej dwa dni na obserwacji...

sobota, 20 lutego 2010

[002] - `Po raz pierwszy się z tobą zgadzam`

Dziewczyna zaczęła się ubierać. Viola przyszła z pokoju obok
- Nie jest dobrze.- Wydukała- Mama mówiła, że ma liczne obrażenia. Teraz go operują, ale szczerze powiedziawszy nie ma większych nadziei, że będzie w pełni sprawny.
- Jaka kaszana...- Wzdychnęła Noemi- Idziesz ze mną do szpitala, czy może wolisz zostać w domu?
- Idę z Tobą, samej będzie ci tam niefajnie, a ja też go przecież znałam. To przez niego na każdym wyjeździe na basen musiałam cię ratować, bo cię topił.- Zaśmiała się i przystąpiła do przebierania się.
- Jest tam też Allan.
- A będę przeszkadzać?
- Ta... ciekawe w czym ?
- No nie wiem- zaśmiała się Violetta
- Jakoś nie jest mi teraz do śmiechu.- Odparła lekko poddenerwowana Noemi.
- Dobra, przepraszam. Chciałam jakoś przełamać tę grobową atmosferę. Trzeba się cieszyć, że żyje!
- Masz rację, już gotowa?- Zapytała Noemi narzucając na siebie kurtkę
- Prawie, a dzwoniłaś do Nelly? Na pewno się martwi.
- Dobrze, że mi przypomniałaś. Ty się zbieraj, a ja już wychodzę i w między czasie zadzwonię do niej. Będę stała przed blokiem.- Powiedziała Noemi zamykając za sobą drzwi. Wybrała numer Nelly
- Halo, Nelly?
- Tak.
- Z Tomem nie jest dobrze. Teraz go operują i nie wiadomo czy w pełni będzie sprawny, ma liczne obrażenia.
- I to wszystko przeze mnie - szlochała
- Trzeba się cieszyć, że żyje.- Noe powtórzyła słowa Violetty, które nadały jej otuchy.- Przepraszam cię, ale muszę już kończyć, idę z Violą do szpitala.
- Dobrze, ale jeżeli będziesz wiedziała coś więcej to zadzwoń, Ok ?
- Oczywiście i nie martw się, jakoś to będzie.
- Mhm... pa - Mruknęła dziewczyna i rozłączyła się. Viola właśnie wybiegła z klatki schodowej. Dziewczyny do szpitala miały zaledwie 15 minut drogi na piechotę, dlatego też szybko się tam pojawiły.
- Dobra, a gdzie jest ta sala operacyjna?- Zapytała Noemi wchodząc do szpitala. Nie lubiła tam przebywać. Szpital zawsze kojarzył się z niemiłym wypadkiem z dzieciństwa, po którym do teraz blizna trzymała się dziewczynie na czole.
- Poszukamy mamy to nam wszystko powie, pracuje na 4 piętrze. Chodź do windy.- Powiedziała Violetta kierując się w stronę wielkiego holu.
- Schodami będzie szybciej, chodź !- Powiedziała Noemi ciągnąc przyjaciółkę w stronę schodów. Wbiegły na czwarte piętro zdyszane i wpadły bez pukania do pomieszczenia dla pielęgniarek, gdzie zastały mamę Violetty z kilkoma koleżankami.
- Dzień dobry.- Powiedziała Viola
- Dzień Dobry.- Zawtórowała jej Noemi
- Mamo chodź na chwilkę.- Poprosiła grzecznie dziewczyna. Kiedy już znajdowały się na korytarzu Violetta wypytała mamę o wszystkie szczegóły i skierowały się do wind, aby wjechać na 8 piętro, ponieważ nie miały już sił, aby biec po tylu schodach. Na samym końcu korytarza, zaraz obok wejścia na salę operacyjną siedzieli rodzice Toma, a kawałek dalej siedział Allan obok, którego siedziała Syntia.
- Ona była w planach?- Zapytała Violetta wskazując palcem na dziewczynę siedzącą obok Allana.
- Nie bardzo, ale kit z tym, siądźmy tutaj i poczekajmy. Teraz akurat najmniej obchodzi mnie śliniąca się na widok Allana, Syntia. Wolę KUBUSIA !- Uśmiechnęła się Noemi, a Viola wybuchnęła śmiechem, co zwróciło uwagę chłopaka. Podszedł do dziewczyn, a Syntia podążyła za nim jak cień. Po przywitaniu otworzyły się drzwi sali operacyjnej i wyszedł z niej jakiś doktorek, po którego minie nie bardzo można było poznać czy jest zadowolony z przebiegu operacji, czy raczej załamany. Rozmawiał z rodzicami Toma.
- Jak się czuje Nelly?- Zapytał Allan
- Nie za dobrze. Cały czas mówi, że to jej wina.
- Po części.- Wtrąciła Syntia
- Co!?- Oburzyła się Noemi
- Spoko chciałam tylko zażartować.
- No to nie bardzo ci się udało, jak z resztą wszystkie twoje pseudo żarty.- Odgryzła się Noemi
- Dobra spokój- Wtrąciła Violetta to akurat jest najmniej ważne, chodźmy się lepiej dowiedzieć co z nim.
- Nie powie nam, bo nie jesteśmy rodzinom.- Powiedział Allan
- Spokojna twoja rozczochrana.- Powiedziała krocząc w stronę doktora, Noemi i Violetta. Noe przystanęła przy rodzicach Toma i zaczęła z nimi rozmawiać, a Viola podeszła do doktora. Kiedy już uzbierały wystarczająco dużo informacji wróciły do stojących przy windach Allana i Synti.
- A więc...- Zaczęła Viola, kiedy nagle otworzyły się drzwi windy i wyszła z niej Amanda.
- Dowiedziałam się co się stało. Wiecie może coś więcej?- Wbiegajac na korytarz pytała
- Właśnie się dowiedziałam, że operacja przebiegła pomyślnie. Było dosyć dużo komplikacji, stracił dużo krwi, ale żyje.
- Jeszcze jest w śpiączce- Wtrąciła Noemi, przerywając przyjaciółce
- Możliwe, że konieczne będzie amputowanie lewej nogi, ale czas pokaże co będzie się działo.- Dokończyła Violetta
- Bogu dzięki.- Odetchnęli wszyscy.
- Trzeba zadzwonić do Nelly.- słusznie zauważyła Syntia
- Po raz pierwszy się z tobą zgadzam, ja to zrobię.- Mruknęła niechętnie Noe odchodząc w kąt.

środa, 17 lutego 2010

[001] - `Nikt nie wie jaka na prawdę jestem`

-Wiesz, że dzisiaj piątek! - Noemi krzyknęła wesoło do telefonu. W słuchawce odezwał się głos Violetty
-Dzisiaj kolej na wieczorek u mnie. Pakuj się, tata po ciebie podjedzie.
-Ok, czekam.-
Powiedziała dziewczyna i rzuciła się w stronę szafy, aby zabrać potrzebne rzeczy.
-Mamo!- Zawołała -Gdzie moje piżama?- Mama Noemi przybiegła do jej pokoju
-Pierze się, a gdzie ty się wybierasz?
-Do Violetty, dzisiaj piątek.
-A tak faktycznie, weź jakąś koszulkę.
-Dobra. - Pani Elizabeth wyszła. Po godzinie pod dom podjechał samochód Wujka Jack'a (ojca Violetty). Noemi zbiegła do kuchni z przewieszoną przez ramię torebką i z plecakiem w ręku.
-Wujek już jest. Pa mamo !
-No, cześć.- Zanim dojechali do Violetty stali jeszcze 15 minut w korku, wreszcie nadeszła ta upragniona chwila, kiedy po ponad godzinie przesiedzianej w samochodzie można było porządnie rozprostować nogi.
Noe weszła do pokoju przyjaciółki.
-Jestem, co porabiasz? -dziewczyna rzuciła plecak i torebkę na łóżko.
-Fajnie, szukam jakiegoś filmu.- Odpowiedziała dziewczyna i nie patrząc na Noe zapytała- Dlaczego udajesz taki wesoły ton głosu? Co się stało?- Noemi ciężko usiadła na fotel, a Violet wyłączyła komputer i usiadła naprzeciwko niej.
-Po pierwsze idziesz do łazienki zmyć z twarzy tę tapetę i zrobić z tymi natapirowanymi, prostymi kudłami porządek.
-Z wielką chęcią.- Odpowiedziała dziewczyna i pomaszerowała w stronę łazienki. Po 20 minutach wyszła w luźnych spodenkach i koszulce z burzą loków na głowie, bez jakiegokolwiek makijażu. Na co dzień chodziła do szkoły w obcisłych spodniach, bluzkach z toną tapety na twarzy i z wyprostowanymi włosami. Nie lubiła siebie za to, ale nie dawała tego po sobie poznać. Violetta już zdążyła pościelić łóżka, zastawić stół słodyczami i wygodnie ułożyła się w fotelu. Noemi rzuciła się na łóżko.
-Teraz opowiadaj co jest.
-Mam już tego wszystkiego po dziurki w nosie. Tak naprawdę to okłamuję wszystkich dookoła, nawet siebie. Nikt nie wie jaka na prawdę jestem. Ja sama już też się pogubiłam. Nie wiem, czy jestem modnisią z toną tapety na twarzy, czy spokojną dziewczynką z burzą loków. Nie wiem, na prawdę nie wiem!- Spojrzała błagalnie na zamyśloną przyjaciółkę mając nadzieję, że usłyszy kilka słów pocieszenia i po raz pierwszy miała ochotę na kazanie, które zazwyczaj w takich sytuacjach prawiła jej Violet.
-Jeżeli to zrozumiałaś to chyba dobrze?- Powiedziała po chwili ciszy dziewczyna
-I co? Tylko tyle mi powiesz? Nic nie doradzisz?
-Jeżeli sama nie wiesz kim jesteś to ja też nie wiele o tobie wiem. Chyba czas na to, aby podjąć decyzję.
-Czego ma ta decyzja dotyczyć?- Zapytała wyraźnie zakłopotana Noemi
-Tego jaka chcesz być. Wolisz być zawsze modną, piękną, wylansowaną, czy zwykłą, przeciętną dziewczyną?
-Ja bym tak chciała trochę tego i tego.- Odpowiedziała Noemi, mrużąc oczy.
-Ty to naprawdę się pogubiłaś.- zakończyła rozmowę Violet. Po chwili zadzwonił telefon Noemi
-Słucham? Co się stało!? Ale jak? Bożee!!! Dobra spokojnie, opowiedz wszystko od początku.- Violetta słuchała przerażonej Noemi i nie mogła wywnioskować co się stało, wtedy dziewczyna włączyła tryb głośnomówiący i położyła palec na ustach, aby dać znak Violi, że ma być cicho.
-No więc tak...-mówiła w słuchawce zapłakana dziewczyna- Tom przyszedł do mnie i rozmawialiśmy, nawet nie wiem o co zaczął się później wykłócać. W końcu doprowadził mnie do takiego stanu, że wykrzyczałam mu w twarz, że to koniec i żeby więcej nie pokazywał mi się na oczy. Wybiegł z mojego domu i nie patrząc wbiegł na drogę. Jechał samochód...- W tym momencie dziewczyna wybuchnęła płaczem. Noemi spojrzała na przyjaciółkę, która siedziała obok zdębiała
-Nelly tylko spokojnie, mów dalej- Uspokoiła ją Noemi
-... I zaraz potem przyjechała karetka, zabrali go do szpitala. To wszystko moja wina! Gdyby nie ja wszystko skończyłoby się inaczej!- Krzyczała do telefonu rozhisteryzowana dziewczyna.- Nie wiesz kto może wiedzieć co z nim?
-Allan i ciocia Betty, w końcu pracuje w szpital, teraz ma dyżur...
-Błagam dowiedz się czegoś! Nie mam siły, żeby jechać do szpitala.- Mówiła Nelly
-Ok, tylko pamiętaj nie rób nic głupiego! Trzymaj się, będzie dobrze.
-Mam nadzieję, Pa i dziękuję
-Nie ma za co. Pa- Dziewczyna się rozłączyła.

-Violka możesz zadzwonić do swojej mamy i zapytać o Toma Jones'a? ja w tym czasie zadzwonię do Allana.
-Nie ma sprawy.- Odpowiedziała nieco otępiała dziewczyna. Noemi już wybrała numer Allana
-Allan? Cześć tu Noemi.
-O cześć.- Powiedział mało entuzjastycznie chłopak
-Wiesz co z Tomem?- Zapytała nie zwlekając
-Podobno go operują, ale lekarze nie chcą nic więcej powiedzieć.
-A gdzie teraz jesteś?
-Siedzę przed salą operacyjną w szpitalu.
-Od, zaraz tez tam będę.
-Myślę, że nie ma takiej potrzeby, ale jak wolisz. Nie bardzo chce mi się tu siedzieć samemu.
-Ok, do zobaczenia.

KONIEC
Taką czcionką pisane są rozmowy telefoniczne. mam nadzieję, że się spodoba :)